Organizm sam wie, kiedy się mobilizować, a kiedy można odpuścić...
W poprzednim tygodniu, jeszcze jak szefowa była na urlopie- pobolewało mnie gardło. Ot tak na 1-2 tabletki do ssania dziennie. Odpuściłam na wszelki wypadek lody i ekstremalną klimę w pracy. I było ok. Do niedzielnego popołudnia, kiedy to zachrypłam, a z nosa i z oczu leciało jak z kranu. Znowu alergia? Bo już tak z miesiąc odpuściłam leki... Koszmarna noc z niedzieli na poniedziałek, w pracy zaangażowanie tylko takie, żeby nie było skarg. Na szczęście bez gorączki. Ale dobrze, że nie wszystko było na mojej głowie, że mogłam wyjść i się nie przejmować. Na szczęście w miarę szybko doszłam do siebie, dziś mam już tylko jakieś resztki kataru. Ale wróciłam do leków przeciwalergicznych... Mogłoby jednak już odpuścić...
Z rzeczy przyjemniejszych- Młodszy dostał akademik :D. Full wypas, miejsce w pokoju dwuosobowym w segmencie 2x2. Luksusy normalnie. Inna sprawa, że Politechnika Warszawska bazę akademikową ma niezłą, a ten jego wydział to już w ogóle. I Młody się zastanawia, co takiego napisał w ankiecie, że dostał miejsce właśnie tam, a nie np w Alcatraz ;) Bo takie opcje też były.
Poczekamy- zobaczymy, byle mu przypasował kierunek i byle się utrzymał. Ponoć kumple w wynajętych w kilku mieszkaniach mają gorsze warunki. Dziwi mnie jednak fakt, że inni nawet nie składali podań o akademiki wychodząc z założenia, że i tak nie dostaną. Kryteria dochodowe nie są brane pod uwagę (odpadamy w przedbiegach), a według kryteriów odległości- jak widać się łapiemy. Mentalność? Mieszkanie niejako "na kupie" i "w komunie"? Młodszy akurat obyty ze wszelkimi obozami i wyjazdami, raczej się w grupie dogaduje. W wynajętym w kilku mieszkaniu też się żyje "na kupie". A - moim zdaniem- w akademiku zawsze łatwiej o notatki, podręczniki, szczególnie na pierwszym roku studiów technicznych. Gdzie przeskok pomiędzy ogólniakiem a studiami można porównać do przesiadki z rejsu luksusowym liniowcem na kajak na środku oceanu. Może w kapoku, ale bez silnika. I trzeba naprawdę mocno wiosłować, żeby utrzymać się na powierzchni. I piszę to z perspektywy osoby mieszkającej w akademiku przez całe studia. Ślubny też "akademikowy"- może dlatego tak namawialiśmy Młodszego o składanie podania? A rodzice kolegów stwierdzili, że "w akademiku nie ma nauki" i stąd ta niechęć do tej formy mieszkania? Na razie wszystko idzie po mojej myśli ;) Choć to studia Młodszego i- przynajmniej teoretycznie- jego wybory.
Spróbuje, a jak mu nie podpasuje z jakiegokolwiek powodu, to w przyszłym roku zawsze może coś wynająć z kumplami.
OdpowiedzUsuńZ kilkoma kumplami w jednym mieszkaniu też może nie być nauki, wszystko zależy od tego czy będzie chciał się uczyć Jak tak to i w akademiku da radę.
OdpowiedzUsuńTo się ułożyło zupełnie dobrze :) Co do nauki - trzeba być dobrej myśli. Skoro Wy oboje z Mężem "akademikowi" i jakoś pozytywnie przeszliście przez okres studiów to i Młodszemu dobrze pójdzie, pewnie słyszał od Was różne opowiadania "historyczne"... Powodzenia zatem :)))
OdpowiedzUsuńJak Młodsza zaczynała studia, każdego dnia obawiałam się, że wróci i powie, ze to był jej ostatni dzień. A tu niespodzianka, była coraz bardziej zadowolona, czego Młodszemu i Wam życzę
OdpowiedzUsuńŻe zgroza przypomniałam sobie moje pomieszkiwania w akademiku:) okropność. Odzyskałam spokój psychiczny dopiero jak się stamtąd w tajemnicy przed rodzicami wyprowadziłam do wynajętego pokoju.
OdpowiedzUsuńKażdy ma jednak inny charakter, setki młodzieży od lat pomieszkują w akademikach, może i Twojemu synowi podpasuje.
Odporność spada wraz z adrenaliną ! Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńO tak, mobilizacja czyni cuda, coś o tym wiem!
OdpowiedzUsuń