Zastanawiam się od jakiegoś czasu, dlaczego pokolenie urodzone w latach 30. i 40. XX wieku jest tak zajadłe i zapiekłe w nienawiści. I nieważne, że krzywda (prawdziwa czy wyimaginowana- ciężko już w tej chwili dociec, zresztą poza samymi zainteresowanymi tak naprawdę nikogo to już nie obchodzi) wydarzyła się 60 czy 70 lat wcześniej. Że większa część "krzywdzicieli" i "pokrzywdzonych" nie żyje, a potomkowie tak naprawdę nie wiedzą, co się stało i wolą nie wiedzieć i żyć w zgodzie... Nie mówię tutaj o zbrodniach wojennych, bo to zupełnie inna sprawa, ale o sporach typu "Pawlak- Kargul". Przykłady mam w bliskiej rodzinie.
Teściowa od prawie 30 lat wykłóca się ze swoją szwagierką o nieruchomość. Położoną na wsi zabitej dechami, stan "do rozbiórki". Koszt ewentualnego remontu znacznie przewyższałby koszt działki, uzyskanej po rozbiórce- oczywiście pod warunkiem, że znalazłby się kupiec. Mój mąż z siostrą i córki ciotki jako bezpośredni spadkobiercy najchętniej zapomnieliby o całej sytuacji, zresztą prawa do tego "czegoś" mają ponoć jeszcze jacyś dalsi krewni, również ubezwłasnowolnieni sądowo. Rodzinne piekiełko. Teściowa ma pretensje do syna (a mojego męża) o to, że utrzymuje dosyć bliskie kontakty ze swoimi ciotecznymi siostrami. A my jako pokolenie nie chcielibyśmy, żeby "spór o nic" zaważył również na kontaktach naszych dzieci. Na pytania męża "mamo, ale co ty właściwie chcesz osiągnąć?" podnosi się krzyk, że nic nie wie i że jest za głupi, a ona tego, co jej się prawnie (???) po swoim mężu należy- nie odpuści.
Żeby nie było, że jestem stronnicza w ocenie... Moja Mama ma 5 sióstr- jedną rodzoną i 4 przyrodnie. Wszystkie jeszcze żyją. Mama była najstarsza, bardzo wcześnie straciła matkę, jej ojciec ożenił się powtórnie. W tle wojna, Mama jest rocznik '34. I im jest starsza, tym ma większą pretensję do całego świata, że ojciec lepiej traktował jej siostry przyrodnie, że one dostały spadek (jaki spadek???!!! pamiętam jako dziecko byłam tam parę razy, wieś zabita dechami, bieda aż piszczy...). Uczciwie trzeba przyznać, że jak na tamte warunki wszystkie dziewczyny dostały wykształcenie- zawodowe, ale zawsze. I wszystkie "wyszły na ludzi", powychodziły za mąż, odchowały dzieci... O co mieć pretensję???!!! Po co wywlekać, że zawsze czuła się pokrzywdzona? Przecież to już nic nie zmieni. A nawet jeśli jakieś pieniądze ze sprzedaży ziemi po dziadku były (bo się ponoć potem okazało, że tam można kopać żwir i sprzedawać...) i nie została spłacona przez siostry- czy to jest w tej chwili ważne???!!! Nie lepiej cieszyć się tym, że dzieci doszły do czegoś w życiu, ma się wnuki, ma się gdzie mieszkać, emerytury wystarcza i zdrowie w miarę jeszcze dopisuje? Nie, lepiej skakać wszystkim do gardeł i żalić się, jak to wszyscy ją w życiu oszukali... W związku z tym najbliższą ciotkę (rodzoną siostrę mamy) widziałam z 8 lat temu, jej syna- a mojego brata ciotecznego- to już nie pamiętam, kiedy... Może na naszym ślubie??? Jego dorosłych już w tej chwili córek- chyba wcale... A mieszkamy od siebie w prostej linii może ze 40 km... Z pozostałymi czterema ciotkami to chyba miałabym problem już nawet z imionami... I tylko od czasu do czasu są żale, że znowu rozmawiała z którąś ciotką przez telefon i znowu się pokłóciła... Dobrze, że linia telefoniczna zniesie wszystko... A na moje pytanie: "ale po co ci to i co z tego będziesz miała, że się pokłócisz- zszargane nerwy, skoki ciśnienia i bezsenne noce?" odpowiada, że nic nie rozumiem i że nic mnie nie obchodzi... To ja już wolę, żeby mnie nie obchodziło, jeśli mam roztrząsać co, kto i z kim, nie dając racji drugiej stronie. i do tego mając jeszcze uwzględniać minione pół wieku...
