Minęły raptem trzy tygodnie od mojego powrotu z urlopu. Niestety, przypomina mi o nim już tylko schodząca opalenizna...
Przez to, że prawie trzy tygodnie września spędziłam odcięta od życia- nie mogę się w tej chwili umiejscowić w czasoprzestrzeni. Nie dochodzi do mnie, że jest połowa października, że za chwilę Wszystkich Świętych... A i pogoda nie sprzyja w tym odnajdywaniu się, bo i słońce, i temperatury prawie letnie. Z drugiej strony- przydałby się deszcz, bo jest potworna susza...
Po powrocie z urlopu zostałam w pracy zaskoczona "nowym" grafikiem. Otóż koleżanka techniczka, z wykształcenia magisterskiego chemik- podłapała etat nauczycielki chemii w szkole. Na razie 1 semestr na zastępstwo, ale pełny etat. Nauczycielski, czyli mniej godzin, ale... I takim to sposobem mam tylko 1 popołudniówkę w tygodniu, bo koleżanka rano ma lekcje w szkole, a potem wraca do apteki- też pełny etat. Czasem się spóźnia, bo szkoła w miejscu z dosyć długim dojazdem, zdarzają się korki. Szefowa też nie jest zachwycona, ale dopóki dogadujemy się między sobą, to się nie wtrąca... Mamy do końca roku wybrać jeszcze urlopy, w sumie kilka dni, ale w tym układzie nie ma kiedy... Koleżanka wybiera wolne jak ma posiedzenia rady albo szkolenia, szefowa kręci nosem... Gdybym miała mieć prawie same popołudniówki do 20- też pewnie bym się nie zgodziła, ale skoro tak- na razie się nie odzywam. Chociaż już dwa razy w ciągu minionych trzech tygodni z powodu nagłych zawirowań pracowych musiałam przełożyć ściąganie kamienia u dentysty. Bo niby pracuję teraz we w miarę stałych godzinach, nie muszę liczyć, że w tym tygodniu w środę o 17 mogę, a w następnym nie- ale zawsze coś się skrzaczy...
Bo- uwaga- szefowa kandyduje na radną do rady gminy, biega na jakieś zebrania itd...Kampania wyborcza w pełni. Jeśli wejdzie- będzie jeszcze bardziej wariacko... Poczekamy, zobaczymy... Najgorsze jest to, że wszystko to układy i układziki. Część znajomych kandydujących osób firmuje „coś” swoją twarzą, ale na pytania o to, kogo reprezentują i gdzie kandydują- rada gminy czy powiatu- pada odpowiedź „Nie wiem. Przyszedł xxx i poprosił, żebym kandydował, to kandyduję…” Straszne to jest, bo w tych wyborach głosujemy na ludzi. I potem się okazuje, że mamy zagłosować na kumpla, który niekoniecznie (przynajmniej w wyborach) popiera nasze poglądy polityczne. A ilu „kandydatów” nawet nie wie, czy popiera ich- przykładowo- SLD czy PiS, bo startują z jakiejś listy „komitetowej”, nie do końca przejrzystej? Jak mamy takich potencjalnych radnych, to co się potem dziwić, że rady funkcjonują tak, jak funkcjonują? Ktoś jest np. fryzjerem, czy ma sklep- zna go dużo ludzi, jest werbowany, niech swoją twarzą „podeprze” naszą „jedynkę” na liście… Ech… polityka to szambo…
Młodszy w klasie maturalnej... Czarno to widzę... Ostatnio oświadczył, że może by tak zdawać historię rozszerzoną na maturze, bo może zamiast politechniki- poszedłby na SGH? Profil mat-fiz, historii w trzeciej klasie jak na lekarstwo, z matematyki korepetycje, z fizyki jest cieniutki... "Nie widzi się" w zasadzie nigdzie... Ręce opadają, bo trochę za późno na totalne zmiany wyborów... O Starszego byłam spokojna, a Młody... Małe dziecko- mały kłopot... duże... ech...
Do tego Młodszy za chwilę oficjalnie kończy 18. I- jako że bywał na imprezach praktycznie co tydzień - należałoby też coś takiego urządzić "w rewanżu" dla znajomych. Owszem, liczyłam się z tym, ale po wstępnych obliczeniach wyszło małe wesele... 60-70 osób z rodziną. No dobra... Lokal wynajęty, termin ustalony. Młody ma urodziny tuż przed Gwiazdką, stwierdziliśmy, że robimy po przerwie świątecznej, bo przed- to i Adwent, i część wyjeżdża. Studniówka w liceum zawsze była w ostatni weekend przed feriami, czyli tydzień przed osiemnastka - będzie dobrze... A tu przedwczoraj- niespodzianka... Bo studniówka jest też tydzień przed... Na biegu telefon do lokalu, zamieszanie z terminem... Na szczęście się dało jeszcze tydzień przed... W razie czego- jest czas na oddanie garnituru do pralni, a nawet kupno nowego, jakby co... Jak ja nie lubię takich sytuacji...
I w te wszystkie zawirowania czasowo-pracowe chcę jeszcze wcisnąć parę spotkań w naszej powiatowej bibliotece. Na wiosnę byłam na dwóch- z Olgą Rudnicką i z Katarzyną Bereniką Miszczuk. Oba bardzo mi się podobały, bo i twórczość obu pań znam dosyć dobrze. Było świetnie. Stwierdziłam, ze jak będą następne- też będę chodzić. I niech nikt nie mówi, że w naszym grajdołku się nic nie dzieje. W perspektywie jest spotkanie z Katarzyną Bondą i - jeszcze nieoficjalnie- z Małgorzatą Rogalą. Już się cieszę. W sumie pani Bonda nie jest moją najulubieńszą autorką, ale jeśli tylko praca mi nie przeszkodzi- to pójdę. Czas zacząć się ukulturalniać... Szkoda tylko, że na te spotkania przychodzi tak mało osób, które mają chociaż blade pojęcie o twórczości zaproszonego autora... Patrz-ostatnie spotkanie z Autorem, opisane jako "kameralne", na którym było... 12 osób... Wstyd po prostu... Połowę audytorium stanowił Klub Seniora, którego członkowie (a właściwie członkinie) chodzą na wszystkie wydarzenia kulturalne, niekoniecznie mając pojęcie, kim jest zaproszona akurat osoba. I potem jest głupio, bo pada sformułowanie "Może jakieś pytania do naszego Gościa?" I odzywam się ja... i ja... i ja... I potem długo nikt, i znów ja... Podobno jesień nie jest dobrą porą na tego typu imprezy, lepsza jest wiosna. Długie, jesienne wieczory nie nastrajają do wyjścia z domu. Ale trzeba. I muszę jeszcze wyciągnąć Ślubnego do kina na najgłośniejszy film ostatniego miesiąca. A w listopadzie na "Bohemian Rhapsody", KONIECZNIE!!!
Komentarze do wpisu
-
krwawasiekiera 2018/10/13 10:52:21
Na Klerze była wczoraj. Z jednej strony - film lepszy, niż się spodziewałam. I mniej karykaturalny, niż się obawiałam. Z drugiej - za bardzo moim zdaniem przeładowany problemami, bo to tak, jakby Smarzowski postanowił skompilować wszystkie najgłośniejsze afery kościelne opisane w prasie. Efekt jest trochę odwrotny od zamierzonego, bo w takiej masie okropności wzajemnie się neutralizują, przynajmniej do pewnego stopnia, i się na nie obojętnieje. Może też powstać wrażenie fikcyjności, choć przecież wszystkie najistotniejsze wątki były oparte na faktach. Można było z czegoś zrezygnować. Na pewno należało zrezygnować z finałowego fajerwerku, a być może z Towarzysza Prosiaczka. Tak czy siak, solidne 7/10. Na pewno lepsze od Drogówki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz