wtorek, 4 sierpnia 2020

29/2020


Marzę o urlopie... Na razie to tylko marzenia, bo urlopuje się szefowa. Niby nigdzie daleko, ale przez to spędzam po 10 godzin w pracy i czuję się masakrycznie zmęczona. I nie mówcie mi, że to niezgodne z kodeksem pracy. Bo gdybym się nie zgodziła, to obie za bardzo nie miałybyśmy dokąd wracać... A tak to może zarobię chociaż na siebie...
Wczesne wstawanie skutkuje tym, że zamiast o 6. na budzik- budzę się sama dużo, dużo wcześniej. Dziś była 4.15. I już zero spania, mimo usiłowania jakichś tam technik itd... Niby chodzę spać koło 22, ale 6 godzin to dla mnie zdecydowanie za mało... I czuję, że długo tak nie pociągnę...
Oby do końca tego tygodnia w trybie dziesięciogodzinnym. I potem jeszcze "normalny" tydzień...
I... może gdzieś wyjedziemy... Półtora tygodnia? W kraju na razie... Bo urlop w domu- to żaden urlop. Zaraz się człowiek bierze za zaległe sprzątanie itd... A i praca, szczególnie w wypadku Ślubnego, potrafi bardzo natrętnie o sobie przypominać...
W obecnej sytuacji epidemicznej pod gigantycznym znakiem zapytania stoi zarezerwowana Fuerteventura w drugiej połowie września. Nawet jeśli- już wiem na pewno. że to nie będzie TEN hotel, bo jeszcze nie ruszył po zamknięciu... Pewnie biuro- o ile w ogóle dojdzie do wyjazdu- przeniesie nas gdzie indziej... A wybór w podobnej kategorii cenowej jest... hm... taki sobie...  Poczekamy, zobaczymy. Trudno jest w tej chwili przewidzieć, co w związku z pandemią wymyśli rząd nawet za trzy dni, a co dopiero mówić o perspektywie półtora miesiąca? Poza tym- do tej pory biuro wymagało całości wpłaty 30 dni przed imprezą. Jak będzie teraz, kiedy ciężko jest przewidzieć co będzie za tydzień? Nie chciałabym "uziemić" kilku tysięcy złotych za wycieczkę, która nie dojdzie do skutku z przyczyn "zewnętrznych" i potem czekać pół roku na zwrot, bo takie niestety jest obowiązujące obecnie prawo. I nie mam tu w tej chwili na myśli ryzyka zachorowania, zanim wylecimy, bo ono też jest. Raczej- ogólny zakaz lotów akurat tam... Przekładanie terminów na "święty-nie-wiadomo-kiedy" tez mi się niezbyt uśmiecha... Nie jesteśmy zawieszeni w próżni i oboje niestety nie możemy brać urlopów wtedy, kiedy chcemy- tylko zgodnie z jakimiś tam harmonogramami... I (BARDZO) bym chciała, i sie boję...

I zimno mi się robi na myśl o październiku. Kolejnego semestru zdalnych studiów z dorosłymi dziećmi na pokładzie chyba po prostu nie zdzierżę.... Z drugiej strony wiem, że w domu są jednak mniej narażeni na zakażenie., niż na uczelni i w akademikach. I tak to kółko się zamyka... Tak źle i tak niedobrze... Takie "gdybanie", a wirus i tak zostanie z nami, czy tego chcemy, czy nie...





6 komentarzy:

  1. My też z tym urlopem mamy zagwozdkę... A urlopowanie w domu to do bani jest. Taka prawda.

    OdpowiedzUsuń
  2. I takie właśnie dylematy nie wpływają dobrze na psychikę, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, urlop, w tym roku wybitnie ciężko cokolwiek zaplanować, a odpocząć wręcz trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też odpocznę za dwa tygodnie. Cztery dni nad morzem ! Sama nie wiem czy naprawdę chce mi się tego wyjazdu, ale to lepsze niż mycie okien jak sama wiesz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciężko cokolwiek zaplanować, niestety!
    Może jednak coś się uda załatwić w kraju takiego, że nie będziecie musieli siedzieć jak na węglach!
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  6. My tegoroczną Tunezje przełożyliśmy na wrzesień przyszłego roku. A w tym czekamy, co się wykluje. Mamy chytry plan, żeby wyjechać gdzieś, gdzie ciepełko, w grudniu na święta i nowy rok. Ale na razie nic nie wiadomo.
    Jak się pracuje, to rzeczywiście urlop w domu nie jest dobrym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń