niedziela, 19 lipca 2020
27/2020
Dzisiaj będzie o książce. Do tego bardzo, bardzo subiektywnie. Z własnej perspektywy.
W porównaniu do losowych lokalizacji- zupełnie inaczej odbiera się lektury, których akcja toczy się w miejscach, które znamy. Nie ruszają mnie Stany czy Brazylia jako miejsce akcji, ale już np taka Warszawa- prędzej. Staram się odnaleźć w topografii miasta. A już jak akcja przeniesie się w miejsce- z którym jestem związana sentymentalnie- to po prostu się rozpływam...
Swoją najnowszą powieść z serii "Kryminałów pod psem"- "Las i ciemność"- Marta Matyszczak umiejscowiła w Płaskiej na Pojezierzu Augustowskim. Byłam tam dwa razy pod namiotem z jeszcze-wtedy-nie-Ślubnym, a i potem już z dziećmi ze dwa razy się zdarzyło. Siłą rzeczy- lepiej wspominam beztroski pobyt pod namiotem, niż uważanie na dzieci...
W skrócie: bohaterowie książki w końcu zamierzają wziąć ślub. Szymon, chcąc zrobić Róży niespodziankę- organizuje imprezę właśnie w Płaskiej. Bo Róża kiedyś mówiła, że była tutaj na fajnych wakacjach... I on chciał jej zrobić przyjemność...
I w przebitkach wspomnieniowych okazuje się, że te wakacje wcale nie były takie "fajne". Róża jako klasowy wyrzutek na doczepkę do szkolnych "gwiazd" (niestety- też to znam z autopsji), wydarzenia wcale nie beztroskie i wakacyjne... A teraz... akcja też zaczyna się od znalezionego w kanale trupa... Jeśli chodzi o organizację wesela- też wszystko jest "nie tak". Okazuje się, że wszystkie wydarzenia z przeszłości łączą się z tymi z teraźniejszości. A Róża spotyka dawnych "znajomych" z tamtych wakacji. Autorce udało się wszystko bardzo zgrabnie połączyć. Humor oczywiście jest, ale więcej jednak bolesnych wspomnień, wzajemnych powiązań... I kilka bardzo satysfakcjonujących momentów. Okazuje się, że "gwiazdorzenie" w szkole średniej niekoniecznie przekłada się na popularność i sukcesy w dorosłym życiu. Że ci, którym w szkole z różnych względów było trudniej- z biegiem czasu lepiej odnaleźli się w dorosłości. Albo przewrotny los tak się poukładał, bo równowaga w przyrodzie jednak musi być zachowana. A fortuna kołem się toczy...
Cóż... nie zdradzę wiele pisząc, że ślub w końcu do skutku doszedł... Tylko... co to za małżeństwo, które od samego początku ma przed sobą tajemnice... Finał zaostrzył mi apetyt na kolejną część, choć przyznam, że przedostatniej części nie czytałam, bo poprzednia mnie nie porwała...
I wisienka na torcie. Czy słyszeliście o zespole "Łydka grubasa"? Krzyżówka dosyć ostrego rocka z prześmiewczymi tekstami. Tak się składa, że u mnie Starszy słucha takich rzeczy. A w czasie, kiedy wszyscy siedzieliśmy przymusowo w domach- zespół zorganizował internetową transmisję swojego koncertu z dobrowolnymi zrzutkami "na bilet". Oglądałam, zapłaciłam ;) Chyba najbardziej znanym utworem tego zespołu jest "ZUS", który dosyć dobrze obrazuje ich styl grania. I teraz wyobraźcie sobie tenże zespół jako kapelę weselną na ślubie Róży i Szymona. Po prostu w tym momencie Marta Matyszczak mnie "ugotowała". Na miękko. Nie wiem, skąd pomysł, ale jaka para- taki zespół weselny :D
Tak... Może gdybym nie była aż tak osobiście związana z miejscem akcji- ta książka nie podeszłaby mi aż tak bardzo. A tak- za wspomnienia, wzruszenia i przemyślenia w trakcie lektury- 7/10. Na pewno nie jest to typowa i leciutka komedia kryminalna, bo aż buzuje od różnych, nie zawsze pozytywnych emocji. Polecam- chociażby dla wyrobienia sobie własnego zdania. I niekoniecznie trzeba znać poprzednie części.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Z polskimi autorkami mam problem, zawsze mi czegoś brakuje lub coś przeszkadza. Dostałam "Motylka" Puzyńskiej, niby zakończenie całkiem całkiem, ale po drodze wiele by poprawić.
OdpowiedzUsuńDam jej szansę, bo może to tylko słabszy początek, a następne okażą się lepsze?
Nie czytałam wymienionych przez Was książek, ale przyznam się,że ja nie potrafię przebrnac przez żadną książkę Cherezinskiej. Ludzie się zachwycają, a mnie staje kością w gardle.
OdpowiedzUsuńTakże lubię wędrować z bohaterami książek po miejscach,które znam i tak miałam z panem Stefanem Dardą,który w topografii jest bardzo dokładny:)
Hm... "Adelajda" jako utwór na pierwszy taniec- wyobrażam sobie minę Róży.
OdpowiedzUsuńŁydkę Grubasa uwielbiam do wszelkich aktywności, dodaje energii (jeszcze więcej energii?)
Książkę oczywiście przeczytam, już leży i czeka, jak tylko pozbędę się niemocy czytelniczej, bardzo lubię czytać o znajomych miejscach albo poznawać nowe i nabierać chęci na ich odwiedzenie