Święta, święta... i po... czas do pracy... Jak się miało 5 dni wolnych od soboty, to trzeba będzie odrobić... W sylwestra i Nowy Rok, bo mamy dyżur... Ech...
Jak to dobrze, że jest blog... Szukając wspomnieniowego wpisu o narodzinach Młodszego- natknęłam się na taką perełkę. I jeszcze taką. I o ile zdarzenie z fletem pamiętam, o tyle absurdalnego dialogu o fizyce kwantowej- wcale... Blog jednak pamięta za nas...
Szkoda, że zniknęli niektórzy komentujący... Za to pojawili się nowi. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku !!!
Ponieważ archiwum jest przymknięte- przeklejam wpisy z odnośników.
Perełka:
piątek, 16 czerwca 2006
167/2006, czyli fizyka kwantowa dla małoletnich
- Mamo, a z czego jest woda? (składnia oryginalna)
- No... (zatkało mnie z lekka...) z wody...
- Ale z czego ta woda jest zbudowana ?!
No dobra...
- Z atomów wodoru i tlenu.
- A, z tego tlenu co nim oddychamy? A co to jest wodór?
- Taki pierwiastek chemiczny...
- A co to jest pierwiastek chemiczny?
- To jest taka substancja, zbudowana z jednakowych atomów, która łączy się z innymi i powstają różne związki chemiczne, z których zbudowany jest cały świat...
- Aha... A co to jest atom?
- To jest, synku, taka najmniejsza cegiełka. I z tych cegiełek zbudowany jest świat (wolałam nie zagłębiac sie w elektrony i protony, tudzież jądra atomowe... chociaż Młodszy ostatnio na okragło ogląda "Rodzinę Pytalskich"- nie dam głowy, czy tam nie wyjaśnili tego lepiej...).
- I tych cegiełek nie widac, nawet pod mikroskopem? One są takie malutkie jak bakterie?
- Bakterie też są zbudowane z takich cegiełek. Atomy są tak małe, że nawet w baaardzo specjalnych urządzeniach ciężko je zobaczyc. Ale cały świat jest z nich zbudowany. One się tak specjalnie układają, że jestem ja, jesteś ty, jest ściana, klocek, szafa...
- I Maciuś też?
- Też.
- I samochód?
- Też.
- I kwiatek? I pies? I lampa?
- Tak.
- A ŚWIATŁO TEŻ ?
I w tym momencie wymiękłam... Jak umierającemu przeleciały mi przez głowę jakieś strzępki wiadomości z fizyki o dualiźmie falowo- korpuskularnym i teorii względności. W sam raz na referowanie pięciolatkowi zawiłości świata ;)
- Nie, wiesz synku, ze światłem to nie jest tak prosto. Światło jest falą- tak jak głos...
- Taką falą jak na morzu?
- Wiesz, można to tak wyjaśnic. Tylko fale na morzu widzisz, jak się ruszają, a fal głosu nie...
- A fale światła?
(Kurczę... Ślubny by się przydał... To on kończył politechnikę, nie ja. Z fizyki jest zdecydowanie lepszy. Tylko -jak zwykle - nie ma go, kiedy jest potrzebny...)
- Widzisz, fale światła widzimy wtedy, kiedy jest tęcza... (kurczę, i co dalej? ratunku!!!)
- A, to tęcza jest ze światła? Nie z atomów?
(Help !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! )
- Tak. Tęcza powstaje wtedy, gdy swiatło słońca świeci przez padający deszcz. Wtedy ją widac...
- Ale deszcz- to woda. I woda jest z atomów, tak ?
- Tak.
- Aha...
Młody był już bardzo śpiący... A to była jedna z trudniejszych rozmów, jakie zdarzyło mi się ostatnio odbyc... Muszę napuścic Młodszego na Ślubnego... Tata wie lepiej...
Ciekawe, kiedy będę objaśniac tajniki prokreacji ;) Bo z racji wykształcenia Ślubny na mnie zwali tę rozmowę ;)
Perełka druga:
poniedziałek, 2 stycznia 2006
2/2006, czyli (jeszcze) starorocznie
Tradycji stało się zadość.
Zazwyczaj jest tak, że ostatniego dnia starego roku zaliczam w...w maksymalny. Nieważne na kogo, powód zawsze sie znajdzie...
Starszy przez dwa tygodnie ferii światecznych miał się nauczyć grać na flecie "Lulajże, Jezuniu". Pomijając fakt, że na lekcji nie załapał nawet, jak sie poprawnie trzyma instrument, nie wydawało się to zadaniem ponad jego siły. Chodziłam do pracy, Starszy przesiadywał w domu- miał czas...
Sobotni poranek, kontrola przygotowań do szkoły...
- A kolędę umiesz?
- Ćwiczyłem...
- Ale czy umiesz?
- Nnnie wiem...
- To zagraj...
To, co wydobył z fletu, nie przypominało jakiejkolwiek melodii, ba, nie było nawet czystych dźwięków...
- I to się nazywa, że ćwiczyłeś ??? To się chyba zaczyna od "mi". Zagraj dźwięk "mi"...
- ???????
- To w szkole nie nauczyli was nut, a każą grać ?!
- Nuty mieliśmy, ale mam podpisane, ile dziurek we flecie zatkać... (!!!!!!!!!!!!!)
No dobra, ja mam słuch muzyczny absolutny pierwszego stopnia, tzn. odróżniam, kiedy grają, a kiedy nie. Ale pamietam, że w postawówce też miałam naukę gry na flecie (baaaaardzo dawno to było...). I odbywało się to tak, że najpierw był zapis nutowy, potem "na wyrywki" uczyliśmy się wydobywać z instrumentu zadane dźwięki, a potem dopiero melodie (pamietam- "Okę"nam kazali grać...). Na szczęście po tej nauce została mi przynajmniej umiejętność trzymania instrumentu i wiem mniej więcej, gdzie jaka nuta na pięciolinii leży...
A wg mnie- nauka na "ile dziurek"- nie ma sensu. Właściwie- zamiast uczniów mogłyby być np. średnio inteligente małpy- i też by sie nauczyły...
- Pokaż mi ten zapis...
Nuty nagryzmolone w zeszycie byle jak, nie widomo co to, nuta "mi" podpisana jako "fa"...
- Z tego to się raczej nie nauczysz...
Na szczęście po DOKŁADNYM przejrzeniu podręcznika znalazłam prawidłowy zapis nutowy...
- No dobra, będziesz teraz ćwiczył, dopóki nie bedzie to przynajmniej przypomiać jakiejś melodii. I pamietaj, że jutro (tj. w Nowy Rok) nie pozwolę, żebyś ćwiczeniami zakłócał spokój sąsiadom...
Flet został dosyć obficie skropiony łzami. Ale przed naszym wyjściem na imprezę Starszy zagrał całkiem, całkiem :) Trening czyni mistrza....
Tak to ostatniego dnia zeszłego roku Starszy był "molestowany fletem prostym plastikowym"...
Jedno wiem: Muzykiem Starszy raczej nie zostanie ;)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz