Jak nie urok, to...kolano.
Ślubnemu odezwało się wczoraj. Ten typ tak ma, że kolano nieoperowane, nadwerężane przez ponad 20 lat (bo oszczędzało się nogę "uszkodzoną") czasem się "blokuje" i nie można wyprostować nogi. I boli. Odpoczynek, zimne okłady, troszeczkę leków przeciwbólowych i odpuszcza, miejmy nadzieję, że teraz też tak będzie. Ostatnio taką "blokadę" Ślubny miał koło kwietnia, a że pracował wtedy zdalnie, to i należnego wtedy zwolnienia nie wykorzystał jak powinien. Bo jakaś dokumentacja pilnie do poprawki, bo coś tam innego... Oczywiście pojechał dzisiaj do pracy...
I szykuje nam się "powtórka z rozrywki", bo już lecieliśmy kiedyś z ortezą i w towarzystwie dwóch chudych lasek 😀
(zdjęcie z internetu)
Groźba towarzystwa jest o tyle realna, że jeśli (tfu, tfu, tfu!!! przez lewe ramię!!!) nic się więcej nie wykrzaczy, to... chyba lecimy w poniedziałek. 😃
I chyba nawet zaczynam się cieszyć, choć mam jakiegoś takiego wewnętrznego nerwa i rozdygotanie...

Byle do samolotu wpuścili, a nuż na miejscu się poprawi...
OdpowiedzUsuńjotka
No i fru!
OdpowiedzUsuńBo jak polecisz to chociaż przeżyjesz coś fajnego. A tak siedzieć dla idei w domu to nie ma po co.
Trzymam kciuki, aby się nie pogorszyło!
OdpowiedzUsuńI moc miłych wrażeń życzę!
Lec i baw się dobrze 😁
OdpowiedzUsuń