środa, 21 sierpnia 2019

64/2019

Wieczorem...
Kominiarz przyszedł podobno koło 13.30. Szczęście, że Młodszy był w domu pomiędzy rozjazdami. Bo my oczywiście w pracy. Bo okazało się, że "fachowiec" dostał w spółdzielni zły klucz od wyłazu na dach i jeśli chcemy, żeby było zrobione- to on wyjdzie na dach korzystając... z naszych okien dachowych. Zabezpieczenia? Kto by się przejmował... Fakt, że od okna no newralgicznego miejsca jest niecały metr, ale jakoś nie mieści mi się to w głowie... A jak się nam kiedyś lało przy innym oknie dachowym to uszczelniali stojąc w mieszkaniu na drabinie. Ale mimo wszystko... Dziura podobno była, jest załatana. Ale podejrzewam, że raczej na "słowo honoru", niż porządnie. Nie wiem, czy przed wyjazdem na urlop nie zabezpieczymy podłóg w połowie pokoju folią malarską. Tak na wszelki wypadek... A parkiet w zalanym miejscu trzeszczy, nie mówiąc o zaciekach na suficie... Mieszkanie dopomina się o remont.

Od takich przypadków jesteśmy ubezpieczeni i już parę razy z tego korzystaliśmy. Ubezpieczyciel wypłaca od razu, a potem sam chandryczy się ze spółdzielnią o regres z jej OC. A gdybyśmy chcieli sami- to kosztowałoby nas kupę zdrowia i papierów. Nie po to płacimy składki, zeby z tego nie korzystać, jak jest podstawa.


4 komentarze:

  1. Lepiej zabezpieczyć, bo po powrocie można się zdziwić...nam przeciekało kiedyś okno w sypialni i do dziś jest widoczny na podłodze ślad.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szybka reakcja :) żeby tak u nas działali..

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że masz ubezpieczenie! Ale i tak ci współczuję. :-(

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam takie atrakcje, znam, wiem - IV piętro, ostatnie, z czasów "Alternatywy 4"... Zdziwiona mile jestem szybką reakcją spółdzielni.

    OdpowiedzUsuń