sobota, 12 maja 2018

27/2018



Będzie książkowo- czytelniczo. A że uzbierało się tego trochę- to pewnie i długawo... Kto nie chce- niech nie czyta.
Początek kwietnia przyniósł mi nieszczęśliwie prawie dwutygodniowe zwolnienie lekarskie z powodu zawrotów głowy. A może szczęśliwie- bo czytać się jednak dało. Ale w takim stanie- zero ochoty na coś cięższego, najlepiej lekko, łatwo i przyjemnie...
Agnieszka  poleciła mi Katarzynę Kwiatkowską i jej "Zbrodnię w błękicie". Kryminał retro, ale lekko i przyjemnie napisany. Główny bohater- detektyw- hobbysta Jan Morawski prowadzi śledztwo w sprawie śmierci młodej dziewczyny. Mnóstwo tajemnic, sprzecznych tropów. Bardzo dobrze się czyta mimo, że do tej pory fanką lektury osadzonej w realiach historycznych nie byłam. Wyłączając oczywiście Marka Krajewskiego, ale to zdecydowanie dużo cięższy kaliber. Mało tego- "pociągnęłam" serię dalej i przeczytałam jeszcze "Abel i Kain", "Zobaczyć Sorrento i umrzeć", "Zbrodnia w szkarłacie". Bardzo podobały mi się opisy dworków, posiłków, realia epoki schyłku XIX wieku w podpoznańskich majątkach. Zabór pruski, potajemna walka z zaborcą- te tematy również są poruszane, ale nie przysłaniają czystej przyjemności z lektury. Zaczęłam również tom 5.- "Zgubną truciznę", ale chyba nastąpił przesyt i na razie leży przeczytana gdzieś w 1/4.
Natomiast zupełnie niechcący okazało się, że terenów Poznania i okolic jednak nie opuszczę za szybko. Jeszcze przed chorobą zaczęłam czytać na telefonie zbiór reportaży Marcina Kąckiego "Poznań- miasto grzechu". Powalające i polecam każdemu. W trakcie lektury rozdziału o arcybiskupie Paetzu nóż mi się w kieszeni sam otwierał. Część o dyrygencie chóru Polskie Słowiki wcale nie jest tak bardzo jednoznaczna, jakby się mogło wydawać. Rozdział o Małgorzacie Musierowicz spowodował, że ze zdecydowanie mniejszym entuzjazmem patrzę na Jeżycjadę (duże R w kółeczku jako znak towarowy) i jej autorkę. A fragment o usiłowaniach odbudowy pomnika Najświętszego Serca Pana Jezusa utwierdził mnie w przekonaniu, że Poznań- to nie miasto. To stan umysłu. Oczywiście nie chcę nikogo z Poznańczyków obrazić, bo dobór tematów w książce był subiektywnym wyborem Autora. Lektura doskonale napisana, zdecydowanie warta przeczytania.
Dla złapania oddechu czasem sięgam po literaturę typowo "babską". Szczególnie jak jestem chora. Po taką- przeczytać, pośmiać się, może wzruszyć- i za dwa miesiące nie pamiętać, o czym to było... Z tej kategorii pochłonęłam cykl Joanny Szarańskiej "I że ci nie odpuszczę", "Kocha, lubi, szpieguje" i "Nic dwa razy się nie zdarzy". W sumie czytałam niedawno, a pamiętam... hmmmm... niedużo... I jeszcze Alka Rogozińskiego "Kto zabił kopciuszka", Olgi Rudnickiej "Zbyt piękne" i Anety Jadowskiej "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" - też można zaliczyć do tej kategorii. Rogoziński to czysta, żywa rozrywka na jeden wieczór, Rudnicka- niestety- "Nataliom" chyba już nie dorówna, choć czyta się przyjemnie. A Aneta Jadowska dała się poznać z zupełnie innej, niż do tej pory strony- jako autorka całkiem przyzwoitej obyczajówki. Co prawda ostatnio mam szczęście do "kumulacji"- a to miejsca akcji, a to tematyki. Tę książkę czytałam zaraz po "Nieodnalezionej" Remigiusza Mroza, w obu był poruszony bardzo ważny temat przemocy domowej. Jadowska zrobiła to chyba jednak z większą finezją. Czekam na dalsze losy Magdy Garstki, bo bohaterka da się lubić ;)
