piątek, 26 kwietnia 2019
31/2019
Taki sobie smuteczek...
Gdyby nie strajk nauczycieli- Młodszy chodziłby do wczoraj do szkoły, mieliby powtórki do matury i świadomość, że...właśnie kończy się dzieciństwo... Wczoraj siedzieli u nas kilkunastoosobową grupą... i mieli do siebie żal, że żadne nie zanotowało w pamięci, że tamta jakaś lekcja trzy tygodnie temu- to była ta OSTATNIA w szkole ... ever...
Ech... Ja też swojej ostatniej nie pamiętam... Z matury jakieś przebłyski tylko, że koledze na polskim pisałam zakończenie do wypracowania i sprawdzałam, czy ortografów nie narobił... A wszystko na trzeciej ławce od przodu ;) Inaczej wtedy było... I chyba nauczyciele patrzyli trochę bardziej przez palce.
Natomiast te trzy "darowane" tygodnie Młodszy po prostu przebimbał, zamiast się uczyć. I z tego co mówi- nie tylko on...
Najwyżej jak napisze kiepsko i się nigdzie nie dostanie- to pójdzie do pracy i zda za rok. Starszy też poległ na pierwszym roku... Rok przerwy to nie tragedia... Muszę sobie tak to tłumaczyć, bo mnie trafia to lenistwo Młodego... Może potrzebny mu jest kubeł lodowatej wody na głowę... Bo jak na razie- to na wszystkich egzaminach miał więcej szczęścia, niż rozumu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Maturę pamiętam, to był duży stres i przez to w pamięci utkwiła. Ale ostatniego dnia w szkole, czy na studiach jakoś faktycznie nie. Ulotne te nasze wspomnienia..
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za Młodego, wiem że to denerwujące.
OdpowiedzUsuńMój 10 wnuk jeszcze u nas, pani stwierdziła że dopiero po majówce bo dzieci w rozjazdach po dziadkach.
Nerwy matki są ... niezmierzalne. Każdy egzamin przeżywałam okropnie i swój i potem chłopców. Wiadomo, że to nic nie da, ale cóż, tak to jest.
OdpowiedzUsuńJak Twoja saga atomatologiczna się rozwija? Aby Cię nie bolało, resztę zniesiesz. Pozdrowienia poświąteczne:)))
Starsza Wnuczka zdała egzaminy zawodowe, jednak matury się boi, zwłaszcza matmy. Ale dzielnie podchodzi, bo fach ma w ręku, i w razie "draki", zawsze może poprawić bez szkody, że rok zawali!
OdpowiedzUsuńMy jako matki denerwujemy sie bardziej, niż dzieciaki. ja ubolewałam, ze syn nigdy nie zakuwa, bo nie widziałam, by ślęczał, najwyżej zadania jakieś liczył, ale maturę zdał (Technikum Ekonomiczne) i studia skończył, ale piłowaliśmy, by magisterkę obronił...minimalista straszny...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i uszy do góry:-)
Mam tak samo w przypadku Drugiego. Jak mantrę powtarzam sobie, że to jego życie i że je NIE MUSZĘ się tym martwić!
OdpowiedzUsuń