Na miniony weekend miałam baaaardzo ambitne plany. Tylko z realizacją poszło trochę gorzej...
W sobotę miałam rano wybrać się do stolicy na Targi Książki, a potem zostać na koncercie Krzysztofa Cugowskiego. A niedzielę poświęcić na głosowanie, mały spacer, przegląd letnich ciuchów, prasowanie, odkładanie swetrów i pakowanie przed urlopem. Aha, i malowanie paznokci u stóp. Prawda, że ambitnie?
Zaczęło się od tego, że w związku z zaistniałą sytuacją personalną szefowa poprosiła mnie, żebym zamiast w zeszłą sobotę- przyszła do pracy w tę niedzielę. Ja wyjeżdżam- ona zostaje sama, chciał mieć jakieś jedno wolne popołudnie... Zgodziłam się, w końcu jedziemy na jednym wózku.I ambitne plany musiałam zrewidować... "Wypadły" - nad czym ubolewam- targi książki. Żałuję bardzo, bo od jakiegoś czasu co rok się wybieram i zawsze mi coś wypada... Przegląd ciuchów i reszta został przełożony na sobotnie przedpołudnie, potem wyjazd na koncert. W niedzielę przed południem dalszy ciąg walki z ciuchami, potem głosowanie i praca do wieczora. I teraz na krzesłach, kanapie i desce do prasowania piętrzą się sterty na szczęście już uprasowanych rzeczy, a mi się nie chce dalej ruszyć palcem...
Do tego od czwartku usiłowałam wydrapać sobie oczy. Swędziały strasznie, były zaczerwienione, na szczęście nie ropiały. Nawet nie łzawiły. Alergia? "Ocznej" postaci jeszcze nie miałam... Tylko tego brakowało... Jako że weekend i mnóstwo planów- mogłam zapomnieć o okuliście. Dziś i jutro też nie pójdę, w środę wyjeżdżam. I w związku z tym, metodą "szewca co bez butów chodzi" aplikowałam sobie różne krople z aptecznego asortymentu. 2 rodzaje przeciwalergicznych, ze 2 rodzaje nawilżających... A lepiej zaczęło być dopiero w sobotę koło południa, kiedy to w desperacji zaaplikowałam sobie steryd z antybiotykiem. Antybiotyk jako składnik kropli nie był chyba niezbędny, ale akurat takie miałam. I w końcu zrobiło się lepiej... ufff... Skrajny brak odpowiedzialności za własne zdrowie, ale cóż... siła wyższa i brak czasu...
Jeszcze wrażenia po koncercie. Najpierw- totalne zaskoczenie. Bo pół godziny przed rozpoczęciem na scenę wszedł jakiś strażacki VIP i zaczął prowadzić "szkolenie", przedstawiać statystyki, zachęcać do instalowania czujników CO i dymu... Przyznam się, że kiedyś uczestniczyłam w czymś podobnym w tym samym miejscu i podobnym czasie, Ślubny "po znajomości" dostał wtedy wejściówki na Perfect. A że przed trzeba było wysłuchać pogadanki ppoż.- była w pakiecie... Ale- tutaj normalnie kupiłam bilety, zapłaciłam, nie spodziewałam się takiego "bonusu"... Ciekawe, czy najpierw oferowano bilety w wolnej sprzedaży, a resztę wykupili strażacy- czy też ci ostatni nie wykupili całego Torwaru i na wolny rynek poszła reszta? Zresztą- płyta była zajęta może w 20%, trybuny- może w 60. Rozczarowanie, że było tak małe zainteresowanie... A może to część tych strażackich wejściówek nie została wykorzystana? Tego już się nie dowiem... A średnia wieku na koncercie- tak na visus 40+... I nie dało się odróznić, kto na wejściówki, a kto specjalnie kupował bilet...
Co do koncertu- nie będę obiektywna. Zagorzałą fanką Krzysztofa Cugowskiego i Budki Suflera przestałam być dopiero chyba około roku 1997 i płyty Nic nie boli tak jak życie. Stwierdziłam, że poszli w komercję i chyba najlepsze rzeczy już stworzyli. Co nie przeszkadzało mi kupować kolejnych płyt, nie mam chyba tylko tej ostatniej z 2009 roku. Uciekła mi po prostu, już się tak bardzo nie interesowałam. Ale do tej pory gdy słyszę starsze piosenki Budki, to mi ciarki chodzą po plecach...
