Mężowi chyba idzie na lepsze, pomyka po szpitalu z balkonikiem, dzisiaj już nawet próbował o kulach. A że rehabilitanci każą chodzić- więc chodzi. Podobno takie dystanse, jakich już dawno nie przemierzał, i do tego- bez bólu. Jest szansa, że wyjdzie w połowie tygodnia. I nawet nie będzie potrzebował zbytniego doglądania. Z gorszych rzeczy- drugie biodro też "się zapowiada", jak zacznie boleć- wymiana. Ale już wiadomo, że "nie taki diabeł straszny".
Idzie jesień... Zimno... W nocy włączają się grzejniki. Trochę za wcześnie na sezon grzewczy. Ale jak idę do pracy na pierwszą zmianę- to w bluzce z krótkim rękawem i w samym polarze jest mi za chłodno. Jeszcze jakaś cienka kurtka i jest ok, ale potem kompletnie przeszkadza przy powrocie. Taki klimat.
Młodzież młodsza zestresowana przed jutrzejszymi egzaminami poprawkowymi. Nie wiem, czy to był dobry pomysł, żeby do Młodszego przyjechała wczoraj dziewczyna i razem "się uczyli" (każde swojego przedmiotu, żeby nie było). Z drugiej strony- ona jest znad morza, od nas do stolicy trochę bliżej. Mam nadzieję, że przynajmniej podróż na egzamin będzie dla niej w miarę bezstresowa. A ja się wprawiam w kuchni wege 😉 Wczoraj były pieczone warzywa (kalafior, cukinia, papryka, marchewka, cebula, pomidor, czosnek) z serem fetopodobnym i z mieszanką kasz. Szkoda, że nie mogłam poszaleć z przyprawami, bo dziewczyna nie lubi pikantnych dań. Ale Starszy dokończył wszystko 😋 Dzisiaj najprostszy w świecie sos śmietanowo- cebulowo- pieczarkowy z makaronem. Nic bardziej wymyślnego nie byłam w stanie zrobić, bo byłam w pracy. Mam jeszcze pomysł na najzwyklejszy sos z duszonych pomidorów z cebulą i czosnkiem. Szkoda tylko, że nie mogę pofantazjować z przyprawami... Ostatnio jak ugotowałam zupę z soczewicy- to ponoć była za ostra, trzeba było łagodzić śmietaną. Choć ja też nie lubię ostrych rzeczy a dla mnie była w sam raz. Ech... Dlatego dziś w tak stresującym dla nich momencie- już nie szalałam z gotowaniem, tylko poszłam w klasykę.
Od jutra drugie zmiany i późnowieczorne powroty z pracy. Miasto oszczędza na oświetleniu ulic. Jest naprawdę ciemno. Ciekawe, czy nic sobie po ciemku nie wybiję...
Pierwsze koty za płoty, nieznanego bardziej się boimy.
OdpowiedzUsuńNazwy niektórych potraw wege mnie śmieszą, moja bratowa zamówiła kiedyś w restauracji stek z kalafiora, wyglądał jak plaster z kalafiora, a kosztował, jak stek ;-)
jotka
Mój bardzo cierpi, bolą go i biodra i kolana, panicznie boi się iść na operację.
OdpowiedzUsuńNie mogę zalogowana dodać komentarza. Mój też się bał, ale w pewnym momencie ból uniemożliwił normalne funkcjonowanie. Do tego stopnia, że parkowanie samochodu jak najbliżej wejścia do klatki schodowej, żeby iść jak najkrócej. Od decyzji o operacji do zabiegu minęło około roku. Inna sprawa, że Ślubny nie śpieszył się ze zbieraniem badań i zaświadczeń. A w międzyczasie stan się pogorszył, coraz gorzej było z chodzeniem. Potem infekcja i kolejne dwa miesiące obsuwy. Ale już po...
Usuń