Poniedziałek po długim i leniwym weekendzie zaczął się kiepsko. Przebudzeniem o 5 i kłopotem z powtórnym zaśnięciem. Druga zmiana, mogłabym pospać... Może to była wina wczorajszej dosyć późnej i obfitej rodzinnej kolacji? Pamiętać- czosnek na noc to zło... Poczytałam godzinkę i udało się jeszcze przysnąć- ale ciężkim snem z jakimiś koszmarami...
Ponownie obudził mnie Starszy koło 8.30 - który zamiast wyjechać wczoraj wieczorem- zdecydował się na podróż przedpołudniową. Półprzytomny, tłukący się po kuchni, gotujący jeszcze jajka na śniadanie i pakujący się w tzw. międzyczasie... To tygrysy zdecydowanie lubią, oj tak... Do tego zdecydował się jechać autobusem przelotowym, z przystanku "na żądanie", wyszedł na styk... Nie, w ogóle się nie denerwowałam... wcale.
A potem Ślubny przenosił swoje przejściowe "biuro" do pokoju Starszego i odkrył zapomniany zasilacz do laptopa... Tia... Szybka akcja z gonieniem autobusu na szczęście się powiodła. Starszy tłumaczył się ogólnym niewyspaniem- ale litości... Pora- praktycznie środek dnia roboczego. Za chwilę skończy studia i (mam nadzieję) pójdzie do stałej pracy. I wtedy takie rozmemłanie nie przejdzie. Gdzie popełniliśmy błąd wychowawczy?
W ogóle jestem podenerwowana, rozedrgana wewnętrznie... Dzisiejszy poranek nie pomógł w wyciszeniu. Wyczekuję czwartku. W czwartek Ślubny wyjeżdża na turnus rehabilitacyjny. Niedaleko i pewnie będzie wpadał na przepustki. Ale cały czas jestem w stresie, żeby nic nie podłapał, nie rozchorował się, żeby ta rehabilitacja w końcu doszła do skutku. A ja w końcu odsapnę. Może... Dzieci zdeklarowały, że raczej nie przyjadą na weekend. W sobotę pracuję rano, ale szykuje się perspektywa popołudnia i niedzieli w samotności i spokoju. Po prostu jest mi to potrzebne. Dla higieny psychicznej.
A teraz leje deszcz... Najchętniej poszłabym spać. I wcale, ale to wcale nie chce mi się szykować do pracy...
Jak wyjdą spod naszych skrzydeł to sami zaczynają się ogarniać, serio :)
OdpowiedzUsuńSpokoju zatem i odpoczynku :)
OdpowiedzUsuń