poniedziałek, 9 września 2024

7/2024

 

Znów wylosowałam (nie)szczęśliwy los na covidowej loterii. W czwartek wieczorem dwie kreski na teście... I tylko początki lekkiego kataru. A test dlatego, że w środę nasza pomoc apteczna- wulkan energii- "oklapła" i poszła do lekarza, który zlecił jej test. Oczywiście też wyszedł pozytywny...  Ona na zwolnieniu...

I się zaczęło... 

W czwartek wieczorem jeszcze kierowniczka robiła test- też jej wyszedł dodatni. Porozumiałyśmy się ze sobą, stwierdziłyśmy, że nie mamy gorączki, a lekki katar to nie choroba i będziemy pracować w maseczkach. We dwie na zmianie.

Wśród reszty personelu - też pomór... Ale tylko my dwie z kierowniczką zrobiłyśmy testy. Kolega od piątku nie przychodzi do pracy, gorączka do 40', dreszcze, zlewne poty i inne tego typu "przyjemności". Jedna koleżanka- lekki stan podgorączkowy, jakieś słabo nasilone dolegliwości żołądkowe. Druga- ból gardła i katar. Kolejna- tylko ból głowy, za to codziennie rano od pięciu dni. Każdy to g... przechodzi inaczej, wszyscy szczepieni co najmniej trzema dawkami. Kolega nawet czterema. A przeczołguje go najbardziej.

W zasadzie apteka powinna od piątku zostać zamknięta... Tylko szefostwo stwierdziło, że dopóki wszystkie nie padniemy trupem, to ma być otwarte. A ponieważ wszystkie nie jesteśmy najzdrowsze, ale nie umieramy, to chodzimy.... Po prostu jeszcze czujemy się na siłach... (Jak widać bezpieczeństwo przychodzących pacjentów szefostwo ma głęboko...). Pracujemy w maseczkach, ograniczamy kontakty między sobą, dezynfekujemy ręce i blaty. Gdyby nie pandemia, powszechność testów itd. to wszystkie byśmy stwierdziły, że złapałyśmy pierwsze jesienne przeziębienie. Jedna mocniejsze, inna słabsze. U mnie się rozkręciło do 37,5' w sobotę wieczorem i pół niedzieli i do paskudnego zatokowego kataru. Ale w porównaniu z sobotnim porankiem- dziś czułam się jak młoda bogini, choć nie do końca zdrowa. I mam nadzieję, że tak zostanie. W pracy oczywiście byłam.

W domu na razie spokój, Starszy przeziębiony, ale trzy testy negatywne. Z mężem śpimy osobno, choć w jednym pokoju. On na szczęście na samopoczucie nie narzeka. Młody się intensywnie rehabilituje, objawów przeziębieniowych brak, wyjazd na erasmusa za niecałe trzy tygodnie...

W sumie- jak miało mnie dopaść- to lepiej, że teraz, a nie za dwa czy trzy tygodnie. Bo też mamy zamiar wyjechać na urlop - tam, gdzie ciepło...

(Aha, przeterminowane o dwa lata testy, w których wysechł bufor do rozrobienia wymazu- pięknie i miarodajnie wychodzą na soli fizjologicznej. Znalazłam u siebie taki pięciopak kupiony w apogeum pandemii i zapomniany. Pierwszy test oczywiście był świeżutki, na tych przeterminowanych się bawiłam. Co miało wyjść pozytywnie- wyszło pozytywnie, negatywne- też negatywnie. W sumie firma musi na czymś zarobić, oznaczając datę ważności ;) ).



3 komentarze:

  1. Przeszłam bez gorączki.

    OdpowiedzUsuń
  2. To znowu? No tak, jesień idzie... A maseczki znowu trzebaby nosić? Doradź proszę 🙄

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój brat i bratowa tez testy pozytywne, brat ciężko przeszedł, bratowa słaba i ból gardła...
    Wraca to świństwo i nie u każdego lekko przebiega!
    Obyś doszła do siebie do wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń