Już pisałam, że mój laptop dokonał żywota... Jakiś czas funkcjonował jeszcze jako komputer stacjonarny, popodpierany książkami. Złożyć się nie dawał. Ale ile można? A może jednak naprawić? Stary laptop Starszego nie do końca mi "leży", mnóstwo jego studenckich programów, niby mówił, że można nawet sformatować, ale to "nie moje". Do tego windows 8...
- Ale wie pani, ja tak pani bez diagnozy i obejrzenia to nie powiem, trzeba przynieść...
Decyzja- z-minuty-na -minutę. Nie zdążyłam wszystkiego zgrać, ale nawet jeśli nie zdecyduję się naprawiać- to przecież wróci... Monitor podparłam 3 ręcznikami od strony klawiatury, w miarę sztywno owinęłam wielkim ręcznikiem kąpielowym. I takiego gustownego "cukiereczka" w wielkiej niebieskiej torbie ze skandynawskiego sklepu wyposażenia wnętrz Młodszy zaniósł "na oględziny". Dobrze, że blisko.
Następnego dnia telefon...
- Do wymiany są zawiasy, popękały wszystkie mocowania, kleić się tego nie da, spód, klapa też jest pęknięta. Do tego czyszczenie, bo mało w życiu widziałem brudniejszych laptopów (no wiem, mój ulubiony sposób jedzenia śniadania - w fotelu z lapkiem na kolanach...). Plus ramka naokoło monitora. To będzie kosztować... (tutaj padła kwota...). Dobrze, że siedziałam...
- To ja się jednak chyba nie zdecyduję...
- To proszę przyjść odebrać...
W tzw międzyczasie obejrzałam sobie poleasingowe używane pancerne laptopy na allegro. I już się prawie zdecydowałam, że kupię sobie taki w prezencie pod choinkę...
Następnego dnia odebrałam komputer. Trochę się zdziwiłam, że jest zamknięty, ale może panowie coś zrobili i się dało? Postawiłam na szafce i 2 dni nie miałam kiedy do niego zajrzeć. Bo jakoś się "dotarliśmy" z laptopem Starszego, oczywiście ze świadomością "tymczasowości..."
No i zonk. Bo panowie w serwisie zamknęli mojego starego lapka "na amen..." Otworzyć się już go nie da, co najwyżej można wyjąć dysk i zgrać dane... A przecież można było korzystać. Wkurzyłam się...
- Postawił mnie pan przed faktem dokonanym, bo utraciłam dane ( nie spisałam danych logowania, nie wrzuciłam w chmurę, nie chce mi się tego reanimować...). trzeba mnie było uprzedzić, że już się nie da go otworzyć... Jak już go będzie pan otwierać i czyścić, to niech pan mu dołoży pamięci. I liczę na bonifikatę za brak wszystkich informacji...
Jak mam w połamańca zainwestować, to niech mi przynajmniej jeszcze rok-dwa posłuży. We względnym komforcie użytkowania, bo zauważyłam, że ostatnio jakiś taki wolny się zrobił... Dobrze, że jeszcze nie zamówiłam tego nowego-starego komputera... Jakoś tak miałam opory, że to nie do końca będzie moje...
I tym sposobem czekam... Jeszcze cały przyszły tydzień...
Mój lapek też dokonał żywota w tym roku, i po prawie dziesięciu latach użytkowania poszedł w odstawkę. Nabyłam drogą kupna nowy, ma 10-tke i śmiga jak ta lala!
OdpowiedzUsuńStary leży i czeka, czy ktoś by go nie chciał, ale on ma siódemkę, i potwornie się ślimaczy. Jak chcesz, to bierz!