sobota, 12 października 2019

73/2019

Taka sytuacja w pracy.
Przychodzi znajoma babka, mamuśka z rodzaju "nawiedzonych". Recepty, leki dla córki. Krajowa profesorska sława dermatologiczna, na recepcie najsilniejszy (i de facto najskuteczniejszy) z obecnie stosowanych doustny lek przeciwtrądzikowy, w dwóch dawkach, do leczenia przewlekłego (inne nie ma sensu). Lek o bardzo wielu obostrzeniach w stosowaniu, wymagający ścisłej kontroli, z wieloma działaniami niepożądanymi. I wiek pacjentki... 14 lat. I co ja na ten temat sądzę?
- Bo wie pani, to jeszcze dziecko i ja się zastanawiam, czy truć córkę tą chemią... Bo ona ma TRAGICZNY ten trądzik...
(Skoro tragiczny, to tragiczny... Pewnie ropne wykwity, podskórne bolesne nacieki zapalne...nie wnikam głębiej, (MÓJ BŁĄD - okaże się później), ale temat drażliwy... Może się zdarzyć i w takim wieku... Córki do ewentualnej weryfikacji przeze mnie "tragiczności" trądziku brak...)
- Wie pani, lek jest silny. Ale była pani u lekarza, lekarz widział stan skóry pacjentki, widocznie uznał, że sytuacja jest na tyle poważna, że trzeba zastosować takie a nie inne leczenie.
- Bo ona się już nawet wstydzi chodzić do szkoły...
(w sumie w wieku 14 lat jeden pryszcz urasta do rangi tragedii, ale nie mnie oceniać...)
- To ja bym chyba się zdecydowała... Chociaż nie widzę córki, i nie będę się wypowiadać co do zasadności leczenia, skoro nie wiem, jak to wygląda...
- Niech mi pani wierzy, jest tragicznie...
(Nie widzę stanu skóry, ale nie będę podważać kompetencji lekarza. On to widział i zdecydował o leczeniu... kontrowersyjnym w tym wieku, ale jednak...To przepisała pani PROFESOR światowej sławy, a kim ja jestem? prowincjonalną farmaceutką co najwyżej...)
Zamawiamy, bo nie mamy na stanie, do odbioru na następny dzień. Do tego kilka średnio dostępnych kosmetyków pielęgnacyjnych, mówię, że jak się uda zamówić- to ściągniemy, ale niech jeszcze sprawdzi, co w tym względzie ma lepiej zaopatrzona w kosmetyki konkurencja. Biorę od pacjentki numer telefonu, żeby zadzwonić na drugi dzień, że zamówione rzeczy są do odbioru...
Leki przyszły, dzwonię powiadomić, że są...
- Bo wie pani, ja jednak się nie zdecyduję, rozmawiałam z panią w innej aptece, że to takie trujące, i zaprzyjaźniona lekarka też mi odradziła. Bo córka jest za młoda, i wcale nie ma aż tak widocznych zmian. I nasłuchałam się, co jej grozi, jak zacznie to brać, rozwalona wątroba, nerki, szpik, a nawet paraliż... Nie...
- Ale jakieś bolesne nacieki podskórne, ropne zmiany, strupy, blizny?
- Głównie "taka kaszka", czasem jakiś pryszcz... Już się zapisałam do innej przychodni do innego profesora, zobaczę co on powie.
(Tia... Wczoraj było TRAGICZNIE, a dziś już jest w miarę i do przyjęcia. Cudowne ozdrowienie przez noc?)
- No tak, to w tej sytuacji ma pani rację. Oczywiście, żaden problem. Proszę się tylko zgłosić po odbiór recepty...

No i wyszłam na niekompetentną idiotkę, która chciała otruć czternastolatkę... Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że jej nie widziałam i nie mogłam ocenić, czy naprawdę jest "tragicznie". A parę ciężkich przypadków już widziałam, myślę, że potrafię ocenić "tragiczność". Parę osób widziałam przed- i po półrocznym leczeniu. Lek naprawdę jest w stanie zdziałać cuda... A że są obostrzenia- to jest wybór pomiędzy korzyścią a ryzykiem. Jak w każdym leczeniu...
Ale nie czuję się komfortowo w tej sytuacji... Trzeba mi było wziąć poprawkę na "nawiedzoną" z lekka mamuśkę...


10 komentarzy:

  1. Bardzo boję się takich pacjentów. A właściwie pacjentek. Bo kobiety są w przeważającej większości. Nasze sumienia chcą obarczyć swoimi wątpliwościami.
    Choć bywają grupy bardziej irytujące.
    Nie masz powodu, źle się czuć. W końcu nie masz powodu podważać profesorskich sław.

    OdpowiedzUsuń
  2. Te wątpliwości pani powinna mieć przy szanownej pani profesor,a nie w aptece.

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój sposób rozmowy uważam za bardzo profesjonalny. I zupełnie nie ma powodu, byś w tej sytuacji czuła się niekomfortowo.
    Bardziej mnie zaniepokoiło, czy będziesz mogła bez kłopotów odesłać lek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widzę tu Twojej winy, zawsze pytam farmaceutę w aptece co sądzi o danym leku, czy jest zamiennik itd.
    Mama pacjentki po prostu robiła dalszy wywiad, w końcu to najpierw Ty zasiałaś w niej wątpliwość, więc nie miej wyrzutów...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele osob nie tylko nie mialoby wyrzutow sumienia zadnych, ale nawet nie zajaknelo sie ani nie poddalo w watpliwosc wypisanej przez lekarza recepty - zeby nie miec problemow.
    Zrobilas co trzeba, matka dziewczyny tez zadzialala i dobrze sie pewnie stalo, ze recepty nie wykupila. Co za roznica kto mial decydujacy glos? Ty czy kolezanka z konkurencji? Chyba zadna, obie kwestionowalyscie przepisany lek (choc Ty w duszy, bardziej). A ze jest sporo bezmyslnych lekarzy, to wszyscy dorosli - wiemy. Profesura nie chroni od glupoty:P albo czasem po prostu popelniania bledow, ktore tez wszystkim moga sie przydarzyc. Tak czy siak - sytuacja rozwiazana na plus. Nie ma co sie gryzc i przezuwac;)
    Podczytuje juz dluzej. pozdrawiam
    Issa

    OdpowiedzUsuń
  6. Pracuję w całkiem innej branży, ale jak u nas klient pyta, czy zasadna jest decyzja innego powiązanego podmiotu, to mamy nakaz wody w usta i nie komentować, choćbym znała się na tym lepiej niż ów podmiot. Nie wchodzić sobie w kompetencje. Jeden jest od zapisywania leku, inny od jego sprzedaży. Nie przyszłoby mi nawet do głowy pytać farmaceuty, czy zapisano zasadny lek. Czemu lekarza nie zapytała i nie podzieliła się wątpliwościami ? A tak taka pacjentka generuje sztuczny ruch w służbie zdrowia, generuje kolejki w przychodni całkiem niepotrzebnie.
    Od farmaceuty oczekiwałabym jedynie komentarza, jeśli na recepcie byłby ewidentny błąd. Empatia w takich przypadkach, jak widać nie popłaca, ale w końcu to nie Twoja wina, tylko klientki, więc puść sprawę w niepamięć.

    OdpowiedzUsuń
  7. A wszystko przez reklamy "ZAPYTAJ FARMACEUTY"
    Przy lekarzu boją się gęby otworzyć, zadać pytania.Bo lekarz to bóg. Na farmaceutę wyleją wszystkie frustracje, bo to człowiek do bicia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tez uważam, że to wina reklam. Zapytaj farmaceuty... To może od razu pominąć lekarza i iść do apteki? Abo wierzę lekarzowi i stosuję lek, który zapisał, albo nie zawracam mu d**y, nie zajmuję kolejek i od razu lecę do apteki. Ludzie są dziwni...

    OdpowiedzUsuń
  9. Branża nie moja, ale mam tak, że się farmaceuty nie pytam. Nie on mnie prowadzi, nie od mi receptę wypisał i nie od niego mam wymagać porad. Koniec kropka.

    Inna rzecz, że miałem po sąsiedzku aptekę, w której pani magister postawiła sobie za punkt honoru 'doradzać'. I co ma w klient zrobić, jak po okazaniu recepty słyszy "ja bym tego nie brała"? Opier..lić z góry na dół za wtrącanie się, czy wdawać się dyskusję?

    OdpowiedzUsuń
  10. Często idę do apteki z pominięciem lekarza, konsultujemy mój stan (hihihi) i wybieramy opcje i jest super. A lekarstwo na trądzik moja córka miała przepisane w USA i kiedy przyjechała i sprawdziłam w necie co to jest, natychmiast zostało zastąpione przez ziele bratka. Po 3 miesiącach trądzik sobie poszedł. I już nie wrócił :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń