sobota, 31 sierpnia 2019
67/2019
Dawno nie było nic o książkach. A ponieważ znów przeczytałam ich trochę- czas.
Na nieobecność szefowej nie planowałam żadnych ambitnych lektur. Tylko literaturę czysto rozrywkową. Do tego stopnia rozrywkową, że przytrafiło mi się coś, czego się wstydzę. Mianowicie z lektury "Raz, dwa, trzy, giniesz ty!" Alka Rogozińskiego... nie pamiętam w tej chwili praktycznie nic. Czy to już Alzheimer, czy książka taka sobie mocno rozrywkowa? Oczywiście po przypomnieniu sobie opisu na Lubimy czytać klapka w mózgu się otworzyła i mniej więcej fabułę pamiętam ;) Niemniej lektura na leżak i na plażę, nic poza tym.
Z czytadeł mało ambitnych- tak się jakoś złożyło, że dwie książki po sobie działy się w środowiskach nauczycieli akademickich. Aleksandry Rumin "Zbrodnia i Karaś" oraz Anny Bińkowskiej "Tu się nie zabija". Siłą rzeczy będę je porównywać, bez wnikania w treść, bo streszczenia można sobie znaleźć. Konkluzję po pierwszej miałam taką, że nic specjalnego. Ale w sumie świat byłby piękny, gdyby w poczynaniach większości ludzi nie przeszkadzały typy pokroju tytułowego Karasia. Jeśli ktoś się skusi- niech zwróci uwagę, jak zmieniło się życie bohaterów (i osób z nimi związanych) po jego śmierci. Książka polecana jako lekka komedia ma w sumie drugie dno, może niezbyt głębokie, ale zawsze. Natomiast debiut Anny Bińkowskiej moim zdaniem okazał się dużo lepszy. Okazuje się, że nawet w środowisku szanowanych i cenionych profesorów można znaleźć czarne owce. Dobrze zarysowana postać sierżant Igi Mirskiej, jeśli pojawi się kontynuacja- pewnie sięgnę. Czego nie mogę powiedzieć o nowej książce Aleksandry Rumin, bo jakoś nie mam na nią ochoty...
I kolejna kontynuacja- Marta Matyszczak "Trup w sanatorium". Kolejna lektura na plażę i leżak, nic więcej. Minimalnie lepsza od "Morderstwa w hotelu Kattowitz". Może przez wakacyjną atmosferę, może przez wspominki z FAMY. Czytało się dobrze, ale nic poza tym.
Szefowa wróciła z urlopu, można było sięgnąć po coś cięższego kalibru. Padło znów na kontynuację. Max Czornyj "Trauma", czwarta część cyklu z komisarzem Erykem Deryłą. Autor zdążył mnie już przyzwyczaić do epatowania naturalistycznymi opisami torturowanych ciał. Niemniej- nie polecam osobom o słabych nerwach i żołądkach. Czyta się bardzo dobrze, przynajmniej mi. Podobało mi się "puszczenie oczka" do czytelnika w nawiązaniu do śledztwa w "Najszczęśliwszej", którego to komisarz nie prowadził, ale jest wspomniane. No i końcówka jest taka, że mus sięgnąć po kolejną część cyklu jak wyjdzie...
Po tych brutalnych zbrodniach zapragnęłam czegoś obyczajowego, żeby nie rzec "babskiego". Skusiłam się na mocno promowaną Taylor Jenkins Reid i "Siedmiu mężów Evelyn Hugo". Czytało się bardzo przyjemnie. Bohaterką jest fikcyjna aktorka, aczkolwiek miałam wrażenie, że jest to kompilacja postaci gwiazd kina lat 50. i 60. Skandale, małżeństwa dla zdobycia popularności, "ustawki"- to nie jest wymysł naszych czasów. Nieważne, jak o tobie mówią- byleby mówili. W tle również segregacja rasowa. Młoda dziennikarka otrzymuje zaproszenie do zrobienia wywiadu ze znaną aktorką u schyłku jej życia. Ale to ma być właśnie TA dziennikarka, nikt inny. Dlaczego- o tym w zaskakującym przynajmniej dla mnie zakończeniu książki. Również lektura na wakacje, ale zdecydowanie lepsza i inna od poprzednich.
Na koniec dwie książki. Pierwsza z nich to totalna klapa, nikomu nie polecam. Choć mocno promowana, chwalona, że "śmieszna do rozpuku"- dla mnie taka nie była. Mowa o "Kółko się pani urwało" Jacka Galińskiego. Bohaterka- zadufana w sobie emerytka, taka co ledwo chodzi, ale w kolejce czy tramwaju uszkodzi niejednego młodego... Tia... Nie wiem, co jest śmiesznego w tej postaci. Mnie tylko wkurzała. Bez mała jak kwoka, z wiersza Brzechwy. Tylko ona jest dobrze wychowana, tylko ona ma klasę, tylko jej jest źle, inni są poniżej krytyki. I nawet tematyka wywłaszczeń starych lokatorów z zamieszkałych kamienic tej książki nie ratuje... I końcówka też nie... Mam wrażenie, że autor otoczył się recenzentami- pochlebcami, stąd ten entuzjazm w sieci. Dla mnie- NIE! A podobno ma niedługo wyjść kontynuacja...
Natomiast wydanie drugiej pozycji przeszło praktycznie bez echa. Dość powiedzieć, że "uciekły mi" promocyjne ceny na ebooka. Jeśli obecnie wersja elektroniczna książki kosztuje więcej niż papierowa, to coś tu jest nie tak... Pozostaje biblioteka, na szczęście dało się wypożyczyć bez problemu. Mowa o Marcie Zaborowskiej i jej najnowszej książce "Lękach podskórnych". Na początek: zarezerwowałam ją sobie, bo akurat była wypożyczona. I po kilku dniach dostaję z biblioteki SMS-a o treści "Zarezerwowana pozycja "Leki podskorne" jest do odbioru". Ki diabeł? Jakie "Leki podskórne"??? Przecież ja już przestałam się uczyć do specjalizacji i ostatnio nic branżowego nie chciałam!!! Dopiero po chwili wpadłam na to, że sms jest bez polskich znaków... Skleroza galopująca... A co do samej książki. Nie jest to lektura łatwa. Najpierw- o czym jest. Np TUTAJ Ale ten opis- to praktycznie sam początek. Kilka planów czasowych, retrospekcje, coraz bardziej pogmatwane wydarzenia, na pozór nie mające związku. A potem wszystko się pięknie łączy. I okazuje się, że nic nie jest takie, jak się nam wcześniej wydawało. Końcówka zostawiła mnie- brzydko mówiąc- ze szczęką na podłodze. Jeśli ktoś lubi thrillery psychologiczne- polecam BARDZO. Choć czyta się dosyć ciężko- od pewnego momentu wciąga jak wir i nie chce wypuścić. I część wydarzeń Autorka przeniosła na moją ukochaną Fuerteventurę :D. Szkoda tylko, że tak trudne i tragiczne... I nie, na Fuercie nie ma hotelu Mirage, sprawdzałam, bo pewnie chciałabym natychmiast tam pojechać i zobaczyć ;) Niemniej- jakiś tamtejszy hotel pewnie Autorkę zainspirował ;). Bardzo żałuję, że ta książka nie jest promowana w mediach tak, jak na to zasługuje.
A teraz jestem w trakcie czytania fantastyki. I dla tych, którzy mają na nią "alergię": fantastyka to nie tylko bitwy w kosmosie, elfy, wróżki i magia. To również wizje "poprawy" ludzkiego mózgu, eksperymentów naukowych. Co czytam? Klasykę, na którą nie załapałam się wcześniej. Mowa o "Kwiatach dla Algernona" Daniela Keyesa, której pierwsze polskie wydanie miało miejsce w roku 1996. Cała książka- to pamiętnik Charliego Gordona. Sam początek czyta się bardzo ciężko, bo styl pisania i ilość błędów ma obrazować stopień upośledzenia bohatera. A potem po "eksperymencie" Charlie "mądrzeje", ale jednocześnie rozwój emocjonalny pozostaje znacznie w tyle za intelektualnym. I mamy wstrząsającą lekturę o Człowieczeństwie przez duże C. O odrzuceniu i wykluczeniu, z powodu zbyt niskiego i zbyt wysokiego IQ. Czym jest "normalność"? I jaką cenę płacimy za takie eksperymenty? Końcówka- w sumie do przewidzenia... Bolesna... Książka poruszająca, głęboko humanistyczna, polecam absolutnie WSZYSTKIM.
I- na razie- to by było na tyle. Pomalutku kompletuję sobie zestaw "urlopowy" (Puzyńska, Mróz i parę innych). Muszę poprzeglądać ciuchy, bo niby mam stały zestaw, ale część jak zwykle się "skurczyła" i zawsze znajdzie się coś jeszcze do przeprania, uprasowania itd... Chłopaki zostają w domu. Mam nadzieję, że żadnych kataklizmów nie będzie... Dzisiaj oczywiście do pracy i potem jeszcze pół następnego tygodnia. Zleci szybko... A urlop jeszcze szybciej...
Do przeczytania :) Chyba już po urlopie :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Czytaj, czytaj, książka to najlepszy milczący przyjaciel człowieka. Życzę dobrego urlopu i odpoczynku.
OdpowiedzUsuńA swoją drogą co jest z tymi ciuchami, że sie tak kurczą ;)))
Przez robótki ręczne zaniedbałam czytanie, więc mnie zawstydzasz, ale moze jesień mnie zmobilizuje bardziej.
OdpowiedzUsuńCiekawych lektur na urlopie:-)
Miłego wypoczynku (i czytania) 🙂
OdpowiedzUsuńJa uciekam w świat seriali, ksiazka musi mnie zainteresować, inaczej nie czytam do końca.
OdpowiedzUsuńPonieważ żadnej z wymienionych książek nie czytałam, to znów mam kłopot:) Bo chciałabym niektóre przeczytać i nawet sobie wpisałam je na listę, ale ona jest taka dłuuuuga... kiedy ja zdążę to wszystko przeczytać ? Do emerytury mi zejdzie albo i dłużej :)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę ci możliwości czytania... Całe życie pochłaniałam książki litrami (kilogramami?) a teraz ledwo widzę, mimo zmiany okularów. Może kupiś lupę? A potem mikroskop? ;-)
OdpowiedzUsuńJa ostatnio nastrojona patriotycznie przeczytałam ,, Tatuażystę z Auschwitz,,/ Heather Morris/ bardzo ładna powieść.
OdpowiedzUsuńTeż na Czornyja czekam! Mnie jego styl bardzo odpowiada!
OdpowiedzUsuńDobrego urlopowania! :-)
Udanego wypoczynku! :)
OdpowiedzUsuń