Na fali literatury "babskiej" wzięłam też "Zmowę byłych żon" Grażyny Jeromin- Gałuszki. Nigdy nic nie czytałam tej autorki, po tytule spodziewałam się kolejnej bardzo rozrywkowej lektury, a dostałam... coś niespodziewanego. Czytało się doskonale, zakończenie zaskakuje... Wtajemniczonym podsunę tylko, że jest trochę w stylu... ja wiem... Jonathana Carrolla? O tej książce na pewno będę pamiętać dłużej...
"Zmordowałam" wspomnianą w jakimś poprzednim wpisie Claire Messud i "Dzieci cesarza". Metodą: miesiąc z biblioteki, prolongowana o dwa tygodnie, potem na kolejny miesiąc przerzucona na kartę Ślubnego. Wzięta którejś leniwej niedzieli do pracy i skończona, ale kompletnie mi nie podeszła. Trzydziestolatki w Stanach sprzed 11.09, ale jakieś takie to dziwne. Może wytłumaczeniem jest fakt, że nigdy nie byłam fanką "Seksu w wielkim mieście" ani "Przyjaciół", po prostu taka tematyka do mnie nie trafia. Kropka.
Coś z zupełnie "innej beczki". Nuria Pradas-"Barcelońskie sny". Fabularyzowana historia słynnego barcelońskiego domu mody Santa Eulalia, widziana przez pryzmat życia prywatnego jego pracowników, różnych stanowisk. Dobrze się czyta, jak ktoś chce coś innego, niż kryminał, reportaż i literaturę kobiecą- pozycja w sam raz dla niego.
Ale dosyć tej rozrywki, czas na coś poważniejszego.
Justyna Kopińska "Z nienawiści do kobiet"- zbiór reportaży, część już czytałam w prasie. Warto.
Filip Springer "Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni publicznej." Tak... tematyka mało "nośna", ale JAK opisana... pyszności, po prostu... Wytknięte mankamenty polskiej "pseudoarchitektury", brak uregulowań prawnych dotyczących wiszących wszędzie reklam, włos się na głowie jeży... Sale weselne udające dworki- potworki, "pasteloza" blokowisk, grodzone osiedla... Trafił się i "kwiatek" w postaci przykładu z mojej miejscowości... A mieliśmy przed wojną jeden z najlepszych systemów planowania przestrzennego. A teraz po prostu nikomu na tym nie zależy... Przykre...
Z rzeczy trochę lżejszych- Dariusz Kortko, Judyta Watała- "Słodziutki. Biografia cukru". Książka trochę chaotyczna, ale czyta się bardzo przyjemnie. Najciekawsze są chyba rozdziały dotyczące poszukiwań, odkrycia i pierwszych zastosowań insuliny w leczeniu chorych na cukrzycę. Pierwsze zastrzyki potrafiły trwać ponad 20 minut, były bardzo bolesne... A chorzy opisywali je jako "błogosławieństwo", bo np. mogli zjeść kromkę białego pieczywa. Bo do tej pory cukrzycę leczono głodówką, dietami 400 kalorii. Od diagnozy chorzy rzadko przeżywali 5 lat... Jakoś po lekturze odechciało mi się słodyczy i wściekam się na Ślubnego, który potrafi kupić hurtem 10 czekolad, bo akurat był w L...u.... Książkę zdecydowanie polecam wszystkim, nawet tym "na bakier" z literatura faktu.
Z klasycznych kryminałów- dreszczowców-  zawarłam dosyć obiecującą znajomość z Robertem Bryndzą i jego "Dziewczyną w lodzie". W pewnym momencie wciągnęło mnie tak, że nie mogłam się oderwać. Postarałam się o kolejne części tego cyklu, zobaczymy, jak będzie dalej. Jak na razie "Nocny stalker" też zapowiada się całkiem, całkiem...
Na koniec- pozycja absolutnie obowiązkowa dla wszystkich myślących sobie: "A może rzucić to wszystko w jasną cholerę, sprzedać wszystko i wyjechać na stałe gdzieś daleko... gdzie piasek i palmy..."  Przyznam się, że szczególnie tej zimy było to moje niedościgłe i niezrealizowane marzenie... Po lekturze "Życia seksualnego kanibali" J. Marteena Trosta moje marzenia jednak mocno przystopowały. Wszystkich, których zgorszył tytuł, informuję- w całej książce o kanibalach jest może z 5 zdań, a o ich życiu seksualnym- może jedno, a może wcale. Autor w dowcipny i bardzo dosadny sposób opisuje swój dwuletni pobyt na Kiribati, dokąd wyjechał z ówczesną narzeczoną. Życie z perspektywy białego człowieka, odciętego od cywilizacji... Prąd wyłącznie z agregatu, woda pitna z deszczówki łapanej do zbiornika - o ile napada deszcz, luksusem jest umycie włosów dwa razy w tygodniu... Upał, bez szans na ochłodzenie... Śmieci i inne odpady (szczegóły w książce) na plaży i w lagunie... Bogate "życie wewnętrzne" - tęgoryjce, ameby i inne "przyjemne" zwierzątka... Dieta praktycznie bez warzyw... Itd... Jakoś tak... odechciało mi się "ciepłych krajów" na stałe... Chociaż bohater po powrocie do cywilizacji "nie mógł się odnaleźć" i po dwóch latach, już z żoną (tą samą) wyruszył znów w tropiki. O tym jest "Na haju do raju", którą też kupiłam i która grzecznie sobie czeka w kolejce.
A kolejka "do przeczytania" prezentuje się imponująco... Dwa (!!!) ostatnie tomy Lipowa Puzyńskiej, dwa (!!!) ostanie tomy Chyłki i ostatni tom Forsta- Mroza, "Żmijowisko" i cała reszta Chmielarza, bo muszę w końcu zaznajomić się i z tym Autorem... Również- do dokończenia- trylogia Roberta Małeckiego- "Koszmary zasną ostatnie".  I jeszcze tak koło setki innych, co najmniej równie smakowitych,  z „Modyfikowanym węglem” na czele…
Taki sobie zebrałam "zestaw urlopowy" na koniec maja... Tydzień na  południu Europy, plaża, czytnik i ja.... Chociaż podejrzewam, że planu nie zrealizuję, bo mamy też pozwiedzać... A patrząc na temperatury za oknem- to wcale niewykluczone, że tam będzie zimniej ;)


 Komentarze do wpisu

  • krwawasiekiera 2018/05/12 20:08:55

    Cieszę się bardzo, że polecanka chwyciła. A Zgubna trucizna nominowana w tym roku do Nagrody Wielkiego Kalibru:) O Poznaniu Kąckiego myślę podobnie jak ty. Aktualnie czytam Żmijowisko, jestem w połowie, na razie jest ciekawie. Trzy plany czasowe i zagadka zaginionej nastolatki. Mam nadzieję, że autor utrzyma znakomitą formę z Cieni.
  • aga-joz 2018/05/12 22:01:04

    Aż mi się zachciało pochorować, żeby móc osiągnąć tak imponujący wynik. Ostatnio zdarzyło mi się tak przy złamanej ręce, a potem niestety nigdy nie było szans. A tak w ogóle to przez takie wpisy znów mi się wydłuży kolejka lektur i zaraz będzie jak stąd do księżyca. Ciekawi mnie, jak Ci się spodoba "Nora", bo ja już jestem po przeczytaniu
  • cytrynka1 2018/05/12 22:36:16

    Aga- ale ja jeszcze muszę "Czarne narcyzy" przed, bo mi się uchowały... Zachomikowałam sobie jak delicję "na później" ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz