Nawet nie wiem, od czego zacząć. Może tym razem od końca...
W piątek późnym popołudniem odsiedziałam w bardzo długiej kolejce do psych_iatry- prywatnie oczywiście. Nie wyrabiam. Kamień w żołądku, drżenie rąk, serio- obawiam się, że w takim stanie mogę komuś zaszkodzić.
Za 250 zł kupiłam sobie... spokój... Tzn. dostałam "coś na wyciszenie" (jeszcze nie zaczęłam brać, bo w piątek i sobotę preferowałam chmiel w płynie w ilości umiarkowanej- on też ma właściwości wyciszające). Ale- dostałam również obietnicę wystawienia zwolnienia jeśli okaże się, że nie jestem w stanie dłużej wytrzymać w tej pracy. A na to się niestety zanosi...
W czwartek mijał ostateczny termin opłaty rezerwacji za wczasy od 2.06. Ponieważ miałam "łamaną" zmianę rano do 11. i potem od 17. do późnego wieczora - płatności dokonałam koło południa. Żeby zostało zaksięgowane i żeby rezerwacja nie "uciekła". W czwartek miała również zapaść decyzja o operacji szefowej. Do momentu płacenia nie wiedziałam jeszcze nic. Dopiero po ponownym przyjściu do pracy- czyli o 17. koleżanka powiedziała, że ją wypisali i wróciła do domu. Pytanie- o której wiedziała o wypisie i czy naprawdę ciężko było zadzwonić z powiadomieniem o sytuacji?
Operacja zaplanowana na 23.05. Duża. Brzuszna. Od momentu operacji do mojego wyjazdu- 10 dni. Kijowo na maxa. Ja naprawdę zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo różnie może być, że nie wiadomo, co znajdą w środku, jak się będzie goić itd... Ale- rozmów na ten temat zero, na temat jakiegokolwiek rozwiązania problemu- jeszcze większe zero. Ucieczka i chowanie głowy w piasek. Na razie szefowa wróciła do pracy i 2 tygodnie pracujemy "normalnie".
Nic dziwnego, że mi się ręce trzęsą...
Po gruntownym przemyśleniu sytuacji postanowiłam iść kupić sobie spokój...
Co by było, gdyby cały ten młyn zdrowotny szefowej zaczął się w lipcu a nie w kwietniu? Mnie by już nie było. Wtedy niemalże z minuty na minutę musiałby zamknąć aptekę, bo zostałby do pracy sam technik. Sama do tego doprowadziła, na horyzoncie chętnych do pracy nie widać. Może wstawiłaby matkę- emerytkę- magistra pro forma... Ale to nie moja sprawa...
Wiem, jestem samolubna. Ale- gdy z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa nie zostanie mi udzielony urlop od 2.06 (i stracę wpłacone pieniądze)- do pracy też nie zamierzam chodzić. Ten kupiony spokój... Teoretycznie- do tej rezerwacji mam wykupiony pakiet elastyczny. Ale- primo- już za późno na bezstratne zmiany, a secundo- urlop był kupiony w "first minute" w takiej cenie, że teraz taki sam pobyt kosztuje 2x tyle. A tertio- już naprawdę nie mam na jaki termin zamienić, bo od lipca zaczynam nową pracę i nie wiem, w jakim czasie dostałabym wolne...
Więc... wiem, że nic nie wiem... Ręce się trzęsą, serce w gardle, kamień w żołądku, próg wybuchu z byle powodu na tego, kto akurat jest pod ręką bardzo mi się obniżył. Widzę, że jest źle...
Nie wiem, jak bym się zachowała na miejscu szefowej. Ona też ma problemy, żyje w strachu, co będzie, co znajdą, co będzie z jej rodziną (temat na dłuuugi inny wpis), jeśli będzie musiała zamknąć aptekę. Ale- przez 20 lat do tego kielicha goryczy kapało... Aż nakapało... A teraz to już leje się ciurkiem, choć winy niczyjej w tym nie ma... Taki los...
Z innej strony: Boję się. Boję się losu, że okrutnie się na mnie zemści za to samolubstwo. Z kolejnej strony- kto wie, czy to właśnie nie jest zemsta losu na szefowej za jej 20 lat patrzenia tylko na swoje interesy? Sama już nie wiem...
Byle do końca maja. Niezależnie od tego, jakie decyzje zapadną- w pierwszej połowie czerwca chodzić do pracy nie zamierzam. Trudno. Zamknięta apteka? Trudno. To na szczęście nie moja firma.Właśnie dlatego nigdy mnie nie ciągnęło do własnego biznesu.
Muszę nabrać sił przed nowym. A teraz jestem wykończona... Na piątkowej wizycie lekarz, widząc moje trzęsące się ręce- już mi chciał dawać zwolnienie... Ale wtedy na pewno nie miałabym żadnych szans na wyjazd. W tej chwili jakaś 0,01% jest... Taką mam nadzieję...
Własnie jestem na zwolnieniu z bardzo podobnych powodów - atmosfera w pracy mnie wykończyła. Nie jesteś samolubna, dbasz o swój komfort, finanse i stabilizację. I bardzo dobrze. Że zacytuję "Dziady": Bo kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże.....
OdpowiedzUsuńMożna było być czlowiekiem i oczekiwać wsparcia od ludzi. Ale jak się jest WŁAŚCICIELEM czy DYREKTOREM, to niestety kiedyś zostaje się z ręką w nocniku.
Dziękuję. Cytat w punkt.
UsuńNie martw się o firmę szefowej. Martw się o siebie. Nie odeszłaś kiedy zaczęły się kłopoty. Kłopoty się zaczęły kiedy odeszłaś. (podjęłaś decyzję) Czy jak prosiłaś grzecznie, to ktoś się przejmował ? Czy ktoś docenił, że się starałaś? Owszem choroba i zdarzenia losowe są przykre, ale przecież nie kupiłaś laleczki i nie nakłuwałaś szpileczkami. ( Czy nakłuwałaś jednak ? ) Zawsze się znajdzie jakieś Ziko, albo Słoneczna chętna do zakupu. A ty jedź na urlop, a potem wróć silniejsza. Tylko raczej nie wyjeżdżaj podczas zwolnienia, bo na pewno doniosą.
OdpowiedzUsuńWiem, że na zwolnieniu nie wyjadę, nie chcę robić sobie kłopotów. Zwolnienie jest po to, żebym mogła w ogóle jakoś odpocząć, jeśli nie dostanę urlopu. A o laleczce nie pomyślałam ;)
UsuńAleż na zwolnieniu tym bardziej od psychiatry możesz wyjechać. Czasami nawet jest to wskazane. Lekarz wystawia zwolnienie chodzące. Odpowiednia adnotacja, pismo że wyjazd wręcz poprawi twój stan i ZUS czy inna kontrola nie ma prawa podważyć zasadności takiego zwolnienia i wyjazdu. Porozmawiaj z lekarzem wystawiającym L4. Serio
UsuńTak, to prawda. Jest taka możliwość, zwłaszcza przy zwolnieniu wystawionym przez lek. psychiatrę.
UsuńSzczerze współczuję sytuacji, stresu, atmosfery. Nie mniej jednak walcz o swoje. Nikt tego za Ciebie nie zrobi. Zwróć uwagę, że Szefowa nie była zainteresowana by w jakikolwiek sposób Cię zachęcić do zmiany decyzji. Ich zachowanie teraz powinno utwierdzać Cię w przekonaniu że podjęłaś dobrą decyzję. Powtórzę raz jeszcze, że to dobrze, że to zamieszanie zaczęło się po złożeniu wypowiedzenia.
OdpowiedzUsuńNo i szacun za świadomą decyzję pójścia po pomoc.
Też się cieszę, że cały młyn zaczął się po złożeniu wypowiedzenia. Operacja będzie bardzo duża. I szkoda mi szefowej tak po ludzku. Ale w relacji pracodawca- pracownik nie zamierzam się poddawać. Jeśli nie pojadę na urlop- będę minimalizować SWOJE koszty. Zwolnienie- to 80% pensji, ale do tego dojdzie zapłata za niewykorzystane 21 dni urlopu.
UsuńSkoro już teraz trzęsą ci się ręce, to zwolnienie naprawdę potrzebne, żadna praca nie jest warta twojego zdrowia...
OdpowiedzUsuńjotka
To prawda. Najgorsze jest to, że szefowa unika jakiejkolwiek rozmowy ze mną, specjalnie się spóźnia albo wychodzi wcześniej. A potem będzie "zaskoczenie". Trudno.
UsuńZapytam, może głupio, ale jednak; czy nie możesz jej maila wysłać? Unikniesz późniejszego "zaskoczenia". Może.
UsuńPowodzenia!
Gdy urlop był wcześniej zaplanowany pracodawca może odwołać pracownika z urlopu, ale pokrywa wszystkie koszty wydatków na urlop, o ile pamiętam, tak mówi kodeks pracy
OdpowiedzUsuńElla-5