Walizka spakowana. Moja. Bo Ślubny swojej nawet jeszcze nie wyjął. Jak zwykle. Całą sobotę przesiedział w pracy, cały wczorajszy dzień pracował w domu. Kładłam się spać około 23.30. Nie wiem, o której się położył... A o której wróci dzisiaj? Czy jutro? A jutro rano ruszamy, przynajmniej teoretycznie...
Mi na finał przedwyjazdowych przygotowań przyszło przypilnować dzisiaj planowej wymiany wodomierzy. A absolutnie nie mogę się dziś spóźnić do pracy. Macherzy umówieni na konkretną godzinę, powinni zdążyć, ale wiadomo? Wiem, że w jednej łazience poprzednio był jakiś cyrk z wymianą. Kolejny stresik. Młodszy ma jutro egzamin - zdalny z domu, najwyżej będzie musiał dopilnować fachowców...
Szkoda, że tempo życia jest takie, że nie mogę się powoli przyzwyczaić do myśli o urlopie i się nią nacieszyć. Tylko "pstryk"- twardy przełącznik trybu "tyraj- odpoczywaj". To nie jest dobre...
Udanego wypoczynku. A w czasie deszczu tylko dzieci się nudzą:)
OdpowiedzUsuńKońcowa uwaga bardzo słuszna.
OdpowiedzUsuńU mnie też jest ten "pstryk" mimo
że jestem już na emeryturze.
Pozdrawiam.
Życzę jak najlepszego naładowania akumulatorów! :-))))
OdpowiedzUsuńU nas kiedyś wymiana wodomierzy skończyła się wymianą rur w toalecie, ale absolutnie Ci tego nie życzę!
OdpowiedzUsuń