Od kilkunastu lat kupowałam jajka na miejscowym bazarku. Od - po tylu latach- znajomego Pana. Nic szczególnego, żadne tam "szczęśliwe kury", jajka- zwykłe fermówki, ale duże i dobre. Tak się przyzwyczaiłam, że jak musiałam kupić gdzie indziej- to mi nie smakowały, jakieś takie inne. I nie miało znaczenia- "trójki" czy "zerówki". Nie - i już, bo nie były od Pana Krzysia. Ostatnio kupowałam w sobotę tydzień temu, ale że przerób mieliśmy większy- to w tę sobotę znowu chciałam. Idę na stałe miejsce... Inny pan, koperek i rzodkiewka w asortymencie...
- A gdzie pan, który handlował jajkami?
- Nie ma. I już nie będzie. Zmarł nagle w poniedziałek, w piątek był pogrzeb...
Szok i niedowierzanie. Ale jak to???!!!
Pan był w sumie w moim wieku, może ze trzy- cztery lata starszy, ale to max...
Szkoda Człowieka...
Nie znasz dnia ani godziny. Przykre to.
OdpowiedzUsuńzalogowany komentarz pewnie w spamie...
OdpowiedzUsuńjotka
a po ile jajka u was?
OdpowiedzUsuńPrzykre i niespodziewane...
OdpowiedzUsuń