Święta, święta, prawie po świętach...
Wróciliśmy ponad tydzień temu. I tak lekko licząc- żeby się ogarnąć na tip-top do świąt, zabrakło mi tygodnia. Ale cóż... święta i tak się odbyły, niezależnie od nieumytych okien i niedokończonego prania powyjazdowego. A najlepiej- przydałby się jeszcze tydzień wolnego. Tia... Na szczęście za miesiąc kolejny urlop z wyjazdem. I potem już praca non-stop do października.
Marsa Alam. Wyjazd baaardzo udany. Hotel wielkościowo raczej z tych mniejszych, praktycznie brak atrakcji dla dzieci, w związku z tym i dzieci było mało. Plaża z łózkami plażowymi, wiklinowymi parasolami i wiklinowymi parawanami. Miejsca na full, zero rezerwacji o chorych porach. Tylko wiało... Pierwsze trzy dni i ostatnie trzy. Ostatnie dni na plaży leżałam w koszulce. Tydzień w środku był super :) Mieliśmy świetny pokój, teoretycznie z widokiem na ogród, ale to było drugie piętro. I mieliśmy widok na morze między budynkami, stojącymi w pierwszej linii. Mogło być gorzej, mogliśmy trafić ciemny pokój na poziomie "0", z bezpośrednim wyjściem z tarasu na ścieżkę. Tak, że absolutnie nie mamy powodu do narzekań. Poza brudzącymi na balkon gołębiami, które pod daszkiem miały swoją "noclegownię". Wystarczyło zgłosić na recepcji, balkon był sprzątany codziennie i chyba ze 3 razy miał malowane ściany z powodów wiadomych... Jedzenie takie sobie, ale "zemsty" nie było. Po prostu, po uświadomieniu sobie, że żadnych sałatek typu "recycling śniadania na lunch i kolację" i potrawek w sosie- było w miarę bezpiecznie. Mięso tylko świeżo smażone lub grillowane, frytki, warzywa z wody. Warzywa typu pomidory, ogórki sałata były naprawdę świeże. Owoców mało. Zęby myliśmy kranówką, nic nam nie było.
Przy plaży pomost, pod pomostem nieduża przepiękna rafa koralowa, jeszcze żywa i kolorowa. Te wszystkie super kolorowe rybki można było oglądać z pomostu, w tym tygodniu spokojnego morza było je doskonale widać. Ja w ogóle nie pływam, ale Ślubny snurkował, i czuł się "jak w tropikalnym akwarium".
No i wycieczki. Luxor, świątynia w Karnaku, Dolina Królów, kolosy Memnona...
Zdjęć nie będzie. Wszystko można wygooglać. A ja stwierdziłam, że albo robię zdjęcia, albo chłonę wszystkimi zmysłami i staram się zapamiętać jak najwięcej. Największe wrażenie robią kolumny w świątyni w Karnaku i zachowane kolory malowideł w grobowcach Ramzesów w Dolinie Królów. I okazuje się, że owszem, w prostej linii z Marsa Alam do Luxoru jest bliżej, niż z Hurgady. Ale droga biegnie naokoło i to z Hurgady jest bliżej... jechaliśmy 5 godzin w jedną stronę. Z lokalnym biurem, małym busikiem, kierowca grzał średnio 120/h, momentami więcej...Niby jest krótsza droga, ale zamknięta... Tak, że jak ktoś ma plany na Luxor, to w kwietniu jeszcze temperaturowo daje się wytrzymać (choć i tak jest bardzo gorąco), ale jako bazę wypadową na wycieczkę lepiej wybrać Hurgadę...
cdn... (może, jak będę miała chwilę wolnego w samotności)...
Moja znajoma jest teraz w Egipcie z całą rodzina, pojechali na święta w 8 osób. Ciekawa jestem jej wrażeń.
OdpowiedzUsuńczyli odpoczęłaś a upałów nie było. bo wiesz w takim strasznym upale to zero odpoczynku. w zasadzie. nie byłam w świątyni w Karnaku. to jeszcze przede mną. no i dwa tygodnie to nie 8 dni. Ja tam chyba na emeryturze wyląduje na dwa tygodnie a może i dłużej, dopiero, żeby porządnie pozwiedzać. My jechaliśmy dokładnie tyle samo z przerwą w jakimś dziwnym miejscu na siku za łandolar, jedzenie i pamiątki.
OdpowiedzUsuńNo jak to nie byłaś w Karnaku. A te Twoje zdjęcia w alei sfinksów i pod tymi monumentalnymi kolumnami? To jest właśnie to. Jak zobaczyłam te zdjęcia, to właśnie wtedy zachciało mi się obejrzenia tych cudeniek na własne oczy. https://teatralnaforma.blogspot.com/2024/08/spenienie-pragnien.html Ale jesteś usprawiedliwiona, bo w kwietniu było gorąco, a w lipcu sobie nie wyobrażam. Sandały to pikuś. Mózg zlasowany na maxa, nie odważyłabym się.
UsuńPomyłka jskas fatalna 🙈w samej światyni luksorkiej nie byłam przejezdzalismy obok. Następnym razem.
Usuń