czwartek, 7 marca 2019

10/2019


Nie ukrywam, że całe to zmieszanie z likwidacją bloxa i przenosinami dostarczyło mi... sporo frajdy ;). Może dlatego, że miałam wystarczająco dużo czasu bez opcji, że ktoś mi zagląda przez ramię. Ślubny wyjechał w delegację na tydzień, Młody i tak siedzi u siebie, Starszego nie ma. A ja- grzebałam w ustawieniach, obłaskawiałam wordpressa, kombinowałam, przenosiłam, jednocześnie na bieżąco opisując swoje doświadczenia, a nuż może komuś się przyda... Ja naprawdę nie jestem biegła w te klocki. To co mi się udaje- to efekt metody "prób i błędów".  Przykład? Żeby lista zakładek blogów z boku wyglądała jak wygląda- potrzebowałam prawie godziny na znalezienie tego właściwego dodatku. Po drodze ze dwa falstarty, coś mi wylądowało pod wszystkimi wpisami... Niby napisane- "stopka", ale jak nie zobaczysz- to nie skojarzysz ;)  Wydaje się- zakładki- najprostsza rzecz na świecie- wcale nie...
Przez ten bloxowy misz-masz trochę zarzuciłam czytanie. Ale trochę lektur po drodze było. Chadzam na spotkania autorskie kiedy tylko mogę, jednocześnie starając się "po drodze" mieć jakieś obeznanie z dorobkiem gościa. Było spotkanie z Mariuszem Czubajem- rewelacyjne! Może dlatego, że to w sumie moje pokolenie, te same wspomnienia, te same "fale". Mając na uwadze to, że Autor jest profesorem antropologii kultury- inaczej odbiera się pewne rzeczy. Jego książki są dość mocno zakotwiczone w bieżącej- czyli w czasie powstawania danej pozycji- rzeczywistości. I p.Czubaj szczyci się tym, że jak już opisuje jakiś kontekst miejsca- to z dużym prawdopodobieństwem można przyznać, że tak tam wtedy było. Że graffiti na tym budynku "kocham Jolkę" wtedy było właśnie takie... Z tym większą satysfakcją wytknęłam więc autorowi pomyłkę topograficzną... Dwie miejscowości o tej samej nazwie, położone dość blisko siebie... i ewidentnie pomylone jedna z drugą. Nie pytajcie, jak ktoś nie jest z okolic- nie załapie ;)  W twórczości Autora podoba mi się również oczko puszczone do Czytelnika- nawiązania do twórczości innych. Komisarz Maciejewski z cyklu o Rudolfie Heinzu jest wnukiem lubelskiego śledczego z powieści Marcina Wrońskiego (to jeszcze przede mną). Pojawia się prokurator Szacki jako postać autentyczna- odniesienie do twórczości Zygmunta Miłoszewskiego. I patolog Jarosław Pater- nawiązanie do powieści napisanych wspólnie z Markiem Krajewskim. Przeczytane tytuły p. Czubaja - "21.37" (w nowym wydaniu schrzanili okładkę, szminka powinna być RÓŻOWA, a nie czerwona), "Kołysanka dla mordercy", "Zanim znowu zabiję". "Piąty Beatles", "Dziewczynka z zapalniczką", a także "Martwe popołudnie" i "R.I.P."- cykl z Marcinem Hłasko. Zostały mi jeszcze dwie książki, napisane w duecie z Markiem Krajewskim z cyklu o Jarosławie Paterze. A w kwietniu wychodzi "ukochane dziecko" autora, nowa powieść "Przed północą". Już się cieszę :)  Wracając do "Dziewczynki" odczuwałam niedosyt dotyczący tytułowej postaci- że jest w sumie tak charakterystyczna, a jednocześnie "nikim" i "znikąd". I dowiedziałam się, że w przypadku tej postaci tak właśnie miało być, że ma to być dla czytelnika "tabula rasa", którą każdy wypełnia sobie sam...

W perspektywie- spotkanie autorskie z Przemysławem Borkowskim. I to jego książki aktualnie czytałam. "Zakładnik" i "Niedobry pasterz". Bohaterem obu jest Zygmunt Rozłucki, psycholog- alkoholik na drodze do samounicestwienia. Z intuicją w kierunku prowadzenia nieoczywistych śledztw. Brutalne- i psychologiczne jednocześnie, nie wiem, czy rozumiecie, o co mi chodzi. A wcześniej tego samego autora "Hotel Zaświat"- trochę podróż sentymentalna, trochę- ja wiem... realizm magiczny? Bohater wraca po latach do rodzinnej miejscowości aby sprzedać dom po rodzicach, odwiedza stare kąty, wątek jakiś tam kryminalny i niesamowity się przewija...Bardzo różna od tych dwóch pozostałych, aż dziwne, że to ten sam autor. No i w cyklu o Rozłuckim można się dokształcić z marek whisky (whiskey?- nigdy nie wiem, dokształt jak widać nie przyniósł efektu), bo bohater usiłuje zapić się na śmierć- ale alkoholami luksusowymi. Koniec "Pasterza" jest niejednoznaczny, otwiera drogę kolejnej powieści, nie będę zdradzać nic więcej, żeby nie psuć frajdy z czytania. Bo frajda niewątpliwie jest, mimo pewnej przewidywalności, tak mniej więcej w połowie zaczęłam się domyślać, "kto".

Zaczyna mnie "coś brać". Całą zimę się uchowałam mimo tego, że reszta personelu rozsiewała mikroby na potęgę. A od wczoraj chrypa, dziwny kaszel, trochę kataru... Czyżby znowu alergia- nie wiadomo na co? Bo w testach wyjść franca nie chce, a zeszły rok od połowy lutego do połowy sierpnia spędziłam na lekach przeciwalergicznych. Odstawić się nie dało, bo ciekło z nosa i oczu... Żeby przynajmniej było wiadomo na co...




6 komentarzy:

  1. I mnie bardzo cieszy, kiedy akcja jest umiejscowiona w terenie, który znam. Zdarzyło mi się parokrotnie i jest to dla mnie dodatkowa gwiazdka w ocenie czytanej lektury. I miło jest czytać o bliskich mi miejscach, z perspektywy kogoś innego.
    Zdrowia życzę, wiosna idzie, nie warto chorować:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ masz tych zakładek! A ja myślałam, że to ja czytam dużo blogów! ;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale nie mam tak dużo:) Ty masz więcej:) Część to koleżanki z likwidowanego bloxa, które pootwierały nowe blogi, więc niektóre mam zdublowane - stary i nowy blog:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Udało się, pozdrowienia:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie, też mi się (przy zakładaniu nowego bloga, którego jakoś nie mogę dopracować;)też mi się mieszały różne pojęcia i masz rację, jak nie zobaczysz, to nie skojarzysz;).
    Tylko, ze ja już geriatria jestem i boję się klikać w nieznane miejsca "by nie zepsuć;))).Veanka.

    OdpowiedzUsuń