Albo jestem stara. Albo mam wypaczony i zbyt tradycyjny gust. Albo nie przemawiają do mnie obecne tzw. "kanony piękna"...
Obsługiwałam jakiś czas temu kobietę. Taką w wieku 25-30 lat. Kupowała coś dla dziecka (swojego?) "na odporność". Ale ja nie o tym...
Jej wygląd lekko mnie poraził... Polka. Godziny obsługi- wczesne przedpołudniowe.
Od góry. Długie włosy z doczepami, ufarbowane na najczarniejszą, "granatową" czerń. Skóra spalona na heban na solarium. Ale tak na fest, na brąz-brąz. Brwi- to się chyba nazywa laminowane- ale namalowane czarne grube trójkąty. Rzęsy- zagęszczone i wydłużone na wręcz karykaturalne maksimum, na powiekach gruba czarna kreska (permanentna?). Kości policzkowe- nie znam się za bardzo, zbyt naturalnie też nie wyglądały. Usta napompowane na maxa, nadęte, to się chyba nazywa "na glonojada", krwistoczerwona szminka. Krwistoczerwone paznokcie spiłowane w szpic, wolny koniec o długości przekraczającej ten rosnący na palcu (kobieta miała kłopot z wyjęciem pieniędzy z portfela). Na dłoniach tatuaże (ładne!), i widać było, że wchodzą wyżej na ręce. Skórzana krótka kurtka, obcisła skórzana spódniczka mini na nienaturalnie okrągłych biodrach przy zbyt przy nich szczupłej talii. Całości dopełniały szpilki o wysokości takiej, że ja trzydzieści lat temu nie umiałabym na nich stać, a co dopiero chodzić.
Całość wyglądała- delikatnie mówiąc- dziwnie, żeby nie powiedzieć- karykaturalnie. Na podobnie wyglądające dziewczyny napatrzyłam się dwa lata temu w hotelu na Dominikanie. Ale tam w przerabianiu siebie przodowały Rosjanki. I to był- jakby nie patrzeć- kurort wakacyjny. Ale ta tutaj nie mieściła się w żadnych normach.
Nic mi do tego, jak kto wygląda. Ale ta pani chyba przesadziła z "poprawianiem urody"... Albo nikt jej nie powiedział, że wygląda po prostu źle... Z drugiej strony- gdzie etyka kosmetyczki i chirurga plastycznego, który robi coś takiego? No chyba że "klient płaci i wymaga, a my jesteśmy od spełniania tych życzeń".
Świat staje na głowie...
Nie przeszkadza mi, że ktoś się oszpeca, ale też trudno mi zrozumieć to dobrowolne okaleczanie się, poddawanie się zabiegom, które przecież bezbolesne nie są. Mnie zawsze wszystko boli bardziej więc nie dałabym sobie zrobić nic, lubię swoje ciało takie jakim jest.
OdpowiedzUsuńA co możemy zrobić, jak ten sam pacjent wraca, dwa razy w tygodniu po trzy opakowania xylometazolinu? Albo co drugi dzień thiocodin?
OdpowiedzUsuńAle fakt, sama o tym rozmyślam. Jeżeli facet mówi, że nie znosi takich ust u kobiety, to po co to robić? Dlaczego on to akceptuje? Dlaczego ona robi jeszcze większe? Chore to społeczeństwo, kiedy guru staje się panienka z tik toka.
Zauważyłam, że tego typu kobiety mają określonego typu partnerów i przyjaciół, może to jakaś subkultura?
OdpowiedzUsuńjotka
Ja podejrzewam że za czymś takim stoją problemy emocjonalne.
OdpowiedzUsuńTo tak jak przy anoreksji: umiera z głodu, jest tego świadoma, ale gdy patrzy w lustro widzi grubasa... Pół biedy póki to zwykłe zabiegi kosmetyczne, których efekt łatwo usunąć. Ale czasem internety pokazują takie przemiany, że trudno uwierzyć, by ktoś zdrowy psychicznie sobie takie coś fundował. Oraz kim trzeba być, by takie zabiegi wykonywać?
PS. to byłam ja Trollatrolla
OdpowiedzUsuńAkurat dzisiaj też takie , hm , monstrum w sklepie za ladą widziałam! Nigdy nie zrozumiem, jak można tak się oszpecić?
OdpowiedzUsuńTakie karykatury się zdarzają, ale mnie przeraża to, że coraz więcej widzę takich lalkowych lalek. One wszystkie wyglądają tak samo. Włosy na topielice, zrobione Brwinów, rzęsy, powieki, policzki i obowiązkowy glonojad.
OdpowiedzUsuńTak jak napisały dziewczyny do kompletu określony typ partnera.
Nie Brwinów tylko brwi miało być 😉😀
OdpowiedzUsuń