poniedziałek, 12 marca 2018
12/2018
Na telefon wgrywam sobie książki takie, które odłożyłam sobie do przeczytania "na kiedyś". W miarę wciągające, ale takie, od których nie żal się co chwilę odrywać. I takie, które chcę "przetestować". I niestety ostatnio zaliczyłam parę wpadek.
Dobrze, że krótkie, bo czegoś tak głupiego dawno nie czytałam. I nie, nie czytałam wcześniej żadnych recenzji, może uchroniłyby mnie od straty godziny czasu... Anna Bożena Zaniewska "AlekSandra". Może patrzę na to "dzieuo" przez pryzmat wykształcenia, ale kupy się to-to w ogóle nie trzyma.Po pierwsze- zupełnie zmiażdżone ciało nie jest w stanie utrzymywać funkcji mózgu tak, żeby ten zachował się bez szwanku. Po drugie- kobieta "umarła komuś na rękach" i została zabrana do kostnicy na sekcję. Bohater wykrada ciało, wiezie je prywatnym samochodem na tylnym siedzeniu (!!!) do innego szpitala, aby tam pobrać z denatki narządy do przeszczepu (!!!). LITOŚCI!!!! Przeszczepy ze zwłok???!!! Przecież po zatrzymaniu krążenia i oddechu narządy obumierają w ciągu kilku minut!!! To pseudoliterackie "coś" SZKODZI społecznemu pojmowaniu idei przeszczepów!!! Ja wiem, że przeszczepy mózgu od zawsze rozpalały wyobraźnię autorów science fiction, ale tutaj gdzieś "nie zaiskrzyło". Lub przeciwnie- zaistniało zwarcie, bo autorka zupełnie oderwała się od rzeczywistości. Nie chcę być niegrzeczna, ale to raczej "autorce" przydałby się taki przeszczep, byle już więcej nie pisała...
Kolejny falstart... Film "Dzień świra" nigdy mnie nie śmieszył, a jego bohater jest dla mnie postacią w pewnym sensie tragiczną. Od początku lektury książki Grzegorza Sobaszka "Muszę kończyć, umieram" miałam daleko idące skojarzenia z filmem i po kilkudziesięciu stronach stwierdziłam, że tego bełkotu dłużej nie zdzierżę. Z ulgą nacisnęłam "usuń". Nie skończyłam, może to się dalej rozwija, może ktoś przeczytał i ma inne zdanie? Do mnie w każdym razie nie trafił ani bohater, ani sposób prowadzenia narracji, ani sytuacje... Nie wiedziałam- śmiać się- czy płakać...
Natomiast całkiem obiecująco zapowiada się "450 stron" Patrycji Gryciuk. Przeczytałam może 1/5. Akurat wciągające na tyle, aby zainteresować, ale nie wywołuje zgrzytania zębów, gdy ktoś odrywa nagle od lektury. Ciekawe, czy dalej tak będzie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz