sobota, 25 maja 2019

38/2019

Teraz- po napisaniu całej notki- wiem, dlaczego zabranie się do niej szło mi tak opornie. Po prostu- tego było za dużo... I nie do końca "moje". Pisałam w trzech podejściach...

Już ponad miesiąc upłynął od mojego ostatniego podsumowania książkowego. Więc czas. Sporo tego było, nie wszystko w moim stylu. Może tym razem zacznę od tego, co mi kompletnie nie podeszło.
Mam zasadę, że jeśli idę na spotkanie z autorem- to staram się przeczytać cokolwiek, żeby mieć chociaż mgliste pojęcie. Jak mi się spodoba- to albo coś dokupuję na miejscu, albo przynoszę własne książki i proszę o autograf. Rzadko się zdarza, żeby nie. Ale się zdarzyło...
Wiedziałam, że Anna Ficner- Ogonowska pisze "babskie" powieści, których raczej nie czytuję. Ale- nie warto się uprzedzać, może się spodoba... Otóż- nie, nie, i jeszcze raz NIE. To absolutnie nie moja bajka. Nie chcę tutaj dyskredytować osiągnięć Autorki, bo jej powieści w bibliotece są rozchwytywane. A i sprzedażowo musi iść całkiem nieźle, skoro Autorka zarzuciła pracę nauczycielki i zawodowo zajmuje się pisaniem. Przemęczyłam... "Alibi na szczęście", Krok do szczęścia", "Zgoda na szczęście" i "Szczęście w cichą noc". Od tego "szczęścia" aż się mdło robi... Książki są rozwleczone niemiłosiernie. Ja wiem, że bohaterka przeżyła taką traumę, że cud, że w ogóle się z niej w jakiś sposób podniosła. Ale na miejscu tak traktowanego faceta- uciekłabym, gdzie pieprz rośnie. Ale- miało być "szczęście". Wkurzona strasznie na objętość lektury przeczytałam wszystkie cztery tomy. Gdzieś tam pod skórą wiedząc, jak się to skończy, a czytając dalej... Nie wciągnęło mnie, raczej na zasadzie, że jak się powiedziało "a", to trzeba powiedzieć "b" i "c".  Przemyślenia bohaterki ciągnące się całymi stronami, mądrości życiowe- nawet niegłupie, ale już nie dla mnie, bo o tym wiem... Podejrzewam, że inny autor z tych czterech tomiszczy zrobiłby jedno porządne. Ale cóż... świat wydawniczy rządzi się swoimi prawami. Z ciekawostek- Autorka pisze ręcznie (!!!) w zeszytach, dopiero później przepisuje na komputerze, robiąc przy okazji pierwszą redakcję i wtedy wysyła do wydawcy. Podobno wśród odbiorców tych powieści są nawet mężczyźni, którym lektura pozwoliła "lepiej zrozumieć swoje żony". Cóż... To ja chyba w ogóle nie mam żadnych cech bohaterki, zero jakiejkolwiek delikatności, herod- baba, która wie, czego chce... Mój mąż na podstawie tej lektury nie nauczyłby się o mnie niczego.
Nie odradzam, bo w kwestii lektur każdy powinien mieć własne zdanie. Ale- nie polecam. Chyba że ktoś lubi się wzruszyć (cóż... parę razy się zakręciło...) albo jest wielbicielem trochę ambitniejszych Harlequinów, ciągnących się przez 3000 stron... A styl pisania- niestety- przypomina mi pamiętnik licealistki...

Idąc po linii "na nie". Jakiś czas temu zaczęłam czytać serię dla młodzieży Alana Bradleya o Flawii de Luce. Lata 50., brytyjska prowincja oczywiście ubarwiona fikcją literacką. Inteligentna jedenastolatka, pasjonatka chemii, samouk, półsierota. Do pewnego momentu nawet wciągało. Tak koło 4. tomu "siadło". Przeczytałam ostatnio ósmy- "Trzykroć wrzasnął kocur szary". Historia robi się coraz bardziej posępna, mroczna, dla dzieci to pomalutku przestaje być, dla nastolatków chyba zbyt infantylne... Brak docelowego adresata? W tle akurat tej historii cały czas czai się mroczny finał, który otwiera drogę kolejnej opowieści... Pewnie jak się pojawi, to sięgnę z ciekawości, zgrzytając zębami nad stratą czasu....

Kolejna rzecz- poprawna, ale nic poza tym. Iwona Wilmowska i jej trzy książki z cyklu "Prywatne śledztwa Agaty Brok":  "Nikt nie słucha starych ludzi", "Gwiaździsta noc" i "Strata". Jak pisałam- czytadła, nic specjalnego, ale lekko się czyta i miło spędza czas. Jedno "ale". Miałam jeszcze przeczytać tej samej autorki "Zanim zapomnę". Dopiero opis na Lubimy czytać uświadomił mi, że... to chyba "Gwiaździsta noc" pod innym tytułem. A "Tajemnice Leokadii"- to pewnie "Nikt nie słucha...". Może przeredagowane, może trochę zmienione... Nie chce mi się sprawdzać... Oto jak zmiana wydawnictwa i tytułu sztucznie "rozdyma" dorobek autora... Nieładnie...

Żeby nie było, że tylko ostatnio porażki... Jakiś czas temu (tak ze dwa lata...) czytałam Martę Guzowską i jej cykl z Mario Yblem. Wkurzający bohater z gigantycznym ego, skrzyżowanie dr House'a z detektywem Monkiem. Czytało się tak sobie, za wyjątkiem niektórych kontrowersyjnych sformułowań dotyczących archeologii, które Autorka wkładała w usta bohatera. A nie zapominajmy, że Marta Guzowska z wykształcenia jest właśnie archeologiem. Nasza biblioteka zapowiedziała spotkanie, trzeba było uzupełnić braki... Na początek poszedł cykl z drugą bohaterką - Simoną Brenner. "Chciwość" i "Reguła nr 1". Też jest znakomitym archeologiem, specjalizującym się w biżuterii- i do tego - "po godzinach"- złodziejką. Postać zdecydowanie - dla mnie- do polubienia i kibicowania, bardziej "krwista" niż Mario Ybl. Znowu- kilka wspaniałych sformułowań dotyczących zawodu archeologa, mnóstwo spostrzeżeń socjologicznych (ten opis kolejki na lotnisku, kto może być przemytnikiem, a kto nie- majstersztyk !!!).
 Kolejny kryminał "archeologiczny" Marty Guzowskiej- "Ślepy archeolog". Tutaj raczej nie zanosi się na cykl. Autorka włożyła mnóstwo pracy w zrozumienie osób niewidomych, ich sposobu poruszania się i odbierania świata (konsultacje z osoba niewidomą). A bohater- znowu- z gigantycznym ego, trochę wycofany. W tle- trzęsienia ziemi, kradzieże zabytków z wykopalisk, intrygi "złych kobiet"- całość zdecydowanie do przeczytania.
I najnowsza z książek Autorki- "Raj". Zero archeologii, chociaż w którymś wywiadzie przeczytałam, że to próba "wykopalisk na społeczeństwie". Jak również- że jest to dla Autorki książka terapeutyczna, w której stara się odreagować wszystkie swoje lęki. Również te rodzicielskie. Rewelacyjna konstrukcja powieści, te same wydarzenia pokazane z perspektywy różnych osób. Może nie jest to forma zbyt odkrywcza, ale tutaj sprawdziła się znakomicie. Bohaterowie- zdecydowanie nie-do-polubienia, może za wyjątkiem samotnego złodzieja, który jednak wzbudził trochę mojej sympatii. I chyba był z nich wszystkich "najnormalniejszy". O ile o jakiejkolwiek normalności można tutaj mówić... Podobało mi się, nawet bardzo :)
Do tego- idąc za ciosem- malutkie "czytadełko". Marta Guzowska i Agnieszka Krawczyk- "Cztery zbrodnie na cztery poty roku". Cztery niezbyt długie opowiadanka, każde z dobrą puentą, chociaż "jesień" i "zima" bazowały na podobnym schemacie. Ot- do przeczytania w pracy między pacjentami, na telefonie to miało tylko nieco ponad 400 stron.

Pozostańmy w klimacie kryminalnym. Magda Stachula - "Trzecia" i "W pułapce". I tutaj nie wiem, co napisać... Bo o ile "Idealna" była bardzo świeża, o tyle te dwie kolejne już takie nie są. Autorka troszeczkę "zjada własny ogon". Bo niby fajnie jest zbudowane poczucie zagrożenia, osaczenia- ale przy "W pułapce" już się trochę męczyłam. Bo wszystko stawało się jakieś takie przewidywalne... Co nie znaczy, że niewarte przeczytania. Dreszczyk grozy na plecach gwarantowany, osoby wrażliwsze mogą zacząć odczuwać strach przed samotnymi nocami ;)
Autorka ostatnio wydała nową powieść- "Oszukana". Pewnie też po nią sięgnę. Kiedyś ;)

