W całym tym zamieszaniu zapomniałam napisać, że... od prawie miesiąca już nie mam potencjalnej synowej... Zerwali...
W sumie to się Młodemu nie dziwię, że zwiał. Coraz częstsze napomknięcia o rodzinie i dzieciach. Nie mówiąc o wspólnym wynajęciu mieszkania. Litości... ona skończyła 20 lat, on 22. Oboje studiują. Nie te czasy, kiedy zakładało się rodzinę "na żywioł" i na "jakoś to będzie". Rozmawiali, Młody tłumaczył- rozsądnie zresztą- że zdecyduje się na rodzinę wtedy, gdy będzie w pełni samodzielny, będzie miał szanse się utrzymać, będzie miał pracę, skończy naukę itd.... Może źle odebrał to, co mówiła dziewczyna, może to były tylko jej marzenia, a termin realizacji nieokreślony... Ale poczuł się osaczony i... uciekł...
Ponoć jeszcze nic nie jest przesądzone ostatecznie, na razie od siebie "odpoczywają". Ale z doświadczenia wiem, że powroty generalnie "nie wychodzą".
Cóż. Może to jeszcze nie była "TA". To jego życie i jego wybory. Mnie pozostaje tylko zaakceptować i wspierać.
Może to nie była ta, a może zbyt mocno naciskała i w sumie się dziwię, bo 20 lat i już taka "mamuśka"?
OdpowiedzUsuńjotka