niedziela, 28 lutego 2021

15/2021

 

Rok temu, w czasie pierwszego lockdownu, musieliśmy kupić maszynkę do strzyżenia włosów. Bo Ślubny nie zdążył do fryzjera, zanim wszystko zamknięto. A ja musiałam nauczyć się obsługi tego urządzenia. Maszynka już dawno się zwróciła, ale ja nie podejmuję się zarobkowego strzyżenia włosów. Mimo, ze nauczyłam się obsługi końcówek i wychodzi mi to (chyba) coraz lepiej... Do wczoraj...

Sama stwierdziłam, że Ślubnemu należy się strzyżenie, bo zarósł za bardzo. Standardowa końcówka nałożona, złapana długość, jedziemy. Raz, dwa, trzy... zaraz, czemu po tym ostatnim posunięciu jakoś się tak nierówno zrobiło?!

Okazało się, że końcówka się obluzowała i przesunęła do oporu. I zamiast zamierzonej 12 mm długości włosa- mamy...3... A strzyżenie zaczęłam od przodu i od środka...  Bo z tyłu głowy, to jeszcze można by było kombinować, że zamierzone...

I nie było innego wyjścia, jak ostrzyc całą głowę na 3 mm. Ślubny nigdy nie miał tak krótkich włosów. Ale stwierdził, że odrosną... I nawet wcale nie był na mnie zły. I stwierdził, że następnym razem też będę go strzygła, bo do fryzjera to już mu się nie chce chodzić.

Tylko szkoda, że jest tak zimno...


1 komentarz: