środa, 27 lutego 2019

3/2019


Chłopaki pojechali do kina. Mam co najmniej cztery godziny dla siebie. TYLKO dla siebie, czas odkurzyć bloga ;)
Starszy- jak to Starszy, teoretycznie powinien pisać i bronić inżynierkę, już stwierdził, że to pewnie będzie wrzesień. A na pytanie- co z magisterką stwierdził, że jak zostanie tam, gdzie jest- to i na jakąś magisterkę się załapie. Poczekamy- zobaczymy.
Młodszy- poszedł na próbne matury "z marszu", nie ucząc się ZUPEŁNIE. "Na tapecie" częściej jest granie na komputerze, niż matematyka czy fizyka, odrabiane w przerwie i na kolanie. Myślałam, że trochę dostanie po d..., ze wynik będzie na tyle kiepski, że nim potrząśnie. Nic bardziej mylnego. Jeśli z wynikiem 40% z rozszerzonej matematyki mieści się w szkole "na pudle", to ja czarno widzę rekrutację na studia. Podobnie było z rozszerzoną fizyką, podstawowym polskim i matematyką- też podium w skali szkoły, a wynik bezwzględny poniżej krytyki. Poziom tego liceum woła o pomstę... Najlepsza matematyczka oczywiście programowo NIE uczy mat-fizu, najlepszy polonista oczywiście programowo NIE uczy humana... Już dawno stwierdziłam, że Młody chodzi do szkoły wyłącznie w celach towarzysko- imprezowych. Czarno widzę rekrutację na jakiekolwiek studia, nie mówiąc o utrzymaniu się na nich... A niedawno usłyszałam, że ten mat-fiz to była totalna pomyłka, trzeba było iść na mat-geo albo przysiąść do historii ( co Młodemu przychodzi z łatwością i to lubi) i po rozszerzonej geografii i historii rekrutować się na SGH, a nie na politechnikę. Trzy lata w plecy? Czy to cecha tego pokolenia, że totalnie nie wie, co ma robić w życiu?
W pracy- jak to w pracy. Szefowa wyjechała na tydzień ferii, oczywiście wtedy przypadło apogeum grypy w naszym rejonie i ledwo się obrabiałyśmy. Do tego limity zamówień w hurtowni, bo powyżej faktury płatne gotówką... Jak wróciła- spokój i cisza... Jak na złość... Ścięłam się ze współpracownicą, która dorabia sobie jako nauczycielka. W zeszłym semestrze miała cały etat i wychodziło na to, że cztery dni w tygodniu miała drugą zmianę. Gdyby to dotyczyło mnie- nie zgodziłabym się, ale jej wybór. Na cztery pierwsze zmiany mogłam przystać. A w tym semestrze ma pół etatu - dwa dni rano w szkole- i zażyczyła sobie, że w pozostałe dni ma tylko pierwsze zmiany. Wkurzyłam się, powiedziałam, że to był jej wybór, a w tym semestrze pracujemy fifty- fifty. Na razie i tak muszę jej oddać dwa poranki, tak się złożyło, ale co będzie dalej- się zobaczy. Rozciąga się to wszystko w czasie, bo pracujemy w trybie 2 poranki, 3 popołudniówki albo odwrotnie. Atmosfera jest gęsta... Co prawda- jak mawia Urszula Dudziak- "wolę być szczęśliwa, niż mieć rację", ale tyczy się to raczej związku i innych sfer życia, a nie pracy. Tutaj muszę być twarda, nie będę robić komuś "dobrze" swoim kosztem.
Czytelniczo- rok rozpoczęłam mocno i brutalnie- książkami Maxa Czornego (?- odmiana?) "Grzech", "Ofiara", "Pokuta" i "Najszczęśliwsza". Pierwsze trzy tworzą trylogię z komisarzem Erykiem Deryło. Bardzo brutalne, naturalistyczne, wręcz anatomiczne opisy okaleczanych przez zwyrodnialca ciał. Nie dla ludzi o słabych nerwach i żołądkach, raczej nie czytać przy jedzeniu.A ostatnia strona ostatniej części po prostu mnie rozwaliła. Really???!!! W sumie furtka do kontynuacji, ale oby nie było jak z Forstem Mroza. Ta czwarta pozycja zupełnie poza nurtem, ciekawe, wciągające, zaskakujący koniec.
Do tego- zbiór opowiadań Marty Kisiel "Pierwsze słowo". I o ile większość była mi znana z innych źródeł, tak ostanie- tytułowe- położyło mnie na łopatki i nie mogę się po nim pozbierać. "Uważaj, czego sobie życzysz"...
Żeby nie było, że preferuję polskich autorów (bo tak jest)- trzy pozycje zagraniczne: Sandie Jones "Rywalka", Robert Bryndza "Ostatni oddech"- ciąg dalszy śledztw Eriki Foster, i S.L. Grey- "Apartament". Wszystkie - poprawne czytadła dla zabicia czasu. "Rywalka"- okazuje się, że nic nie jest takie, jak się wydaje. A w "Apartamencie" gdzieś bardzo daleko w tle "pobrzmiewał" mi "Wstręt"Romana Polańskiego. Może przez klimat- duszny i ciężki? W trakcie lektury zastanawiałam się, jak można popełnić tyle błędów przed daleką bądź co bądź podróżą?
Wróćmy do polskich autorów. Przed spotkaniem autorskim z Urszulą Dudziak wypożyczyłam sobie z biblioteki jej dwie książki: "Wyśpiewam Wam wszystko" i Wyśpiewam Wam więcej" Obie czyta się szybciutko, jedna- na jeden dłuższy wieczór. Pierwsza- opisuje głównie pobyt w USA, druga- to taki misz- masz różnych anegdot z gigantyczną pozytywną energią, bijącą z każdej strony. Przyznam się, że przed domówką organizowaną przez Młodego- pokazałam mu ilustrację z tej książki. Mianowicie- skan mandatu na 500 zł "za zakłócanie ciszy nocnej" dla Urszuli Dudziak, która parę minut po 22 któregoś razu chciała "poćwiczyć głos". Skoro takim gwiazdom nie uchodzi na sucho, to jeśli dostanie podobny, niech nie ma pretensji :) Jest pełnoletni, nas akurat nie było, jak chce robić imprezy- to ze wszystkimi konsekwencjami (na szczęście obyło się bez- chyba mamy wyrozumiałych sąsiadów ;) ). Samo spotkanie autorskie- mnóstwo ludzi, zakontraktowana godzina, ani chwili dłużej, opowiedziała parę anegdot z książki... Emanuje niesamowitą energią i świadomością własnego JA- żeby nie powiedzieć zarozumiałością- ale kto ma NAS chwalić, jeśli nie my sami? Mam wrażenie, że to było "spotkanie dla prowincji", na pół gwizdka, bardzo chaotyczne, niech "lizną wielkiego świata i będą zadowoleni". Generalnie duży niedosyt...  Małomiasteczkowe "ą" i "ę" z burmistrzem wręczającym kwiaty...
Wróćmy do książek. Ostatnio zaczęłam kupować magazyn literacko- kryminalny "Pocisk". I tam spotkałam się z rekomendacją książki Jacka Ostrowskiego "Paragraf 148". Kupiłam ebooka, przeczytałam- i uczucia mam mieszane... Płock, klimaty PRL, nie mówię ze nie było ciekawie, ale to chyba nie do końca "moja bajka"...
Z zaległości- zaczęłam nadrabiać książki Mariusza Czubaja. Do tej pory nie miałam czasu, zawsze było coś pilniejszego, zobligowało mnie spotkanie autorskie w perspektywie. Jak na razie- jest dobrze, podoba mi się nieidealny komisarz Rudolf Heinz (jak keczup) z "21.37" i "Kołysanki dla mordercy". Zaczęłam czytać trzecią z cyklu "Zanim znowu zabiję", im dalej- tym bardziej wciąga rozgrywka z Inkwizytorem. Jedno "ale"- niektóre książki, osadzone w realiach współczesnych- powinno się czytać w momencie ich powstania. Zbyt wiele odniesień do ówczesnych "tu i teraz", których potem się nie do końca pamięta... "Zanim znowu zabiję" odnosi się do kwietnia 2010, ale Smoleńsk jest tylko w tle, choć przysłania inne sprawy. Nie wiem, jak będzie dalej, jestem po lekturze 1/4, różni się od poprzednich pierwszoosobową narracją, jak na razie - moim zdaniem- warto. Jak ktoś szuka wciągających kryminałów i nie zrażają go odniesienia (już- niestety) historyczne- polecam.
Żeby nie było, że tylko czytam- czasami również oglądam. Co tydzień- dwie "święte godziny" na "Chirurgów" i "Rezydentów" na FOX. Po prostu lubię i tyle. Natomiast obejrzałam również reklamowany mocno "Sex education" na Netflixie. W 4 dni 8 odcinków. Ciurkiem. Wrażenia? Najpierw należy- Z TRUDEM - PRZEBRNĄĆ przez pierwsze dwa odcinki. Myśli, jakie się wtedy nasuwają- czy naprawdę brytyjskie SZESNASTOLATKI myślą tylko o tym i robią tylko to??? Chyba nie jestem targetem dla tego serialu???  A potem- robi się coraz ciekawiej. Na pewno nie jest to serial do oglądania "w tle", np przy przeglądaniu internetu. Zaczęłam oglądać głównie dla Gillian Anderson, chciałam zobaczyć, jak wypadnie w czymś zupełnie innym, niż do tej pory. Serial jest momentami wulgarny, momentami przerysowany- a jednak w bardzo subtelny sposób dotyka problemów braku komunikacji, wykluczeń, niezrozumienia, również- braku miłości rodzicielskiej. Wątek dyrektora, który ma więcej ojcowskiego uczucia dla ucznia "z potencjałem", niż własnego syna - wręcz mnie poraził. I - na uczucia nie ma mocnych, nawet jeśli jest się specjalistą w tej dziedzinie. Polecam- chociażby dla wyrobienia sobie własnego zdania.
Dziecko starsze podsunęło mi jeszcze również Netflixowy  "End of the f....g world", ale tutaj poległam po pierwszych 10 minutach i zdecydowanie nie będę oglądać dalej. Chyba za stara jestem na komiksową manierę i zastanawianie się "o czym to do jasnej... jest?".


Pewnie zanudziłam, ale musiałam nadrobić zaległości. Oby do wiosny :)  I - oby to nie był wiosenny falstart, choć z kalendarza wynika, że to jeszcze za wcześnie.


 KOMENTARZE DO WPISU:
  • eldka 2019/02/17 17:58:16

    Jestem. Pozdrawiam.
    :)
  • kobietawbarwachjesieni 2019/02/17 20:34:14

    Z zainteresowaniem i dużą przyjemnością przeczytałam cały Twój wpis. Świetnie piszesz.
  • aga-joz 2019/02/17 23:37:19

    Oj, zacznę popadać w kompleksy. Znów mi się wydłuża lista książek do przeczytania. O oglądaniu nie mówię- "Chirurgów" zakończyłam na ósmym sezonie i nie mogę się zebrać dalej, w ogóle oglądanie seriali jakoś mi kuleje.
    A wiosna idzie, idzie, coraz bliżej jest
  • krwawasiekiera 2019/02/18 10:52:33

    Fajnie, że wróciłaś:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz