Urlop, urlop- i po urlopie... Był rewelacyjny, tak, jak lubię- leżak, parasol, czytnik... Plaża, spacery... Ale- mam wrażenie, że Wyspy Kanaryjskie zaczynają padać ofiarą własnej popularności. Bo jeszcze ze 4 lata temu, jako- tako znając język- można było bez problemu znaleźć pracę, wynająć mieszkanie i się utrzymać. Bo przy pensji 1000- 1300 euro sensowne mieszkanie kosztowało 300-400 miesięcznie, za resztę- bez szaleństw- ale dawało się przeżyć, nawet z jednej pensji. W tej chwili mieszkań na wynajem długoterminowy po prostu brakuje, bo właściciele wolą wynajmować turystom, z kilkukrotnie większym zyskiem. Bardzo dobrze opisane jest to TUTAJ (w ogóle polecam cały blog, a nie tylko ten jeden wpis). Z rozmów ze znajomymi kelnerami ta sytuacja się potwierdza. Pracy jest od groma, ale mieszkań brak. A te, co są- zdrożały nawet o 200%.
Jak zwykle padłam ofiarą bolesnego zderzenia z rzeczywistością. Bo żeby tak z dnia na dzień z kostiumu kąpielowego do kurtki i czapki? W poniedziałek solidnie przewiało mi głowę, efektem jest koszmarne przeziębienie, katar, kaszel... Bo wiedziałam, ze kurtka to już nie ta "pro forma", tylko przejściówka do -5', chustka na szyję też była. Ale o opasce na czoło zapomniałam (zresztą- kto by przypuszczał, że wiatr będzie tak lodowaty?), a kaptur nic nie dawał. I w efekcie kicham, smarczę i kaszlę, na szczęście bez gorączki. Do pracy oczywiście chodzę, bo tak zaraz po urlopie na zwolnienie - po prostu nie wypada ;) Zresztą- aż tak "zwolnieniowo" się nie czuję, na szczęście. Do tego kierat domowych prozaicznych czynności- sprzątanie, pranie, gotowanie, zakupy... Ech, życie...
Na urlopie udało mi się nadrobić trochę zaległości czytelniczych. Chociaż znów nie sięgnęłam po "Modyfikowany węgiel", który już chyba się na mnie obrazi... Nie tknęłam też Puzyńskiej... Za to- co przeczytałam? Przede wszystkim Wojciecha Chmielarza cały cykl o komisarzu Mortce. Może dobrze, ze odczekałam tak długo, bo za jednym zamachem połknęłam całość, z odpowiednim zakończeniem. Cały cykl - świetny, jeśli ktoś jeszcze nie zna- szczerze polecam.
Z wymienionych w którymś poprzednim wpisie zaległości- sięgnęłam po "Jak zawsze" Zygmunta Miłoszewskiego. Z małymi zastrzeżeniami- rewelacyjne. Bo gdyby ktoś dał mi możliwość podróży w czasie- cofnięcia się np o 30 lat, z moim aktualnym doświadczeniem- czy coś bym zmieniła? Bohaterowie cofają się o lat 50, do Warszawy w historii alternatywnej, w ścisłych związkach z Francją (a nie z ZSRR). Całość wyszła nawet ciekawie. Parę tekstów mnie po prostu urzekło, zwłaszcza ten o polowaniu na watę. A wizyta Ludwika u wydawcy z konspektami potencjalnych bestselerów- to już majstersztyk po prostu, zaśmiewałam się do łez. Całość może tak śmieszna nie jest, ale zdecydowanie warto. Jedyny niesmak pozostał mi po zakończeniu- takim troszkę "od czapy". Jakby autor wyrobił zakontraktowaną w wydawnictwie wierszówkę i przestało mu się chcieć pisać dalej. Ot, taki mankament na koniec.
Z lektur wakacyjnych- dociągnęłam wszystko, co miałam Marty Obuch- "Precz z brunetami", "Metoda na wnuczkę", "Łopatą do serca", "Francuski piesek" i "Szajba na peronie 5". Nie oczekujmy od tych lektur jakichś głębszych przeżyć, ale czytać się da, szczególnie na leżaku w wakacje. Trochę humoru, trochę zagadki, jest wszystko, co powinna mieć lektura łatwa i przyjemna.
Do tego- 2 książki w sumie debiutantki, Agnieszki Płoszaj. "Czarodziejka" i "Ogrodnik". Jak na początek- całkiem niezłe. Oczywiście warsztatowo i stylistycznie nie jest to Miłoszewski, nie oczekujmy nie wiadomo czego. Natomiast problematyka wpleciona w perypetie Mani i Julki- to już zdecydowanie cięższy kaliber. Nielegalne adopcje i podziemie aborcyjne. Brzmi strasznie, ale opisane i podane w bardzo wciągający sposób. Na pewno sięgnę po kolejną książkę tej autorki, tym bardziej, że zakończenie "Ogrodnika" - to jakaś historia zakończona, ale inna- przerwana w trakcie.
I znowu lekko, łatwo i przyjemnie- Małgorzata Kursa i jej "Nieboszczyk wędrowny" i "Jeszcze więcej nieboszczyków, czyli śledztwo z pazurem". Nie rozpisując się zbytnio o treści- kot obronny Belzebub skradł moje serce ;). Poza tym mam wrażenie, że bohaterowie z kart powieści przewijają się w innych książkach autorki. Muszę kiedyś sięgnąć... kiedyś...
No i wreszcie zaległość straszna, czyli trzy tomy "Nikity" Anety Jadowskiej. Wydawało mi się, że "Dziewczynę z dzielnicy cudów" czytałam w szpitalu i tylko kompletnie nic nie pamiętam. Ale chyba jednak nie... W trakcie lektury nie przypominałam sobie NIC, poza początkiem. Może stwierdziłam wtedy, że książka jest za dobra, żeby ją czytać w tak niesprzyjających okolicznościach? A potem sam fakt okoliczności starałam się wymazać z pamięci tak, że w sumie nie pamiętałam- czytałam, czy nie...
I jeszcze "Kogut domowy" Nataszy Sochy. Trochę przewidywalne, ale do przeczytania. Takie babskie czytadło. Korzyść z tego jest taka, że wiem, na jakiej podstawie prawnej wymagać od moich superleniwych dzieciątek pomocy w pracach domowych ;) Tak, jest to uwzględnione w obowiązującym prawie, kto ciekawy, gdzie- i ile lat ma ten przepis- zapraszam do lektury :)
I wreszcie- tak się złożyło- jedyny zagraniczny "rodzynek" w tym morzu polskich autorów i autorek. Adam Kay- "Będzie bolało". Pamiętnik brytyjskiego lekarza- rezydenta na ginekologii i położnictwie. Okazuje się, że "tam najlepiej, gdzie nas nie ma". Bo żeby na ostrym dyżurze ginekologicznym aparat do USG stał zamknięty w drugim końcu szpitala, a autor nielegalnie prowadził tam pacjentkę, w sumie ratując jej tym życie... Okazuje się, że nie tylko u nas nie jest różowo. Mimo śmiesznych momentów- lektura niełatwa. I refleksja- czy jest jakiś kraj na świecie, gdzie opieka medyczna jest na miarę potrzeb pacjentów? Ech...
Po powrocie z urlopu trochę zarzuciłam czytanie, ale ostatnio wzięłam się za "Lampiony" Katarzyny Bondy. Poprzednie jej książki czytałam bardzo dawno. A ponieważ nasza biblioteka organizuje za jakiś czas spotkanie z nią- to chcę na nie pójść, mając przynajmniej mgliste pojęcie o treści chociaż najnowszych książek. Raczej nie zdążę i "Czerwonego pająka", ale będę się starać. Chociaż czytanie wieczorne idzie mi ostatnio bardzo opornie. 3, 4 strony i po prostu "odcina mi zasilanie", czytam po 5 razy to samo zdanie i zasypiam przy zapalonym świetle. Ech.... urlop jakiś by się przydał? Chociaż ostatnio moja Mama przy okazji składania mi życzeń urodzinowych stwierdziła, że do obecnego wieku emerytalnego wcale nie zostało mi tak dużo.... Więc- oby do emerytury?
;D
Komentarze do wpisu
-
krwawasiekiera 2018/09/29 12:07:20
No to miałaś udany i owocny czytelniczo urlop - fajnie!:)
-
Gość szkoła tańca Polański *.neoplus.adsl.tpnet.pl 2018/10/03 19:26:52
Myślę, że zapisanie dzieci na dodatkowe zajęcia, wyjdzie nie tylko im na dobre, ale także Tobie :) Może warto pomyśleć o kursie tańca?
-
cytrynka1 2018/10/04 08:50:49
Ależ moje dzieciątka są dorosłe i same wybierają sobie zajęcia dodatkowe. Ja mogę tylko sugerować, a w przypadku Młodego na karku jest matura. Więc raczej- niestety- dodatkowa matematyka, fizyka i angielski, a nie taniec.
-
hanula1950 2018/10/11 11:11:09
Rany Julek ! Ale mam zaległości w lekturze ! Ja ostatnio jestem oczarowana Remigiuszem Mrozem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz