Mam ja sobie kartę kredytową. Ot- taką z innego banku, zupełnie niezależną. Od 25 lat. Bank wtedy wchodził z wielką pompą na rynek i zrobił promocję dla lekarzy i farmaceutów. Że niezależnie, bez wpływów comiesięcznych, bez konta- ale i tak damy kartę kredytową. Z bardzo dużym jak na ówczesne czasy (w sumie dzisiejsze też) limitem. (W moim obecnym banku mam dużo mniejszy). Raczej na pewno nie dostarczałam zaświadczenia o zarobkach męża, nawet nie pamiętam, czy potrzebne było moje. I jak się zakupy spłacało w terminie- to oczywiście bez prowizji, tylko koszt ubezpieczenia procentowo od wydanej kwoty. Skorzystałam wtedy kilka razy, potem kartę traktowałam jako - w domyśle- awaryjną skarbonkę, na szczęście nigdy nie musiałam z niej korzystać. Użytkowanie karty "za gotowość" było płatne co miesiąc, w pewnym momencie chciałam zrezygnować. Wtedy bank zmienił kartę na bezpłatną, zostawiając ten sam limit kredytowy. I tak to się działo. Karta sobie leżała w bezpiecznym miejscu, bank z utratą terminu ważności starej co kila lat przysyłał nową, bez ponagleń i występowania o wznowienie, czasem się dziwiłam: "to już czas na nową?".
I oto ze dwa miesiące temu bank przysłał pismo (analogowe- do skrzynki), że życzy sobie zaświadczenie o moich zarobkach. A że do banku mam podpięty dostęp elektroniczny przez komputer- może być i tą drogą. Mogą być potwierdzenia przelewów od pracodawcy, z macierzystego banku. Po jakimś tygodniu od wskanowania dokumentu zadzwoniła pani, wypytała o "codzienne wydatki" "celem weryfikacji zdolności kredytowej". Sprawa ucichła.
Do dzisiaj. Właśnie ze skrzynki pocztowej wyjęłam dokument o wypowiedzeniu umowy o kartę kredytową przez bank. Z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Moja zdolność kredytowa została oceniona negatywnie. Nie, że może zmniejszyć limit. Nie- i już. Nie potrzebują klienta- widmo.
Nie- to nie. W sumie nie są mi potrzebni do szczęścia.
Zastanawiam się, że wtedy od ręki i bez formalności dali młodej farmaceutce "na dorobku", z kredytem mieszkaniowym, jednym dzieckiem w wieku przedszkolnym i potencjalnie następnymi- kartę z tak wysokim limitem. A teraz, kiedy już nie mam żadnych kredytów i zobowiązania teoretycznie coraz mniejsze- moje zarobki jak widać są zbyt nędzne na to, żeby dać mi jakikolwiek kredyt "w plastiku".
Ale miło było mieć taką poduszkę finansową. I po 25 latach trochę żal...
"Zwariowane podwórko" gdzie nie spojrzeć. Pewnie, że żal...
OdpowiedzUsuńPolityka bankowa bywa niezrozumiała, zresztą inne firmy tez mają podobnie czyli dbają tylko o nowych klientów, niestety.
OdpowiedzUsuńjotka