Zaczęło się od "Snu o dolinie". Znowu w życiu mi nie wyszło... Jakoś tak bez powera, prawie że melorecytacja. I pomyślałam, że jak tak dalej będzie- to porażka... Na szczęście potem już było tylko coraz lepiej. Utwory te grane z Budką, starsze... Raczej ballady, niż te szybkie... Mam wrażenie, że takie sprzed 25 lat minimum, do których wygasły ścisłe prawa autorskie... Głośno jest ostatnio o kłótni pomiędzy Cugowskim a resztą zespołu o zorganizowanie jubileuszowych koncertów na 45.lecie wspólnej pracy. Jak nie wiadomo o co chodzi, to... wiadomo. Przykre. Wracając do koncertu. Pomyślałam, że jak Cugowski zaśpiewa "Pieśń niepokorną", która we wstępie jest acapella- to szacun. I zaśpiewał. I to, i "Młode lwy" i "Ratujmy co się da". Jak usłyszałam "Jest taki samotny dom", to zaczęłam się zastanawiać, gdzie żeński chórek? Niepotrzebnie. Partię chórku odśpiewała publiczność ;) Na miarę swojej ilości i wieku, ale zawsze. Potem jeszcze to samo było przy "Cieniu wielkiej góry". Ten głos... W utworze "Martwe morze" tam w finale jest takie solo, że niedoświadczony wokalista się wyłoży... Podśpiewywałam, a jakże... I tchu mi zabrakło, a Cugowski ciągnął i ciągnął.... Ech...
Na uwagę zasługuje jeszcze akompaniujący "zespół mistrzów". Niestety, nazwiska były mi obce. Ale to co grali sami w przerwach- bardzo mi odpowiadało. Dokładnie "moje". Takie kawałki rocka progresywnego z lat 70.
Nieżyjący już niestety Tomasz Beksiński powiedział kiedyś o wokaliście zespołu Pavlov's Dogs, że jego głosem można by cyklinować podłogę. O zespole wszelki słuch zaginął, ale powiedzenie pamiętam. Podobne zdanie mam o wokaliście zespołu Rush.
A po koncercie Krzysztofa Cugowskiego stwierdzam, że jego głos- to cyklina, froterka i wosk w jednym :)
Ale jak już napisałam- nie jestem obiektywna w stosunku o idola z lat młodości...
Plany, planami, a życie sobie.Bywałam na podobnych koncertach, zaproszona przez znajomych, żeby się miejsce nie marnowało,,nie z każdego zaproszenia korzystałam, jesli nie odpowiadal,mi wokalista czy zespół, ale na Cugowskiego bym poszła z dawnego sentymentu i pewnie nawet łezkę bym uroniła.
OdpowiedzUsuńBudka Suflera i Perfect - to faktycznie sentyment, młode lata chmurne... Przyznać trzeba że "chłopaki" mają kondycję i nie stracili nic ze swego uroku (nie mówię o urodzie oczywiście), do tej pory potrafią porwać.
OdpowiedzUsuńMa Cugowski moc w tym swoim głosie, oj ma.. Też lubię :)
OdpowiedzUsuńJak to mówią, my planujemy, a na górze te plany weryfikują...
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, że z koncertu wyszłaś rozanielona, reszta będzie z poślizgiem:-)
Ja ostatnio wolę słuchać muzyki z internetu lub z płyt niż bywać na koncertach. Nie lubię ogłuszających instrumentów, a teraz wszędzie są nagłośnienia tak silne, że zagłuszają nawet myśli słuchacza.
OdpowiedzUsuńNa Cugowskim byłam chyba 20 lat temu, gdy miał koncert w naszym mieście! Czy jest tak samo dobry, jak kiedyś? Nie mogę ocenić!
OdpowiedzUsuńWyjazdy są fajne, ale to pakowanie i rozpakowywanie i znów pakowanie... Dałaś radę te pazury machnąć? :-) Ewa z Mycastle
OdpowiedzUsuńU nas weekend wyjazdowy połączony z urodzinami młodszej córki. Było fenomenalnie!
OdpowiedzUsuń