poniedziałek, 27 stycznia 2020

5/2020


Mam gigantyczne zaległości filmowe.
Ich miarą jest to, że w sobotę po raz pierwszy w życiu oglądałam... "Listy do M."
Do polskich produkcji nigdy mnie nie ciągnęło, a ten film włączyłam przypadkiem...

...i siedziałam przed telewizorem do końca ...i zryczałam się jak bóbr... I już się nie dziwię, że są tacy, którzy oglądają ten film co roku przed świętami...

A wczorajsze popołudnie i wieczór z kolejną zaległością- "Harrym Potterem i Insygniami Śmierci". Niby kupowaliśmy wszystkie DVD jak się ukazywały, ale jakoś nie było okazji. W TV łatwiej...
Książka jest mroczna, ale film jeszcze bardziej... Nie przypuszczałam, że aż tak...


7 komentarzy:

  1. To ja z tych oglądających Listy do M, co roku. Wszystkie 3 części i za każdym razem oczy w mokrym miejscu. Pozdrawiam..

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oglądałam trzeciej części, ale napewno będzie powtórka w tv.
    Ciepłe z Puchatym podsyłam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Listy do M. tez obejrzałam i drugą część także.
    H.Pottera oglądamy wszystkie powtórki, mój ulubiony bohater to Nevil Longbottom. Może i mroczne, ale mądre i emocjonalne...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam takie same zaległości jak ty. Przegapiłam jednak i tym razem. Wiem, że druga część za tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam jeszcze większe zaległości niż Ty...

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja sobie w ramach retrospekcji obejrzałam kolejny raz "Układ zamknięty". I zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie niż kilka lat temu. A polecam Kursk i serial Czarnobyl.

    OdpowiedzUsuń
  7. A, jakoś do Pottera,ani do Listów do M. mnie nie pociąga.
    Ale sięgam po inne, pomagają się odstresować, czasem nawet głupawe komedie romantyczne są super😀

    OdpowiedzUsuń