poniedziałek, 5 lutego 2018

3/2018



 Jakoś tak pod koniec listopada Ślubny oświadczył:
- Zadzwonił do mnie K., że idą na bal w karnawale, czy my też chcemy i że trzeba się szybko decydować, bo bilety idą jak świeże bułki. To powiedziałem, że chcemy.
Tia... "Uwielbiam" takie imprezy. Oględnie mówiąc- nie pałam miłością do najpopularniejszego w okolicy typu muzyki tanecznej- czyli discopolo. Poza tym jestem osobą- w sumie- publiczną,do tego nie najmłodszą, impreza "masowa" mnie nie bawi... Komentarze osób postronnych, jak to się "pani magister" bawi... "Bal"... Dobrze powiedziane. "Coś" w okolicznej wiosce, miejsce akcji- remiza strażacka. Z cateringiem, ale jednak... Do tego wcale nie najtańsze...
No dobra, może tak wypadnie, że nie pójdę? Przełknęłam informację, przytaknęłam na zgodę (ale co się nakomentowałam na temat samodzielnych decyzji Ślubnego, to moje).
- Ale my w sumie nigdzie nie chodzimy...
Nie chodzimy, bo wolę spędzić wolny wieczór na fotelu z książką, przy muzyce, którą sama sobie wybrałam... Z takimi imprezami potem jest problem z powrotem, trzeba kogoś prosić, żeby przywiózł, Starszego akurat nie będzie...
- Coś się wymyśli...
"Dzień egzekucji" nadszedł w minioną sobotę... Wyciągnęłam z szafy jakąś nabytą okazyjnie ze dwa lata wcześniej długą kieckę, jakieś wyższe buty typu szpilka... Stwierdziłam, że jak bal, to bal... nawet w remizie... Choć...delikatne poczucie obciachu jakoś nie chciało mnie opuścić... "Na wszelki wypadek" do płaskich butów na zmianę dorzuciłam jeszcze "małą czarną"... Nawet polakierowałam paznokcie, choć nie robiłam tego od niepamiętnych czasów. (Bo niezależnie od powziętych środków ostrożności, odżywek itd... lakier mi potem schodzi razem z paznokciami... ten typ tak ma...). Jedziemy...
Tia... Sala na około 150-200 osób, ciasno... Idziemy do stolika, witamy się.... Oczywiście pełno znajomych z widzenia i nie tylko...
- Ale pani to się nie spodziewałam tutaj zobaczyć...- usłyszałam... Co było do przewidzenia...
Do tego z tą długą kiecką to wyskoczyłam... Może z 5 pań na całą imprezę miało długie. Zawyżamy znacznie średnią wiekową... Trudno, nie będę się przebierać. Nie chce mi się...
Dali coś zjeść, a potem zaczęli grać... Moje przypuszczenia co do muzyki się potwierdziły... Do tej pory nie słyszałam "tfurczości" niejakiego pana S. Miałam okazję- w wykonaniu odtwórczym, ale... Myślę, że i tak długo żyłam w błogiej nieświadomości...  Natomiast "w tany" ruszyli praktycznie wszyscy. My... też ;) Niesamowicie wygląda, jak kilkadziesiąt par rusza do tańca, przy stołach zostają jakieś niedobitki... Może dlatego, że jak już ktoś kupuje bilety na taką imprezę, to zakłada, że idzie nie tylko popić i pojeść, ale głównie potańczyć... Nawet zafundowaliśmy sobie losy na loterię fantową, gdzie każdy wygrywał... I wygraliśmy- dwa pendrivy po 8 giga, kubeczek i trochę słodyczy ;). Nie jest źle...
Mój stopień satysfakcji z imprezy- odwrotnie proporcjonalny do chęci pójścia na nią ;) Wytańczyłam się "do utraty tchu", jednak z kondycją jest niewesoło. I - jak się normalnie chodzi w butach na płaskim, to potem po założeniu czegoś wyższego się cierpi... Nogi bolą mnie jeszcze dzisiaj, po imprezie co przysnęłam- to łapał mnie kurcz. Za stopę, za łydkę, jedną, drugą, za palce... Masakra... Wstawałam, "rozchodziłam", zasypiałam... i powtórka... Wiedziałam, że tak będzie... Jeden z powodów, dla których i tak nie lubię takich imprez.
I lakier już też zaczął schodzić... Razem z paznokciami...
Dobrze, że następna impreza dopiero w kwietniu...  I - niestety- daleka wyjazdowa. Ale o tyle dobrze, że zamknięta i w gronie dobrych znajomych. Wiem, że przynajmniej w kwestiach muzyki tanecznej nie będę cierpieć, bo najgorsze co może mnie tam spotkać, to klasyczne disco z lat 70. ;)  Na szczęście mamy podobne gusty ;)


 Komentarze


  • nie-okrzesana 2018/02/05 16:21:10

    hi,hi...
    Na szczęście mój ślubny nie znosi takich imprez podobnie jak ja.
  • radocka 2018/02/09 18:52:17

    To dziwaczne: najpierw się człowiekowi nie chce, bo miejsce nie to, ludzie nie ci, buty nie te, muzyka nie ta... A potem się człowiek wytańczy, wybawi, nagada, napije i myśli, że - fajnie było. Też tak mam.
  • Gość Adam *.dynamic.gprs.plus.pl 2018/02/17 09:05:05

    Ja też raczej unikam takich imprez, podobnie jak integracji z pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz