Jak nie urok, to... ucho...
Ślubny wyciągnął Młodszego w niedzielę na basen. I Młodszy nawet chętnie poszedł. Tylko dziś o 5. rano mieliśmy pobudkę o coś przeciwbólowego, bo Młody wytrzymać nie mógł z bólu i prawie płakał... Do tej pory problemów z uszami nigdy nie miał, nawet jako dziecko. Niestety, musi być ten pierwszy raz...
Z laryngologiem na naszej wsi ciężko... Lekarz w POZ nawet nie obejrzy, tylko wystawi skierowanie przez telefon i każe szukać specjalisty. Najwcześniej za tydzień, prywatnie oczywiście. Kogo bolało ucho ten wie, że parę godzin ciężko wytrzymać, a co dopiero parę dni... Do tego w perspektywie nasz wyjazd... I Młody też chciał wyjechać...
Zorganizowałam Ślubnemu dzień i zamówiłam wizytę w Medicoverze w stolicy. Tam, gdzie było najwcześniej. Ślubny wściekły, bo przed urlopem oczywiście ma masę pracy, a tu jeszcze robienie za Ubera dla Młodego mu się trafiło... Komunikacją miejską Młody nie dojedzie, mimo wziętych środków przeciwbólowych nie da rady...
Pojechali... A ja się stresuję, czy zdążą...
A poza tym dziś wyniki matur... Ciekawe, czy Młodemu udało się poprawić cokolwiek...
Retyyyy. Jak tam wyniki?
OdpowiedzUsuńTo pisz szybko: jak ucho i jak matura!
OdpowiedzUsuńŁomatko, za Jotką dopytuje o to samo, jak ucho i wyniki?
OdpowiedzUsuńŁomatko, za Jotką dopytuje o to samo, jak ucho i wyniki?
OdpowiedzUsuń