Wróciłam z pracy o 14.30, zrobiłam pierogi na jutrzejszy i pojutrzejszy obiad, a teraz zawinięta w polar i koc, z gorącą herbatą w ręku słucham sobie Topu Wszechczasów w radiu 357.
I wszystko byłoby fajnie, gdyby mnie tak nie telepało. Boli mnie pod prawą łopatką, w pracy miałam napadowy suchy kaszelek, a dwa chińskie badziewne pulsoksymetry (każdy inny) pokazują saturację na poziomie 95%... Mam nadzieję, że to z niedogrzania peryferyjnych końcówek ciała... Chociaż co jakiś czas muszę wziąć pogłębiony oddech... Gorączki brak, smak i węch mam...
Ślubny praktycznie cały dzień przeleżał w łóżku, zasmarkany i narzekający na zmęczenie...
W poniedziałek miałam iść się szczepić. Tia...
Bardziej nadaję się chyba na test... Jak chorować- to tylko w święta...
Kijowo się ten rok zaczyna...
Trzymam kciuki i zdrowotności życzę 😁
OdpowiedzUsuńDokładnie tego samego Ci życzę!!!
OdpowiedzUsuńTo juz przeziebionym nie mozna być, spokojnie, kuruj się i zdrowiej!
OdpowiedzUsuńW takim stanie pierogi ? I to na dwa dni ! wielka jesteś. Zdrowia życzę.
OdpowiedzUsuń