Jak nadchodzącej w niedzielę zmiany czasu nie cierpię- tak w tym roku wyczekuję jej z utęsknieniem. Nie pamiętam, kiedy- i czy w ogóle- miałam takie kłopoty ze wstawaniem na pierwszą zmianę. Niby nie kładę się późno, bo 22.30-23, ale pobudka o 6. rano to jakiś koszmar... Budzik wyrywa mnie z absolutnego niebytu i dłuższą chwilę zajmuje mi dojście, gdzie właściwie jestem i co tutaj robię...
Czyżbym jeszcze cały czas odczuwała jetlag po urlopie? Trochę przydługo...
Dopóki pracowałam to zmiana czasu bardzo była korzystna, oj bardzo...
OdpowiedzUsuńTrzymaj się i nie daj się - jak mawiał mój tata 🙂
Ty się ciesz, że możesz spać! Już dawno nie budził mnie budzik, nawet nie nastawiam...
OdpowiedzUsuńjotka