wtorek, 2 kwietnia 2019
20/2019
Skleroza mści się na człowieku w najmniej oczekiwanym momencie...
Jedziemy sobie w sobotę do stolicy na zakupy - bo potem przed świętami nie będzie już kiedy. I nagle Ślubny stwierdza:
- Wiesz, ze zapomniałem oddać samochód na doroczny przegląd? Olej, klocki... Miałem to zrobić w lutym i nie zrobiłem... Jak wrócę z urlopu to się umówię, ale muszę jeszcze przed świętami.
(Bo Ślubny ze Starszym lecą sobie za tydzień na tydzień tam, gdzie ciepło... Nie dostałam urlopu, niestety, jak zwykle zresztą w okresie okołoświątecznym. Zdążyłam się przyzwyczaić... Trudno...).
Zakupy zrobione, wracamy, jedziemy... Ślubny przyhamował... i ściągnęło nas na bok... Dobrze, że niezbyt mocno i nic nie jechało... I przy każdej próbie hamowania sytuacja się powtarzała... Wykrakał :( Ale stwierdził, że będzie jechał powoli, "bez hamulca" i te pozostałe 15 km jakoś się dotoczymy... Bo jak staniemy- to pewnie na amen... Dojechaliśmy pod blok, wysiadamy... Spod prawego przedniego nadkola się dymi, felga rozgrzana prawie do czerwoności, śmierdzi paloną gumą... Na szczęście nic się nie paliło... Wszystko ostygło, wczoraj rano dotoczyli się do mechanika, zablokowany klocek hamulcowy... Niby bzdura, a wyglądała groźnie... I oczywiście za jednym zamachem robimy całą resztę. Niby wydatek planowany, ale w takim okresie, że przed pensją i wyrywa debet na koncie. Szczęście w nieszczęściu, że nie stało się to w przyszły poniedziałek nad ranem w drodze na lotnisko. Jednak ktoś nad nami czuwa :)
*******************
Staramy się jadać rodzinnie wspólnie posiłki, jeśli mamy okazję. Szczególnie, jeśli przyjeżdża Starszy. Czasem jest to piątkowa czy sobotnia kolacja, sobotni czy niedzielny obiad... Sobotnie zakupy mimo przygód były udane, na kolację usmażyłam dorsza saute, do tego cytryna, bagietka i białe wino... Jest koło 20.30, jemy wspólnie, ale telefon Młodszego cały czas pika...
- A ty nie wychodzisz dziś z kumplami? Chyba się za tobą stęsknili... Sobota wieczór...
- Eeeeetam... Jak mam iść spożywać coś w plener, to wolę posiedzieć tutaj z wami (!!!!). Bo jak sobie popijamy piwko z kumplami, to mi się automatycznie odpala tryb czuwającej surykatki i nie mam z tego absolutnie ŻADNEJ przyjemności. Bo mam wrażenie, ze zaraz przyjedzie policja albo straż miejska i nas zwiną. To już wolę zostać w domu. Tym bardziej, że pewnie i tak zaraz otworzycie drugą butelkę tego pysznego wina...
I to mówi osiemnastolatek w sobotni wieczór ;)
Otworzyliśmy... Posiedzieliśmy, pogadaliśmy na tematy różne... Bardzo lubię takie wieczory...
Natomiast oboje ze Ślubnym nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że mając tyle lat ile nasze dzieci w tej chwili- siedzimy z własnymi rodzicami i rozmawiamy w ten sposób. Zmieniły się czasy, zmieniło się wychowanie... Mam nadzieję, że nasze dzieci wynoszą z domu niezły wzorzec...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Córka miała podobny przypadek z samochodem, z tym, że jej urwało się coś przy hamulcach w momencie jak wjeżdżała na kanał właśnie na przeglądzie.
OdpowiedzUsuńI też niby bardzo dba o sprawność samochodu, bo wozi codziennie dwójkę małych dzieci.
Co do dzieci, to są jeszcze nastolatki, którzy równie dobrze spędzają wolny czas z rodzicami jak i ze swoimi kolegami.
Właśnie w ostatnią sobotę na urodziny młodszych wnucząt (od córki) przyszedł starszy wnuk (od syna) lat 23 i siedział z nami do późnego wieczora twierdząc, ze urodziny małych kuzynów ma raz w roku, a kolegów ma na co dzień.
To mieliście farta z tym autem, dobrze też że policja Was nie przyłapała bez przeglądu ;) A dzieci teraz czują chyba większą więź z rodzicami, poświęca się im więcej czasu, czują się ważne i doceniane (oczywiście w normalnych, kochających rodzinach). Kiedyś rodzice byli mniej kumplami, im się nie przeszkadzało, nie zawracało głowy. Nie pamiętam by np kiedykolwiek rodzice odrabiali ze mną lekcje, miałam sobie radzić. Choć był i czas na przytulenie, czy na spotkania rodzinne, ale tu też dorośli siedzieli osobno, dzieci miały osobny stolik. Teraz jest się z dziećmi bliżej :)
OdpowiedzUsuńPrzegląd dopuszczający do ruchu mieliśmy aktualny, rozjeżdżają się nam z terminem przeglądu "dla świętego spokoju" i to o tym Ślubny zapomniał. Ponoć wyszła jeszcze jakaś uszczelka w silniku... Lepiej tak, niż gdzieś na trasie...
UsuńTo jest to,wspólne posiłki,rozmowy ,to w dzisiejszych czasach rzadkość,macie super relacje z chłopakami.
OdpowiedzUsuńHistoria z samochodem? dobrze że tak się skończyło,
Choć na swoich rodziców złego słowa nie powiem, to.jednak w moim pokoleniu standardem był dystans do rodziców, nazywany szacunkiem. Teraz ze swoimi dziećmi.jestem w takiej komitywie, jakiej moi rodzice pewnie by sobie nie wyobrazali. I szacunek - wzajemny- tez jest. Czasy sie zmieniaja. Teraz dzieci, szczegolnie te starsze, widza, ze rodzic jest lepszym partnerem do rozmowy lub dyskusji niz rowiesnik. Gdzies kolo 25-27 roku zycia znow im sie to zmieni:)
OdpowiedzUsuńSzczęście, że z samochodem tylko tak się skończyło. Nam w Krakowie odmówił współpracy aż trzy razy. Raz coś się u dołu urwało, na szczęście obok cmentarza na Rakowicach jest warsztat i poratowali nas na miejscu. Drugi raz trzeba było akumulator wymienić, właśnie tam padł na amen. Za trzecim razem zdechł w piątek po południu, musieliśmy z Mężem i Szilką u cioci nocować przez weekend i dopiero w poniedziałek pojechaliśmy do domu.Mam nadzieję, że razem z pozbyciem się auta skończył się "krakowski pech";)
OdpowiedzUsuńCiepło się robi w sercu podczas czytania o takich momentach w życiu z dziećmi jak opisane przez Ciebie. Świetnych masz chłopaków:)))
Dobrze mieć takie dzieci, dobrze być takimi rodzicami.To wielka sztuka umieć być dla swoich dzieci autorytetem i przyjacielem jednocześnie.
OdpowiedzUsuń