Ostatnio w pracy - niestety- zdarzają cię całe kwadranse bezczynności między pacjentami. Dlatego szukam niezobowiązujących czytadeł, nie wymagających zbytniego skupienia i potrzeby delektowania się formą i treścią. Padło na Hannę Greń.  Zaczęłam od "Polowania na Pliszkę". I o ile "Jak kamień w wodę"- było w miarę ciekawe, o tyle druga część- "Światełko w tunelu"- już niezbyt. Zamiast dopisać jeszcze 1 czy 2 rozdziały do pierwszej części- autorka poszła w "wierszówkę" i efekt jest niestety mierny. No dobra, przeleciało, raczej nie zostanie na dłużej. Zaczęłam kolejny cykl "W Trójkącie Beskidzkim"- od pierwszej części "Cień sprzedawcy snów". I jakieś to takie... dziwne? No bo niby są bohaterowie, w miarę z krwi i kości- ale interakcje między nimi- według mnie- trochę nie do końca prawdziwe. Bo- policjant kłóci się z gangsterem "na śmierć i życie" o śmierć siostry. A po kilku latach "jedna pani drugiej pani coś...", już jedzie do jego domu "w ciemno" (nieważne, że w towarzystwie) i tak po jednym "przepraszam" zostają bez mała przyjaciółmi? Takimi, że przyjezdni zostają na obiedzie? Nie klei mi się to... Może powinnam sięgnąć po nowszą wersję "Cienia"- "Uśpione królowe", ale w bibliotece nie chciało mi się czekać... Chyba dla ogólnego odbioru książki nie ma to aż takiego znaczenia. Pewnie skończę i sięgnę po dalsze części, chyba że mnie totalnie znudzi... I mam wrażenie, że Autorka gdzieś tam cały czas rozpracowuje jakąś traumę z dzieciństwa. I w "Pliszce" i w "Cieniu" pojawiają się dzieci, które dla rodziców były kompletnie obojętne. Bo zawsze coś było ważniejsze. Albo praca, praca, praca, albo drugie dziecko, albo jeszcze nie wiadomo co. A z chwilą osiągnięcia pełnoletności dostawały bez mała nakaz eksmisji z domu. Co zapewne prowadziło do takich a nie innych wydarzeń, niemniej motyw się powtarza...

No tak, im więcej się czyta- tym chyba ma się większe wymagania. Nawet co do "czytadeł".

Może na urlopie w końcu nadrobię zaległości z Puzyńskiej?



4 komentarze:

  1. Co do Ficner-Ogonowskiej mam podobne wrażenia, po prostu NIE!
    Reszty nie znam, ale o Puzyńskiej mówiła mi koleżanka i polecała, więc czeka na swoją kolej:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przez "Alibi na szczęście" przebrnęłam (ledwo) i postanowiłam nie męczyć się w kolejnych częściach.. I potwierdzam o tych wymaganiach, rosnących wraz z ilością książek przeczytanych. Takoż samo to odbieram :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki nie z mojej bajki,ale uważnie przeczytałam post i traktuje jak ostrzeżenie przed słaba literatura, jakbym niechcacy i przypadkiem na nią trafiła. Bo na pewno nie trafię z wyboru.

    OdpowiedzUsuń
  4. Puzyńską to wiesz- kocham i polecam. Z tego co wymieniłaś- Ficner- Ogonowskiej nie znalazłam na Legimi, dziwne, prawda? Panie u mnie w pracy wymieniają się jej powieściami, ale ja jakoś nie sięgnęłam. Z obyczajowych- ciągle czeka w kolejce Anna H. Niemczynow, też babska lektura, ale jakoś mnie wciągnęła. Hannę Greń lubię, nawet bardzo, ale Pliszka jakoś mniej mi się podobała niż reszta. Guzowska- ciągle w kolejce, choć "Cztery zbrodnie..." zaliczyłam. Bo Agnieszkę Krawczyk też lubię (te obyczajowe). Wilmowska- dwa tomu przeczytane, trzeci leży, masz rację, z tymi zmianami tytułów. Camilla Lackberg i "Złota klatka" w kolejce? Przeczytałam zupełnie inna niż wcześniejsze powieści, ciekawa jestem Twojej opinii. Stachula- jeszcze nie znam, ale poznam, niewątpliwie. Ostatnio wczytałam się w fantasy- nowa Jadowska, Piekara. Za dużo tych książek...

    OdpowiedzUsuń