poniedziałek, 23 stycznia 2012

04/2012



I mamy nowego starego prezesa rady aptekarskiej. Ech...

Ponoć mamy zaostrzyć strajk, pracować "po włosku". Odsyłać...
Strajk miał sens razem z lekarzami, ale wtedy nikt nie miał jaj, żeby wrzasnąć, że nie wolno nas tak traktować. Pan prezes potrafił tylko potakiwać. A teraz- nic się już nie da zrobić. Abolicji dla aptekarzy nie będzie. Bo po co? Pieniądze z systemu najłatwiej wyciągnąć z apteki. Zasada "dziel i rządź" jak najbardziej ma swoje odzwierciedlenie...

U nas pewnie będzie to wyglądać tak, że od "tubylczych" lekarzy będziemy realizować wszystko "jak leci". Żaden strajk. A potem... płaszczyć się, żeby szanowny pan doktor poprawił. Najbardziej boli fakt, że recepty z aptek bezpośrednio przy przychodniach są poprawiane "z pocałowaniem ręki", a z innych- z łaski.
Dlaczego tak się dzieje?
Bo współwłaścicielem apteki przy przychodni jest żona- mąż- syn- córka (niepotrzebne skreślić) - współwłaściciela tejże przychodni. Wszystko w majestacie prawa, rozdzielność majątkowa itd... A potem pacjent po wyjściu z gabinetu jest brany za rączkę przez pielęgniarkę i prowadzony do apteki żony pana doktora, "bo to tak blisko i w tym samym budynku i wszystko będzie i tanio". I nieważne, że pacjent nie chce. I nieważne, że reklama aptek od 1.01 jest zakazana. Odsyła się do "swojej", ze "swojej" się poprawia, wszystkie inne są be...

Pacjenci nam mówią... Pani doktor odsyła do apteki syna, pan doktor odsyła do apteki żony...
Normalnie nagrać i przesłać do CBA...

Jak w takiej sytuacji można normalnie funkcjonować ???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz