Przede mną trudne 5 dni. Tych ostatnich przed urlopem.
Niestety (a może stety?) nie lecimy na Fuerteventurę. Co w związku z bardzo dynamiczną sytuacją na LaPalmie chyba wyszło dobrze. Niby na Fuertę nie docierają na razie pyły z Cumbre Vieja, ale w razie zmiany kierunku wiatru- kto wie? Straszne są zdjęcia stamtąd, straszna jest niszczycielska siła żywiołu.
Lecimy dużo dalej. Trzeba upaść na głowę, żeby w dobie covida lecieć poza Unię Europejską, poza Europę, ba- przez ocean... Obawiam się klimatu, jedzenia, zemsty lokalnego bóstwa... I tego, że oczywiście wylądujemy w "polskiej" strefie, bo kierunek- ze względu na cenę- oblegany... Niby walizka wstępnie ogarnięta, ale przy obecnych temperaturach jakoś trudno powstrzymać mi się przed spakowaniem drugiego polara, dżinsów i ciepłej kurtki. Jeszcze tylko czytnik do naładowania. Przeżyć tydzień w pracy. Dokończyć trzeci sezon "Sex education" (mocny jest... na początku trzeciego odcinka miałam skojarzenia z filmem "Another brick in the wall").
I już...
Ostanie dni przed urlopem dłużą się strasznie, więc trzymam kciuki, ale i przyjemność większa będzie.
OdpowiedzUsuńjotka
Pozostaje życzyć udanego urlopu:)
OdpowiedzUsuńOdpoczywaj, nabieraj sił, ciesz się życiem i ciepłem. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPolskie strefy teraz są w każdym kierunku. Ty skoncentruj się na świetle i temperaturze. Palmy są tam równie cudne.
OdpowiedzUsuńMoże nie będzie źle, czego życzę z całego serducha!
OdpowiedzUsuńAle gdzie, ale GDZIE??? Dominikana? Kuba? Bahamas? I tak zazdroszczę :) Baw się dobrze!
OdpowiedzUsuńWow, ale fajnie... A gdzie?
OdpowiedzUsuń