wtorek, 12 czerwca 2018

32/2018


Urlop był zdecydowanie za krótki. Nie zdążyłam nadrobić wszystkich zaległości czytelniczych, przeczytać zaplanowanych nowości. Znowu będę ścigać się z czasem. Wpis będzie bardzo długi, jak zwykle z gatunku tych "czytelniczych".
Moim zdaniem- na leżaku w pięknych okolicznościach przyrody należy czytać literaturę albo typowo wakacyjną- lekką łatwą i przyjemną, albo mocno depresjogenną, ciężką, taką, której jesienią kijem byśmy nie tknęli. Nie ukrywam, że preferuję ten pierwszy typ.
Przed urlopem skończyłam trzy kryminały Roberta Bryndzy. Mimo polsko brzmiącego nazwiska- to Brytyjczyk, ze słowackimi korzeniami. "Dziewczyna w lodzie", "Nocny stalker" i "Mroczna toń" sprawiły, ze polubiłam główną bohaterkę- Erikę Foster. Czyta się dobrze, intrygi przyzwoite. Na pewno wrócę do tego autora, jeśli wyjdzie coś nowego.
Potem- "Pacjent" Juana Gomeza Jurado. Zasadzałam się na to chyba ze dwa lata, w końcu nadszedł czas. Moim zdaniem odrobinę przegadane, spokojnie można by skrócić tak o 1/3.  Recenzji w sieci mnóstwo, spodziewałam się chyba jednak czegoś "mocniejszego". Do przeczytania, ale nie powala.
Stwierdziłam, że muszę sobie zrobić przerwę od kryminałów... "Trzecia osoba" Małgorzaty Hayles. Uczucia po lekturze mieszane, ten typ literatury chyba nie do końca jest dla mnie.
I trochę fantastyki: "Wojna starego człowieka" Johna Scalzi. Staroć, ale jakoś do tej pory nie było okazji. Bardzo dobre, muszę ustawić w kolejce do przeczytania drugą część- "Brygady duchów". Nie będę się rozpisywać, o czym to jest, można sobie wyszukać. Warto.
I- nieopatrznie- na przewie śniadaniowej w pracy zaczęłam "Czwartą małpę" J.D. Bakera. To była też książka z folderu "Urlop". Niestety, z gatunku "nieodkładalnych przed końcem". Wszystkie inne zajęcia poszły w kąt, skończyłam w 1,5 dnia. Co do samej lektury- zaskakujące jest dołączenie pamiętnika złoczyńcy, przeplatane z bieżącą akcją. Dzięki temu poznajemy niezbyt normalne dzieciństwo sprawcy i motywy postępowania. Zakończenie w pełni satysfakcjonujące i… dające nadzieję na ciąg dalszy? Jeśli byłby tak dobry- czekam z utęsknieniem.
I już typowo urlopowo... Zaczęłam od trochę cięższych rzeczy- "Żmijowisko" Wojciecha Chmielarza. To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem (tak, wiem, uchowałam się... i wiem też, że ta pozycja jest inna od dotychczasowej twórczości). W trakcie lektury miałam wrażenie, że książka jest mocno "przepsychologizowana", że niepotrzebne jest aż tak dogłębne roztrząsanie uczuć bohaterów. Dopiero po zakończeniu i przemyśleniu pewnych rzeczy uświadomiłam sobie, że absolutnie WSZYSTKO było potrzebne, ze nie ma tam nic nadmiarowego... Mocna lektura, zostaje w pamięci na bardzo długo...
A potem wzięłam się za "dokończenia". Na pierwszy ogień poszedł Robert Małecki i "Koszmary zasną ostatnie". Trzecia i ostatnia część cyklu z dziennikarzem śledczym Markiem Benerem. Cóż... większość rzeczy się wyjaśnia, na koniec "uchylona furtka", że gdyby autor kiedyś chciał wrócić do postaci- to jak najbardziej może. Ale ogólne wrażenie chyba gorsze, niż po dwóch poprzednich tomach. Może dlatego, że tamte czytałam "ciurkiem", a przed tym była przerwa "w oczekiwaniu aż autor napisze dalszą część".
I nadszedł czas na "mroźne" zaległości- czyli Remigiusza Mroza "Zerwa"- ostatni tom cyklu z komisarzem Forstem, oraz "Oskarżenie" i "Testament"- kolejne części z Chyłką i Zordonem. Wrażenia... różne... Co do "Zerwy"- to w pewnym momencie zaczęła mnie męczyć intryga budowana za zasadzie "ja wiem, że on wie, że ja nie wiem, że on nie wie, że ja wiem, że oni wiedzą". I chyba lepiej by się stało, jakby skończyło się na trylogii. Mam nadzieję, że nie będzie "odgrzewanych kotletów" i że to już definitywny koniec. Co do cyklu z Chyłką- autor chyba trochę przesadził z doświadczaniem Zordona. I chyba nie zdradzę za dużo, jeśli przyznam, że czuję niedosyt… A to dlatego -UWAGA- SPOJLERY!!!- że Autor nie dał szansy Chyłce jako matce. Co prawda w jakichś rozmyślaniach Zordona wyjaśnia dlaczego, ale jednak… Ten tom czytałam po dłuższej przerwie od duetu i trochę się rozczarowałam… Za dużo mi tu było grubymi nićmi szytej intrygi, za dużo przemocy, za dużo “wrabiania na siłę”. Co nie zmienia faktu, że na urlopie, na leżaku- czytało się to rewelacyjnie.
Co do „Testamentu”- uczucia… hm… mieszane…  Na pewno nie mogłabym być adwokatem- a Chyłka w zgodzie z etyką zawodową broni do końca, nawet wyjątkowych kanalii… Po trupach do wygranej sprawy…
Książka jak zwykle wciąga jak wir i nie chce wypluć przed końcem. W trakcie lektury byłam prawie pewna, że w kolejnym tomie Chyłka zmierzy się z braćmi Widerami. Zobaczymy… Wolta na końcu daje jednak nadzieję na to, że autor asekuruje się przed statusem „opery mydlanej” i osiągnieciem 1839. tomu…
I jeszcze- nowa książka Małgorzaty Rogali „Kopia doskonała”. Zgodnie z moimi przypuszczeniami autorka zakończyła (przerwała?) serię z Agatą Górską i Sławkiem Tomczykiem na rzecz nowej bohaterki, Celiny Stefańskiej.  Młoda dziewczyna, na jej życie i funkcjonowanie w społeczeństwie kładą się cieniem traumy z przeszłości. Los przynosi okazję odmiany, przezwyciężenia lęków. Napisane lekko, wciągająco. A bohaterka troszeczkę przypominała mi Różę Krull z powieści Alka Rogozińskiego. Ale tylko odrobinkę ;)  Luźne skojarzenie…  Typowa lektura na wakacje, do tego w pięknych krajobrazach Francji.
Nie byłabym sobą, gdyby nie obyło się bez jakiegoś czytelniczego kiksu. Właściwie- po co sięgam po Paulinę Świst, jeśli wiem, czego się spodziewać? Przecież „erotyk sensacyjny” to kompletnie nie moja bajka. Najnowsza książka- „Podejrzany”- pełno wulgaryzmów, „panienki” i inne „latają” na każdej stronie… Przeczytałam, bo byłam ciekawa, jak zakończy się ta historia. Ale nie rozumiem fenomenu autorki, tych gigantycznych kolejek u mnie w bibliotece… Chyba, że „momenty” tak podnoszą zainteresowanie… Zastanawiam się- czy lepiej czytać coś takiego- czy nie czytać w ogóle. Nie polecam…
Z aktualnie czytanych zaczęłam „Przesilenie” Katarzyny Bereniki Miszczuk. Niejako „z rozpędu”, bo za mną trzy poprzednie części cyklu, przeczytane daaaawno…  Nie jest to jednak lektura wysokich lotów, bardziej takie „young adult”, dziejące się w alternatywnej Polsce, w której Mieszko I nigdy nie przyjął chrztu. Niby jest współcześnie, ale pełno wierzeń w bóstwa pogańskie, szeptuchy, boginki… Cały cykl warsztatowo i stylistycznie też nie powala, bliżej temu do szkolnego wypracowania, niż Bookera, ale czytać jak najbardziej się da. Na odstresowanie i oderwanie się od rzeczywistości zdecydowanie się nadaje. Chociaż nie sądzę, żebym chciała to czytać kolejny raz.
Czego nie przeczytałam, a było w planach? Puzyńskiej- Lipowa 8.i 9. Znów czeka, jak cukierek odłożony „na czarną godzinę”. I Marka Stelara- „Niepamięć” i „Niewiadoma” też muszą poczekać „na lepsze czasy”. Na urlop we wrześniu?

