Wczorajszy wieczór upłynął mi pod znakiem "wycieczki krajoznawczej" po okolicy celem wymiany źle wydanego leku... Tia... Przyznam się, że na szczęście takie pomyłki nie zdarzają mi się zbyt często, ale błąd jest błędem... Na szczęście człowiekowi nic nie groziło, po prostu wydałam pacjentce zamiennik leku przepisanego na recepcie, bez poinformowania jej o tym... Dawka ta sama, terapeutycznie tak samo, jeśli pacjentka by chciała- mogłabym oficjalnie i zgodnie z prawem dokonać zamiany... Błąd wyszedłby na remanencie, bo na recepcie było wybite to, co przepisane. Tylko wydane co innego... Są takie pary leków, które od bardzo dawna mam zakodowane jako zamienniki. Augmentin- Amoksiklav, Amlozek- Amlopin, ACC- Fluimucil...I zawsze przy kompletowaniu i wydawaniu jest dodatkowa chwilka zastanowienia, czy akurat nie chwytam zamiennika... I z rozmów ze znajomymi farmaceutami wynika, że w stosunku do w/w par leków nie tylko ja tak mam... Więc od wczoraj doszła mi nowa para do zastanawiania... Betaloc- Beto...
To była jedna z pierwszych pacjentek wczoraj, na recepcie m.in. lekki deficyt w sporej ilości, akurat miałam, zabrakło mi 1 op innego do pełnej ilości- do odbioru "na później". Dla pacjentki kłopot, bo wyjeżdża na dłużej, powody wyjazdu generujące nerwy. Ale leku starczy, to brakujące opakowanie ktoś odbierze... Trochę się zagadałyśmy… Zbieram, wybijam, wydaję... Niektóre leki "nie wchodzą" na czytnik z kodów, nie wszystko jest metkowane, część wybijam ręcznie... Zgubiła mnie rutyna... Po dwóch godzinach zaczynam sprawdzać wydane tego dnia recepty, swoje też (w teorii po sobie nie powinnam, ale praktyka jest inna...). Zaraz, ale ja wydałam Beto z innej szuflady, a nie Betaloc!!! Gdyby sprawdzał ktoś inny- recepta była wybita prawidłowo, nikt by się nie zorientował... Udało mi się ustalić telefon do pacjentki (niech żyją osobiste znajomości z paniami w rejestracji w przychodni, w dobie ochrony danych osobowych ustalenie nawet faktycznego adresu pobytu pacjenta (bo adres na recepcie sobie, a pacjent mieszka zupełnie gdzie indziej) albo błędnie wpisanego peselu staje się coraz trudniejsze), uzgodniłam podmianę, że podjadę wieczorem... Jak na złość Ślubny został dłużej w pracy, na szczęście zgodził się mnie podwieźć... Zrobiła się 19. Zwiedzanie okolicznych wiosek po ciemku, po dziurawych drogach nie jest zbyt przyjemne... Na mapie było prosto, w praktyce trochę gorzej, ale się udało... Porozmawiałam z panią, przeprosiłam, upewniłam, że w sumie nic jej nie groziło. Kobieta w wieku emerytalnym, ale jeszcze przed 70-tką, kontaktowa... ufff...
Na szczęście nic się nikomu nie stało i nic nikomu nie groziło... Muszę bardziej trzymać się wyuczonych procedur.
A błędy… pewnie, niestety będę popełniać… Oby tylko takie…
Komentarze
-
nie-okrzesana 2018/03/23 15:32:15
Mnie też już dwa razy zdarzyło się jechać do pacjenta. Na szczęście to wyrozumiali ludzie byli. Ale przyznam, że w mojej aptece w takim wypadku nikt by nie jechał. Ta sama substancja, ta sama dawka...... Tylko nadruk trzeba by przerobić na WO.
Nie mam doświadczenia jak to jest gdzie indziej i nie wiem czy do końca tak jest prawidłowo.
-
aga-joz 2018/03/23 15:50:56
Nie ma to jak pomieszać np. Bisocard z Bisacodylem- w żadną stronę zamiana nie jest dobra
-
eldka 2018/03/23 17:15:38
możesz mi wytłumaczyć fenomen zamienników.
byłam chora - tydzień. dostałam antybiotyk, w aptece pani magister wydała zamiennik - bio.ra.cef. za tydzień kontrola wykazała dalsze leczenie, bo poprawa była marna. nowy antybiotyk/ nowa nazwa- w aptece pani magister wydała ponownie zamiennik - bio.ra.cef.
??? zaczęłam leczyć się sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz