niedziela, 4 września 2022

27/2022

 

Mężowi chyba idzie na lepsze, pomyka po szpitalu z balkonikiem, dzisiaj już nawet próbował o kulach.  A że rehabilitanci każą chodzić- więc chodzi. Podobno takie dystanse, jakich już dawno nie przemierzał, i do tego- bez bólu. Jest szansa, że wyjdzie w połowie tygodnia. I nawet nie będzie potrzebował zbytniego doglądania. Z gorszych rzeczy- drugie biodro też "się zapowiada", jak zacznie boleć- wymiana. Ale już wiadomo, że "nie taki diabeł straszny".

Idzie jesień... Zimno... W nocy włączają się grzejniki. Trochę za wcześnie na sezon grzewczy. Ale jak idę do pracy na pierwszą zmianę- to w bluzce z krótkim rękawem i w samym polarze jest mi za chłodno. Jeszcze jakaś cienka kurtka i jest ok, ale potem kompletnie przeszkadza przy powrocie. Taki klimat. 

Młodzież młodsza zestresowana przed jutrzejszymi egzaminami poprawkowymi. Nie wiem, czy to był dobry pomysł, żeby do Młodszego przyjechała wczoraj dziewczyna i razem "się uczyli" (każde swojego przedmiotu, żeby nie było). Z drugiej strony- ona jest znad morza, od nas do stolicy trochę bliżej. Mam nadzieję, że przynajmniej podróż na egzamin będzie dla niej w miarę bezstresowa. A ja się wprawiam w kuchni wege 😉 Wczoraj były pieczone warzywa (kalafior, cukinia, papryka, marchewka, cebula, pomidor, czosnek) z serem fetopodobnym i z mieszanką kasz. Szkoda, że nie mogłam poszaleć z przyprawami, bo dziewczyna nie lubi pikantnych dań. Ale Starszy dokończył wszystko 😋  Dzisiaj najprostszy w świecie sos śmietanowo- cebulowo- pieczarkowy z makaronem. Nic bardziej wymyślnego nie byłam w stanie zrobić, bo byłam w pracy. Mam jeszcze pomysł na najzwyklejszy sos z duszonych pomidorów z cebulą i czosnkiem. Szkoda tylko, że nie mogę pofantazjować z przyprawami... Ostatnio jak ugotowałam zupę z soczewicy- to ponoć była za ostra, trzeba było łagodzić śmietaną. Choć ja też nie lubię ostrych rzeczy a dla mnie była w sam raz. Ech... Dlatego dziś w tak stresującym dla nich momencie- już nie szalałam z gotowaniem, tylko poszłam w klasykę.

Od jutra drugie zmiany i późnowieczorne powroty z pracy. Miasto oszczędza na oświetleniu ulic. Jest naprawdę ciemno. Ciekawe, czy nic sobie po ciemku nie wybiję...


3 komentarze:

  1. Pierwsze koty za płoty, nieznanego bardziej się boimy.
    Nazwy niektórych potraw wege mnie śmieszą, moja bratowa zamówiła kiedyś w restauracji stek z kalafiora, wyglądał jak plaster z kalafiora, a kosztował, jak stek ;-)
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój bardzo cierpi, bolą go i biodra i kolana, panicznie boi się iść na operację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę zalogowana dodać komentarza. Mój też się bał, ale w pewnym momencie ból uniemożliwił normalne funkcjonowanie. Do tego stopnia, że parkowanie samochodu jak najbliżej wejścia do klatki schodowej, żeby iść jak najkrócej. Od decyzji o operacji do zabiegu minęło około roku. Inna sprawa, że Ślubny nie śpieszył się ze zbieraniem badań i zaświadczeń. A w międzyczasie stan się pogorszył, coraz gorzej było z chodzeniem. Potem infekcja i kolejne dwa miesiące obsuwy. Ale już po...

      Usuń