Komentarze do wpisu


  • karolinagurazda 2018/06/11 12:11:15

    Nie znam książek Roberta Bryndzy. Wpiszę to nazwisko na listę "Przeczytać" :)
    <(...) jak cukierek odłożony na czarną godzinę> - podoba mi się to porównanie :D
  • aga-joz 2018/06/11 13:24:52

    No to wpadłam- Małecki, Bryndza, Chmielarz w kolejce, "Czwarta małpa" już otwarta i nie doczeka urlopu. Na Mroza ciągle zbieram siły, Świst sobie daruję, chyba nie miałam nawet zamiaru po nią sięgać. Miszczuk kiedyś wpadła mi w ręce, zapowiadała się ciekawie i nawet nie wiem, czemu nie kontynuowałam czytania. A cukierków na czarną godzinę mam coraz więcej, dobrze, ze czytnik jest pojemny
  • krwawasiekiera 2018/06/11 19:09:44

    No to z Czwartą małpą miałaś tak samo jak ja:)
  • cytrynka1 2018/06/12 08:20:20

    - karolina- Bryndza jak najbardziej warty zapoznania.
    - aga- może Miszczuk nie podeszła dlatego, że ma irytujący styl narracji pierwszoosobowej i styl... uczennicy? Spróbuj "Ja, diablica" , "Obsesję", albo "Drugą szansę"- też mają takie wady, ale czytać się jak najbardziej dają. Dwie ostatnie trochę w klimatach psychiatryczno- medycznych...
    - siekierka- :)
  • kogelmogel2 2018/07/23 13:09:35

    Skorzystam z Pani recenzji, rozejrzę się za książkami Roberta Bryndzy i Czwartą małpą. Ja też mam za sobą urlop z kindlem, podobała mi się Lokatorka, Dawna znajoma, Dziewczyna z Brooklynu, Trzy dni jedno życie, Wszystkie stare noże, Izrael oswojony, nawet "Apartament" Danielle Steel, oraz Na końcu wchodzą ninja (tą skończyłam z trudem jest raczej dla współczesnej młodzieży). Przepraszam, że bez autorów, ale ktoś zainteresowany łatwo znajdzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz