wtorek, 30 lipca 2019
57/2019
Wczoraj wieczorem zjechał Starszy, dziś o 4. nad ranem Młodszy z obozu.
Szał prania, suszenia, pakowania. Bałagan, bałagan, bałagan... A tak mi było dobrze bez młodzieży, było w miarę ogarnięte i nie namnażały się brudne kubki nie-wiadomo-skąd na wszystkich płaskich powierzchniach... Wywiązała się oczywiście kłótnia o namioty, bo w tym terminie i Ślubny wybiera się na kajaki. Tia... Trzeba będzie kupić trzeci namiot?
Starszy już pojechał, Młody wybywa o 22. Żaden z nich nie zabawił w domu pełnych 24 godzin. A miszmasz jest taki, jakby zjechali na co najmniej tydzień...
Wszystko przez brak pociągów Musicregio... Ogarniają dojazd na festiwal na rózne sposoby. Starszy- jakimiś kursowymi pociągami z przesiadką. Młodszy- samochodem z kumplami.
Pozostaje mi tylko życzyć im dobrej zabawy :)
... i ogarnąć pozostawiony przez nich w pośpiechu chaos...
;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Sama po powrocie z gór prałam chyba tydzień...
OdpowiedzUsuńPowroty bywają chaotyczne.. A tu to prawie jak do hotelu i heja dalej w trasę ;)
OdpowiedzUsuńNie jedziesz ze Ślubnym na kajaki?
OdpowiedzUsuńTo kompletnie nie moje klimaty. Nie umiem pływać, a ferajna uprawia kajakarstwo górskie. Więc Ślubnemu w to graj. Mi też, bo programowo mam wymówkę, że pierwszego tygodnia sierpnia z kalendarza urlopowego NIE DOSTANĘ, bo to nie mój czas.
UsuńWspółczuję. A miałaś taki spokój...
OdpowiedzUsuńPrzypomniało mi się, jak moje skarby wyjeżdżały na wakacje a mnie udało się chałupę dosprzątać, to jadłam kanapki na serwetce, żeby przez chwilkę nie musieć niczego zmywać, hi hi :)
OdpowiedzUsuń