Po osiedlowych chodnikach jeździ sobie pan mikropługiem odśnieżającym. Na gąsienicach. I fajnie. Pan pewnie ma radochę. Świeży śnieg jest rozgarniany na boki. A co zostawia za sobą? Śnieg, którego nie odgarnie- ubija na lód. Mamy w tej chwili +0, za chwilę będzie -0. Jak jeszcze popada i zamarznie- bez łyżew ani rusz. Lodowiska na orlikach bywają mniej gładkie, niż taki "chodnik". Nikt nie pomyślał, że po takim przejeździe traktorka ktoś natychmiast powinien posypać trasę przejazdu piaskiem. Skrzynki stoją, pełne piasku. I dalej są pełne, bo nikt z nich nie korzysta. Ale odśnieżone jest?- Jest. A że nie posypane? To już pewnie nie daje takiej frajdy...
Miałam kiedyś koleżankę, która bez względu na porę roku chodziła w cieniutkich 10cm szpilkach. Na taki ubity śnieg z warstewką lodu na wierzchu- jak znalazł. Można się zakotwiczyć szpilką w podłożu i mieć w miarę pewne oparcie... Mi wczoraj w traperach nogi się rozjeżdżały...
Niech to białe g... już przestanie padać. Albo deszcz przy -1. Niech to ocieplenie klimatu da jakiś wymierny skutek, a nie tylko pożary i powodzie. Temperatury poniżej zera niech odejdą w niepamięć...
Mi się dzisiaj nogi rozjechały na moim własnym podwórku... :( Dobrze, że "pod ręką" miałam solidny krzaczek, to się go złapałam. Co prawda nie było u nas odśnieżane, ale na "torowisku" od kół samochodów szklanka gładziutka, jak pupcia niemowlaka.
OdpowiedzUsuńTo prawda, już dawno zauważyliśmy, że sam śnieg nie jest problemem, tylko właśnie to ubite autami lodowe podłoże, ale dostali prikaz odśnieżać i jadą!
OdpowiedzUsuńjotka