Jak ja przeżyłam ostatnie dwa tygodnie, to nie wiem. Chaos totalny. Młody wyprowadzający się z akademika i szykujący na eras_musa. Wszystkie bambetle kłębiące się na podłodze w jego maleńkim pokoju, łącznie z mikrofalówką, czajnikiem i garami. Upchnąć tego też nie ma za bardzo gdzie. Do tego ciuchy-do-prania-które-biorę, ciuchy-w-których-chodzę-i zaraz będą do prania-bo-też-biorę, ciuchy do prania których nie biorę, rzeczy do prania, zapakowania w paczkę i wysłania jak-już-się-ogarnę-na-miejscu. Żeby to wszystko jeszcze było dane w jakimś porządku... Ale z nagła objawiała się jakaś koszulka-do-prania i spodnie do żadnego wsadu do pralki nie pasujące, które koniecznie i natychmiast musiały być wyprane...
Oczywiście- mógł to robić sam. I robił. Tylko dziwnym trafem, kiedy ja chciałam używać pralki- to Młody koniecznie też. Bo wcześniej miał reha-bilitację, za trzy godziny będzie sam ćwiczył, a wieczorem wychodzi z kumplami... I musi już, zaraz, natychmiast teraz robić pranie. A potem suszenie... Do tego hipochondria związana z nogą, bo pobolewa, bo nie da się wyprostować, bo przy chodzeniu się utyka... Ćwiczyć trzeba, ale mamy podejrzenia, że Młody po prostu się przetrenował...
Wieczór przed wylotem to oczywiście spotkanie z kumplami. Miały być dwa piwa, na dwóch piwach się nie skończyło... Wrócił około pierwszej w nocy w stanie...zużytym, pobudka o siódmej...
Leciał wczoraj rano. Wisienką na torcie okazała się zapakowana (na szczęście już na tip-top) walizka, którą sobie zablokował na amen, bo nie zwrócił uwagi, na jakim kodzie zamyka... Tylko 999 kombinacji do sprawdzenia...
Ale poleciał. Odwieźliśmy go komisyjnie na lotnisko, Kiss and fly. I już.
I wszyscy odetchnęli z ulgą... A jak zadzwonił, że doleciał, ma gdzie spać i nawet... otworzył walizkę - zapanował wśród nas entuzjazm :D
W końcu mam jakieś szanse na to, że ogarnę trochę chałupę. Bo przedtem się nie dało...
Ale tego ogarniania też nie będzie za dużo. Bo nas też czeka chaos przedwyjazdowy. Za tydzień- witaj, Afryko, 2 tygodnie. Jak robiliśmy rezerwację, nie przypuszczaliśmy, że ten czas będzie tak wariacki...
Starszy zostaje sam na włościach. W trochę ciężkim dla siebie okresie, bo jak nas nie będzie, to będą się ważyć losy przedłużenia jego umowy... Oby (tfu tfu tfu) nie musiał szukać nowej pracy, bo tę ma naprawdę dobrą... Ale jego zachowania z pogranicza spektrum i zbytnia nerwowość mogą zaważyć na ogólnej ocenie, niestety... Oby stwierdzili, że mózg się nadaje, a zachowania można wypracować... Trzymajcie kciuki.
Trzymam!
OdpowiedzUsuńI udanego urlopu w afrykańskich okolicznościach przyrody życzę!
Kciuki były 3mane. Ale co z tą Afryką? Czekam na relację 😍
OdpowiedzUsuń