poniedziałek, 22 czerwca 2020

24/2020


Przeleciał kolejny tydzień, kolejny weekend...
Duchota, mokro, "menopauza w pakiecie". Jak biorę się za jakąś robotę w domu, to po minucie wyglądam, jakbym właśnie wyszła spod prysznica. Co otworzę dachowe okna żeby przewietrzyć, to jeszcze prędzej zamykam, bo pada...  Chociaż- może trochę poprawi się sytuacja z wodą, niech pada... Przynajmniej nie żałuję, że chodzę do pracy.
W pracy po staremu, jakoś dajemy radę. Od następnej soboty mam całodzienne maratony przez 10 dni, bo szefowa wyjeżdża. Zeszłoroczna rezerwacja nad polskie morze. Mnie się w tym roku wiosną nie udało wyjechać... Jeszcze chyba w żadnym roku nie miałam o tej porze niewykorzystanego urlopu z poprzedniego. W tym- mam. I wcale mnie to nie cieszy, bo pierwszy możliwy termin jakiegokolwiek wypoczynku dla mnie to według harmonogramu- druga połowa sierpnia. Może by się i dało wcześniej, ale mąż nie dostanie urlopu... Nie chce mi się brać wolnego "dla idei", bo pewnie zamiast wypoczywać- wzięłabym się za porządki w mieszkaniu Mamy. Nie po to mam urlop. A na samotny wyjazd, nawet na 2-3 dni, w obecnej sytuacji nie mam ochoty.
Starszego boli przymusowa wyprowadzka z akademika, do tej pory brał na wakacje, płacił za siebie, nie wtrącałam się. W tym roku pozostanie na wakacje- tylko za zgodą rektora. Nawet nie pisał podania, bo nie ma wystarczającej motywacji. W grę wchodzą tylko praktyki i kończenie prac dyplomowych. A to że "nie chce mi się wozić bambetli w tą i z powrotem"- to nie argument...
Młodszy w środę idzie na maturę rozszerzoną z fizyki. Oczywiście "z marszu", o jakiejkolwiek nauce już dawno zapomniałam... A potem... znów się będzie rekrutował. Mam nadzieję, że tym razem wybór będzie bardziej przemyślany. Bo nie chciałabym, żeby stracił kolejny rok...

Czy ja jestem wyrodną matką, że marzę, żeby dzieci wyjechały na co najmniej dwa tygodnie?
Od marca siedzimy non-stop we czwórkę i zaczyna mi to trochę doskwierać...
Jednak pełnoletnie dzieci powinny mieszkać osobno... I nie przypominam sobie, żebym miała "syndrom pustego gniazda". Wręcz przeciwnie ;) 


6 komentarzy:

  1. Nie, nie jesteś! Miałam tak samo kiedyś. Nie, wcale nie żałuję tego, że nie chciałam ich momentami widzieć! To nam wszystkim na dobre wyszło!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przynajmniej ten urlop masz. Mnie zmuszono do wykorzystania swojego, pod rygorem zwolnienia i to w czasie kiedy nie wolno było opuszczać mieszkań i wyjść do lasu.

    OdpowiedzUsuń
  3. To naturalne, żeby dzieciaki się usamodzielniły, to już odrębne byty, czasami denerwujące.
    Pandemia i kapryśna pogoda, wiele niewiadomych, to i nie żal, że bez wyjazdu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja syndrom pustego gniazda odczuwałam ...przez miesiąc po wyprowadzeniu się dzieci. Potem to już tylko cieszyłam się spokojem i ciszą;).
    Na wczasach w Polsce wszędzie tłoczno, drogo no i pogoda nie pewna - lepiej i wygodniej odpoczywać w domu, a chłopców wysłać na wczasy;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Urlop w drugiej połowie sierpnia to termin idealny na wypoczynek nad morzem. W tym czasie dzikie tabuny turystów najczęściej wyjeżdżają, a na plażach pozostają tylko nieliczni przyjezdni i "tubylcy" (czyli np. ja). Pogoda najczęściej jest wspaniała. Końcówka sierpnia i wrzesień to nad morzem czas idealny. Warto wypróbować taki termin, zwłaszcza jeśli zależy Ci na wyciszeniu i prawdziwym naładowaniu baterii :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty wyrodna? Ty zmęczona. Wszyscy musimy odetchnąć, od siebie też :)

    OdpowiedzUsuń