piątek, 15 grudnia 2017

49/2017



Grzmi i błyska, nadchodzi trąba powietrzna... Pewnie nadejdzie w sobotę...
Wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym napisane... Lezy sobie grzecznie, na razie w formie pliku na komputerze, i jest przeze mnie cyzelowane i dopieszczane w kwestiach "rażących działań pracodawcy na szkodę pracownika". Czy brak waloryzacji oficjalnej pensji poprzez aneks do umowy o pracę przez ostatnie 9 lat (!!!) również można pod to podciągnąć? Może jednak nie przeginać...W końcu aneks sobie, a pensja... ech... Ale to nie jest TEN główny powód...
Chcę dać furtkę... Dla szefowej... Do wyjścia "z twarzą" z całej tej paskudnej dla wszystkich sytuacji... Ale ponieważ jest to typ człowieka, wg którego mylą się wszyscy inni, tylko nie ona- obawiam się, że z czystej przekory z tej furtki nie skorzysta... Ale- to ona ma więcej do stracenia, niż ja. Bo zostanie sama z techniczką (której już też się ulewa) w siedmiodniowej aptece. Ściągnie do pracy schorowaną matkę- emerytkę, która od 1,5 roku już nie pracuje? Nie mój problem...
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że moja argumentacja na wypowiedzeniu umowy może do niej nie trafić. Wtedy z dnia na dzień nie zjawiam się w pracy bez usprawiedliwienia i dostaję dyscyplinarkę... Trudno. Ale w takiej sytuacji każdemu następnemu potencjalnemu pracodawcy będę zmuszona, niestety, opowiedzieć o konkretnych powodach odejścia. Bo enigmatyczne "różnica zdań w kwestiach zasadniczych" może wtedy nie wystarczyć... Ale- chciałam do końca być lojalna...
Sieciówka, zarówno wielka, jak i prywatna, nie jest może szczytem moich marzeń, ale orientowałam się... W mojej miejscowości są co najmniej trzy wakaty dla magistra...
Wątpliwy "pozytyw" z całej tej sytuacji? Schudłam 2 kilo... Z nerwów. Ale w obliczu tego, że powinnam schudnąć ze 20- to naprawdę nie jest najlepszy sposób na zrzucanie wagi... Poza tym bardzo kiepsko sypiam... Od lekarki rodzinnej, poinformowanej o całej sytuacji,  na ostatniej wizycie dostałam coś na wyciszenie, ale boję się reakcji organizmu... Że będę śnięta cały dzień, albo że wrócą zawroty...
Oby do... środy? Wóz albo przewóz... Jednak bardzo pomaga przelewanie wszystkich bolączek na papier, nawet ten wirtualny... Uspokoiłam się trochę po... napisaniu wypowiedzenia.
Edit: Dosłownie przed chwilą zadzwoniła do mnie Koleżanka, pracująca u konkurencji, którą poprosiłam w poniedziałek o zorientowanie się w sytuacji... Jest wręcz naciskana i molestowana o moje namiary... Może faktycznie czas coś zmienić? Różnica taka, że zamiast 10 minut na piechotę- miałabym 25. Spacery dla zdrowotności, albo... odkurzyłabym po 15 latach prawo jazdy ;) Z drugiej strony- tam najlepiej, gdzie nas nie ma... Może tę decyzję podejmie za mnie... LOS?


 Komentarze

  • nie-okrzesana 2017/12/15 14:30:51

    Kciuki trzymam !!!
  • eldka 2017/12/15 14:43:41

    Ja też.
  • jagniszon *.sta.asta-net.com.pl 2017/12/15 20:48:12

    Kibicuję serdecznie, bo jakże mi bliskie jest marzenie pokazania środkowego palca pracodawcy, ale akurat żadna z ostatnich rozmów o pracę nie zakończyła się propozycją dla mnie, więc zaciskam zęby i czekam, może coś się trafi. Pozdrawiam ciepło, okazuje się, że nie tylko sięgamy po te same książki, ale i boksujemy się z pracodawcami podobnie;-)
  • aga-joz 2017/12/15 23:07:45

    Powodzenia, oby wszystko poszło po Twojej myśli i najlepiej bez stresu
  • krwawasiekiera 2017/12/16 10:10:08

    Czasem dobrze jest wyjść ze znanego i w jakimś tam sensie - mimo wszelkich minusów - bezpiecznego układu. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!:)
  • kobietawbarwachjesieni 2017/12/16 11:39:36

    Czasami zmiany dobrze robią. Niech Twoja szefowa pomartwi się o nowego pracownika. Dobrze jej to zrobi. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz