Do teatru ze Ślubnym chadzamy rzadko. Rzekłabym, ze za rzadko, nie będę liczyć średniej rocznej, bo wstyd. Niby stolica blisko, wybór by był, dla chcącego... Ale- w dzień powszedni na spektakl rozpoczynający się dajmy na to o 19.- musielibyśmy wyjechać najpóźniej o 17. Jak się do tej 17. pracuje- średnio wykonalne... Na weekend trudniej dostać bilety, nie zawsze jest to, co się chce...
Dwa tygodnie temu przeczytałam bardzo pozytywną recenzję premiery musicalu "Czarownice z Eastwick" w warszawskiej Syrenie. Tknięta impulsem wyszukałam bilety- o dziwo, nawet były, na zeszłą sobotę. Dwa tygodnie po premierze? Na wieczorny sobotni seans? Nie ma bata, jedziemy. Zrobiłam rezerwację, wydrukowałam bilety... Tym bardziej, że gdy wspomniałam Ślubnemu, że "może by tak..." to stwierdził, że też tę recenzję czytał i miał ten temat poruszyć. Znów okazało się, ze nadajemy "na tych samych falach". Dzień później po biletach zostało tylko wspomnienie, specjalnie sprawdzałam...
Pojechaliśmy, wróciliśmy zachwyceni. Ciężko jest być aktorem ze świadomością, że raczej na pewno będą cię porównywać do obsady z filmu. Do Cher, Susan Sarandon, Michelle Pfeiffer i Jacka Nicolsona. I tu muszę powiedzieć, że naprawdę nie ma się czego wstydzić. Tomasz Steciuk jako Derryl van Horn jest odpowiednio charyzmatyczny, odpowiednio demoniczny i zdecydowanie bardziej seksowny od Nicholsona. Role kobiece- Anita Steciuk jako Jane, Magdalena Placek-Boryń jako Sukie i Ewa Larska jako Alex też dobrane odpowiednio. Nadmieniam, ze oglądaliśmy częściowo zmienioną w stosunku do premiery obsadę. Nie mnie się wypowiadać, ale NA PEWNO nie gorszą. Na uwagę zasługuje muzyka na żywo. Ale według mnie największe brawa należą się Dawidowi Pelowskiemu za rolę Fidela. REWELACJA!!!!! I te buty... Inni ćwiczyli śpiew i ruch sceniczny, on musiał ćwiczyć chodzenie na niebotycznych obcasach.
Podobało mi się wszystko. Adaptacja, muzyka, śpiew, taniec, obsada, choreografia, dekoracje... Jak ktoś będzie miał okazję- zdecydowanie POLECAM!!!!
Tylko po takiej uczcie dla zmysłów ciężko będzie znaleźć w repertuarze teatrów warszawskich coś równie porywającego... Coś, na co miałabym co najmniej taką samą ochotę...Trzeba będzie uważniej śledzić repertuary, bo inaczej znów pozostaniemy przy średniej "raz na dwa lata, albo rzadziej..." Tak bez mrugnięcia pojechałabym tylko chyba na "Pilotów" do Romy...
Komentarze
-
krwawasiekiera 2018/03/19 19:21:12
Polecam bloga mojej znajomej, mieszka w Żyrardowie, często bywa w warszawskich teatrach:klonoweksiazki.blogspot.com/search/label/teatrum
A Czarownic zazdroszczę, stolica dla mnie zdecydowanie za daleko. Za to bywam we wrocławskim Capitolu, jak uda mi się upolować bilety, co łatwe nie jest.
-
aga-joz 2018/03/21 20:15:39
Zazdroszczę! Dla mnie wyjazd do teatru to zazwyczaj wyprawa na cały dzień. Czatuję na te, co przyjeżdżają do nas, ale tak rzadko udaje mi się zgrać terminy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz