niedziela, 30 czerwca 2019
45/2019
Ostatni dzień czerwca. Mija połowa roku. JUŻ???!!!
Po upojnym zapachu lip nie zostało już nawet wspomnienie. Dzisiaj w bardzo nasłonecznionym miejscu zauważyłam, że jarzębinowe korale mają już lekko pomarańczową poświatę...
Za trzy miesiące będziemy narzekać, dlaczego jest tak strasznie zimno i leje deszcz.
Więc cieszmy się ciepłem i słońcem, póki można :)
Właściwie nie wiem, po co byłam dzisiaj w pracy. Szefowa się uparła... 20 klientów w 6 godzin. Nie zarobiłam na siebie. Jej strata. Przeczytałam pół książki...
A teraz zamierzam ugotować sobie bób, otworzyć chłodne piwo i kontynuować czytanie ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Świetny plan :) Gotujesz bób z koperkiem? Też nie mogę uwierzyć, że już połowa za nami. Dopiero co był sylwester!
OdpowiedzUsuńO! Bobu też bym sobie pojadła! :-)))) Tyle, że bez boczku!
OdpowiedzUsuńNie jadłam bobu sto lat! na zdrowie:-)
OdpowiedzUsuńKupiłam bob w czwartek, cały czas czeka na ugotowane...
OdpowiedzUsuńMasz rację, już jest dzień krótszy i zaraz będą święta, piwo chłodzone czasem pomaga ;)) /u mnie beż bobu, bo nie lubię/
OdpowiedzUsuńJeszcze w tym roku nie jadłam bobu. :( Muszę nadrobić!
OdpowiedzUsuńTeż mam bób na dzisiaj :)
OdpowiedzUsuńLato w pełni, ta jarzębina i u mnie w lekkim pomarańczu, a przecież potrzeba będzie na wczesną jesień :)
Ciekawa jestem tytułów czytanych książek :)
Dopiero lipiec, a już lipy przekwitły, przynajmniej u nas. Coś ta natura coraz dziwniej sobie poczyna, a czas nie ma względu na nasze potrzeby i chęci
OdpowiedzUsuń