wtorek, 23 kwietnia 2019

29/2019


I po świętach...
Dlaczego zarzynam się w poczuciu obowiązku?
Moja Mama- lat 85- mieszka sama- przez ulicę, ale nie pod jednym dachem ;) Widzimy swoje okna, widać, czy się świeci... Taki rodzaj kontroli, czy wszystko w porządku...
Nie wyobrażam sobie, żeby sama robiła jakiekolwiek święta...
Mój brat mieszka 40 km od nas. Ale Mama ma chorobę lokomocyjną, która z wiekiem się nasila. Pewnie jest trochę "samonakręcania", ale każdą podróż odchorowuje. Pomijając fakt podróży- bardzo źle czuje się w mieszkaniu mojego brata, gdzie nawet jak jest posprzątane, to jest bałagan. Te typy tak mają. Im nie przeszkadza. Ale Mamie- bardzo. W związku z powyższymi powodami- odpadają święta wyjazdowe u brata. Zresztą chyba mu wygodnie, pierwsze święto u nas, drugie- do teściów... Dwie córki- 5 i 7 lat- skutecznie "pomagają" w jakichkolwiek przygotowaniach...
Od jakiegoś czasu jeszcze pod nasze święta "podpina się" teściowa. Chociaż ma kłopoty z poruszaniem, mąż musi ją przywozić, ledwo się wdrapuje na nasze czwarte piętro, a do swojej córki ma dwa kroki z bloku do bloku obok... i piętro pierwsze... Ale z zięciem do stołu nie usiądzie... Chrześcijańskie przebaczenie... Okazuje się, że można chodzić do spowiedzi i komunii, ale nienawidzić zięcia...
Nie chodzi nawet o gotowanie. Tylko o chodzenie w kółko, wymienianie talerzyków, kawy? herbaty? Stół mamy bardzo mały, ledwo się przy nim mieścimy, jak chcę podać ciasto, to trzeba sprzątnąć wędliny... I potem z powrotem... I nie ma, że śniadanie... Śniadanie się kończy po późnym podwieczorku o 20... Z Wigilią jest łatwiej, bo krócej...
Wiadomo, że w Mamy wieku każde święta mogą być tymi ostatnimi... A nie darowałabym sobie, gdybym "odpuściła" właśnie te. Gdybyśmy wyjechali we czwórkę, pewnie brat zabrałby Mamę do siebie. Tylko- nie mogę wyjechać, bo programowo NIGDY nie dostanę urlopu w okresie okołoświątecznym... Wszyscy się przyzwyczaili...Kółko się zamyka...

Dlatego co roku robię Wigilię i śniadanie wielkanocne. Zaciskam zęby i robię...

Oby do majówki... Też nie wyjeżdżam, ale nikt mnie nie namówi na gości...

11 komentarzy:

  1. Myślę, że wiele kobiet ma podobnie.. chciałoby nie zrobić, nie szykować, zbuntować się, ale serce i sumienie nie pozwala.. U mnie na razie w drugą stronę, chcę zrobić święta, ale i rodzice i teściowa upierają się by robić samemu. Co rodzina, to inny układ.

    OdpowiedzUsuń
  2. ... ale już po wszystkim! I dobrze! Teraz trochę odpoczniesz.
    Dobrego na po świętach! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie! Myszakota trafiła w sedno! Bo dlaczego moja Synowa, która mnie toleruje, bo wie, że jej nie umiem polubić, tak chętnie przyjeżdża na wszelkie imprezy u mnie. Bo w jej domu jest zimno i nieprzyjemnie? Tego akurat nie wiem, i zawsze się dziwię. Na codzień oschła, a jak przychodzi czas różnych imprez nie tylko światecznych,
    zaraz mięknie! I co z tego, że wiem, iż to fałszywe jest?
    Jednym słowem gordyjski węzeł nie do odsupłania! Bo Synek i tak zawsze jej racje podtrzymuje!

    OdpowiedzUsuń
  4. Na razie wszelakie święta organizuję ja, a dzieci z rodzinami do mnie przychodzą. Ostatnimi laty tylko córka z rodziną, bo odkąd synowa przestała pracować na zmiany wyjeżdżają rodzinnie do jej rodziców.
    Oczywiście córka mi bardzo pomaga, ale ... ile można pomóc jak się pracuje.
    Jednak czas biegnie i przyjdą takie święta, na które to mnie trzeba będzie zaprosić...
    I mimo, ze przed każdymi świętami psioczę, ze jestem przepracowana i zmęczona, to jednak wolę to zmęczenie, niż siedzieć na łasce przy czyimś stole, nawet jak to ma być stół rodzinnej córki.
    Pokrętne są meandry ludzkiej duszy (albo stara baba nie wie sama czego chce;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze, to wolę skromnie, ale u siebie, niż się szlajać gdziekolwiek. Bo, jak gdzieś idziemy, to i tak muszę coś zrobić i zanieść.
    No i do mnie mnie przychodzą ci, których towarzystwa nie byłabym w stanie znieść - i to mnie najbardziej przekonuje.
    Obowiązki rodzinne są najgorszymi, jakie znam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Miało być, że NIE przychodzą ci, których nie mogę znieść! :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. W swuwrach nie cierpię tego przymusu. Tych wszystkich konwenansów, w których jestesmt uwikłani. Generalnie jestem wrogiem świąt i nie chce ich obchodzić. Zawsze je odchorowuje psychicznie. Tegoroczny wyjazd był dla mnie wyzwileniem.

      Usuń
  8. W świętach miało być na początku. 😁

    OdpowiedzUsuń
  9. Póki rodzice a w sumie mama gdy żyła , zawsze II Święto był tkzw spęd rodziny ( piątka dzieci z połówkami i 10 wnucząt), każdy przyniósł cos, głównie ciasto lub sałatkę,resztę my młodzi wtedy robiliśmy wspólnie.Teraz każdy ma swoje gniazdo i rodzice zapraszają młodych, rozumiem sytuację z mamą, teraz czas na odpoczynek,

    OdpowiedzUsuń
  10. Gotowania nigdy nie lubiłam, biesiadowanie mnie meczy, więc z ulgą i wdzięcznością przyjmujemy od jakiegoś czasu zaproszenia od syna z narzeczoną, oczywiście coś zawsze dorzucamy.Sił coraz mniej i czasem szkoda pogody na siedzenie przy stole...

    OdpowiedzUsuń