czwartek, 25 kwietnia 2019

30/2019


U nas maturzyści sklasyfikowani, jutro zakończenie roku.
W pracy tsunami i trzęsienie ziemi. Temat na dłuższy post. W skrócie- zostałyśmy we dwie z szefową w siedmiodniowej aptece. z pełną recepturą. Plus pomoc "na dochodne". Plus obowiązki szefowej wynikające z bycia radną. Plus potencjalne zarezerwowane i opłacone urlopy. Jakiegoś porażającego ruchu nie ma, ale ciężko jest się ze wszystkim wyrobić w pojedynkę. Bo "na zakładkę" jesteśmy tylko wtedy, jak jest jakaś pilna recepta do zrobienia.
Do tego mam ząb do usunięcia. Zęby mam słabe, ratuję jak mogę, ale... We wrześniu ściągałam kamień, poprosiłam o przegląd... Nic się nie dzieje, nic nie widać... Uparłam się na rentgen miejsca, gdzie notorycznie wchodziło mi jedzenie. I wyszła dziura w siódemce na dole, od strony ósemki, jakby ktoś podkop zaczynał robić. Z góry i z boku niewidoczna. Dosyć duża. Umówiłam się na za trzy miesiące- takie terminy. Nie chciałam iść do kogoś innego, niż do dentystki, która te moje słabe zęby zna i ma całą dokumentację. Ząb nie boli, poczekam. W "międzyczasie" rozwalił się kolejny- pilniejszy. Akurat tuż przed wizytą. Kolejna rezerwacja, za kolejne trzy miesiące. Też przepadła- wtedy miałam zapalenie oskrzeli i się dusiłam...  Kolejny termin... W międzyczasie ząb zaczął ćmić. Nie na jakieś prochy, ale dyskomfort był. I wczoraj "wbiłam się" bez kolejki. Rentgen wykazał taką dziurę, że dentystka się zdziwiła, że dopiero teraz zaczęłam coś czuć. Oczywiście na zewnątrz nic nie widać. Cóż... trzeba rozwiercić, zobaczyć co można zrobić, zatruć, leczyć kanałowo... Siódemka, głęboko, trudno... Przy rozwiercaniu pani musiała dwukrotnie dokładać znieczulenia. Po czym się okazało, że mam dwie opcje. Ósemka obok- z plombą, ale poza tym zdrowa- "kładzie się" na siódemkę. Chcąc cokolwiek zrobić z siódemką- ósemkę trzeba bezwzględnie usunąć (koszt). Po czym- dziura w siódemce jest tak głęboka, że do rekonstrukcji trzeba podciąć kość (koszt). Nic przyjemnego, ze trzy- cztery miesiące gojenia, zanim cokolwiek się zrobi. Potem leczenie kanałowe siódemki, trzy głębokie kanały(koszt, koszt, koszt), potem rekonstrukcja jak się uda (koszt), a jak nie- korona ze wszystkimi przyjemnościami typu wyciski itd... (KOSZT). Lekko licząc rok bujania się z jednym zębem. Kosztów wolałam nie sumować...
- A nie lepiej usunąć tę problematyczną siódemkę? Mniej zachodu, mniej bólu... Ósemka jest w lepszym stanie, szkoda jej wyrywać...
I tym sposobem we wtorek rano idę wyrwać siódemkę. I nie, nie mogę wziąć wolnego dnia, muszę się pojawić w pracy. Mam nadzieję, że będę w stanie...
A potem zastanowię się nad implantem... Bo koszt nie będzie znacząco większy, niż pieniądze wydane na potencjalne leczenie...



5 komentarzy:

  1. Moje dwa implanty (szóstki dolne) mają się super i wszystkim polecam. Trochę czasu to zajmuje, ale warto nawet za dość dużą kasę.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie właśnie tydzień przed świętami "wyjęto" jeden implant, który po roku użytkowania się popsuł, tzn wyszedł ze szczęki.
    Trzy pozostałe mam już około dziesięć lat i sprawują się dobrze.
    Tak, ze teraz z implantami różnie to bywa, bo coraz gorszego materiału do produkcji używają i czasem po prostu organizm taki "podrabiany" implant odrzuci.
    Ciekawa jestem czy mi uwzględnią gwarancję, jeżeli nie, to jestem ładną sumkę w plecy.
    Powodzenia u dentysty, ja wizyt u dentysty nie cierpię, juz wolę iść do ginekologa, niż do zębologa;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Z zębami wieczny kłopot, brr.. współczuję i tych napraw koniecznych (kosztownych) i tego natłoku w pracy..

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem najlepsze sa trzecie zęby! ;-))))
    Nie, żartowałam. Trzeba dbać o nie jak długo się da!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, znam ten ból, tyle się nachodzę do dentysty, bo też ratuję jak mogę, to co mam...zgroza, mam w tyle głowy to, że czeka mnie remont paszczy kompletny, mam nadzieję, ze kasę uzbieram:-(

    OdpowiedzUsuń