Miałam wrócić do pracy 2.03, we wtorek. Ale najprawdopodobniej nie wrócę. Chciałam umówić się w medycynie pracy na poniedziałek. Ale okazało się, że pierwsze wolne terminy do lekarza medycyny pracy są... na piątek, 5.03. Jak w zeszłym tygodniu dzwoniłam, żeby się zorientować, to kazali mi dzwonić dziś- jutro. "Bo to praktycznie z dnia na dzień". Tia... Tymczasem... lekarz się rozchorował... I wszystkie bieżące wizyty przeniesiono na następny tydzień... Mam nadzieję, że przynajmniej do czasu tej mojej wszystko się unormuje...
I teraz nie wiem- przedłużać zwolnienie czy brać urlop? Poza tym mam jeszcze sporo godzin nadliczbowych z zeszłego roku do odbioru. Jak ich nie odbiorę teraz- to na "święty-nigdy", bo zamiast ubywać- to ich przybywa... Z drugiej strony- to nie moja wina, że nie mogę się stawić w pracy... Zwolnienie???
=========================================
Jestem w połowie trzeciego tomu cyklu Jonanny Jax "Jeśli nadejdzie jutro". Losy Polaków zesłanych na Syberię i do Kazachstanu w czasie wojny. Czyta się dobrze, lektura jest wciągająca, ale... Albo już za dużo, albo czegoś temu cyklowi brakuje. Jakiejś iskry... Nie potrafię tego dokładnie określić...
wzięcie nadgodzin skutkuje odebraniem sobie tego co może Ci po prostu przepasc, odejść w zapomnienie. A z kolei kontynuacja zwolnienia to znowu niższe wynagrodzenie. Moim skromnym zdaniem lepiej odebrać nadgodziny, a urlop niech sobie poczeka.
OdpowiedzUsuń... No chyba że jest opcja, że za te nadgodziny Ci firma zapłaci.
Myślę podobnie jak Anonimka, w koncu mozesz te nadgodziny jakos wykorzystać.
OdpowiedzUsuń