To już teraz mamy pełny obraz... Jak się moja Mama z moją teściową dorwą do dyskusji przy jednym (zazwyczaj moim wigilijnym) stole, to mam ochotę trzasnąć drzwiami i uciec, gdzie pieprz rośnie... Bo to nie jest kulturalna dyskusja starszych pań o tym, co było kiedyś. To jest wzajemne licytowanie się, "która miała w życiu gorzej". Przykre jest patrzenie na dwie panie-koło-osiemdziesiątki, przekrzykujące się wzajemnie, czerwone ze złości i gniewu... Na co? tak do końca nie wiadomo... A próby pokojowego zażegnania konfliktu (???- zażartej dyskusji???) kończą się tym, że mój mąż w trybie natychmiastowym odwozi teściową, a moja mama obrażona wychodzi, trzaskając drzwiami... Moje dorosłe dzieci zdążyły się już do tego przyzwyczaić, ale dla córek mojego brata (4 i 7 lat) jest to sytuacja dosyć ciężka do wytłumaczenia....
Dlatego tak bardzo nie lubię świąt... A ponieważ parę razy już tak było- pewnie będzie "powtórka z rozrywki". Chyba, że teściowa pójdzie na wigilię do córki, w co szczerze wątpię, bo od lat jest skłócona z zięciem i oświadczyła, że "przy jednym stole z nim nie usiądzie". Co nie przeszkadza jej oczywiście odgrywać gorliwej katoliczki co-niedziela-w kościele, chodzić do spowiedzi i komunii... Katolicyzm w polskim wydaniu...
Mam dość...
...po czym co roku żalę się na blogu, zaciskam zęby i idę robić święta...
...uprzedzając: wyjazd do ciepłych krajów nie wchodzi w grę, bo w tym czasie nie dostanę urlopu, taki zawód, taka praca...
KOMENTARZE DO WPISU
-
nie-okrzesana 2018/12/06 20:27:57
Skąd my to znamy?
-
ina20 *.adsl.inetia.pl 2018/12/10 10:47:03
To niestety standard- mam to samo....żale , pretensje, narzekania, spory z tymi których już dawno nie ma...
-
anonim002 2018/12/10 11:24:40
Łomatko, to wychodzi na to, że u mnie jeszcze nie jest aż tak źle...
Nie mniej jednak nie lubię tych spędów świątecznych dlatego dla efektu świątecznego, zwiększenia tłumu przy stole, atrakcji w dyskusjach i tak w ogóle mamy na tego roczne Świeta do kompletu oprócz moich rodziców, teściów jeszcze siostrę SZM z rodziną w liczbie osób czterech, i jak sie okazuje dokoptuje do nas jeszcze Panna Młodego. Razem sztuk 13 plus miejsce dla wedrowca. tłoczno będzie... :-)
-
fusilla 2018/12/16 18:24:52
Ja akurat tego nie znam, nigdy nie doświadczyłam. Staram się zrozumieć i wychodzi mi na to,że raz trzeba się zbuntować. Masz wolną wolę i możesz dobierać sobie współbiesiadników świątecznych po Twojej woli. Jak się komu nie podoba, to jego problem, nie Twój. Czasem dobrze przewietrzyć atmosferę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz